sobota, 2 grudnia 2017

Zaczarowany ogród cz. 4. Rodzinny dom.

W poście z
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
pokazałem jak, bazując na własnych wspomnieniach, i nieudanych czarno białych zdjęciach, można wykreować zaczarowany świat dzieciństwa. Zdjęcia z linku j.w. były w miarę proste, bo z bezbarwnych konturów znanego mi ogrodu wyciągałem te fragmenty, które normalnie niczym się nie wyróżniały dla osób postronnych. Ale co zrobić, gdy mamy tylko fragment znanego nam obrazu z dzieciństwa, a wyobraźnia podsuwa dalsze plany? To właśnie chciałbym pokazać w tym poście. Na początek zaczniemy jednak od końca.


Ten wirtualny obraz, zdjęcie 1469 a5 end powyżej, wykreował się w moich wspomnieniach dopiero kilka lat temu, czyli ok. 2014 r., gdy odnalazłem stare negatywy zdjęć nigdy nie wywołanych. Zdjęcia technicznie były nieudane i słabej jakości, na szczęście nie zostały wyrzucone i jako makulatura (z błon totograficznych robiono np. wspaniałe zakładki do książek, ramki do zdjęć, itp.) przetrwały ponad 70 lat. Podstawą wykonania grafiki stało się właśnie jedno z takich zdjęć 1469 a1 prezentowane poniżej:


Plac do połowy XIX w. należał do łódzkich tkaczy. Obok domu płynął mały strumyk, chociaż należy podejrzewać, że był to raczej sztucznie wykopany kanał, w którym ówcześni włókiennicy przerabiali len na tkaniny. Mały 3 izbowy domek, prawdopodobnie z inną architekturą, dla zabezpieczenia przed wiosenno jesiennymi wylewami rzek wybudowany był na niewielkim sztucznie podniesionym terenie, co uwydatniło się na zdjęciu sprowadzonym do pionu. Widać to na zdjęciu nr 1469 a2 poniżej:



Bazowe zdjęcie 1469 a1 zostało wykonane w 1945 r. tuż po odzyskaniu wolności. Mnie jeszcze wtedy nie było ani na świecie, ani w planach, rodzice pobrali się dwa lata później, ja przyszedłem na świat w końcu grudnia 1950 r. Pierwsze migawki z tego okresu zawsze kojarzyły mi się z domem otoczonym krzewami i drzewami, oraz terenem za domem, gdzie nie wolno było mi wchodzić. Nic dziwnego więc, że taki obraz "gołego domu" rozpalił wyobraźnię. Dodajemy więc perspektywę i powoli wyłaniają się kontury całego, już raczej wirtualnego (?), budynku. To zdjęcie nr 1469 a3 poniżej:




Pozostaje tylko usunięcie postaci dobrze mi znanych wujków, cioć, i ojca (bo przecież chodzi tylko o wizerunek domu z zaczarowanego ogrodu), wrzucenie próbnych kolorów, przyjęcie jednego z motywów obrazów, który nie gryzie się z własną wyobraźnią, i mamy wersję próbną jak na zdjęciu poniżej nr 1469 a4.
Celowo pozostawiam niedokończone partie rysunku, aby pokazać w jaki sposób można to zrobić najprościej.  


Do bryły gotowego już domu dodaję jeszcze młodą brzoskwinię i obok starszą renklodę - te drzewa zachowały się na innych zdjęciach publikowanych wcześniej. Z prawej strony powinna być wczesna czereśnia, ale z braku laku ... Sposobu dodawania/wkopiowywania obrazów nie będę opisywał, bo to już robiłem we wcześniejszych postach. Czarno biały obraz koloruję jednym z najprostszych programów GIMPem, i mamy obraz 1469 a5 end, zamieszczony na wstępie postu i poniżej:
  


I teraz mam pytanie: Co byście Drodzy Czytelnicy zrobili, gdyby nagle ktoś wam pokazał wasze ulubione zabawki z dzieciństwa? Gdyby nagle na zdjęciach pojawił się ulubiony miś z naderwanymi uszami, wyszczerbiony motylek na drewnianych kółkach, plastikowa pęknięta lalka, czy pierwszy pistolet na wodę? Pewnie nic byście nie zrobili, bo rzadko kiedy takie wspomnienia się materializują, a jeszcze rzadziej zachowują się na starych rodzinnych zdjęciach.

.

9 komentarzy:

  1. Czarodziej! Po prostu Czarodziej z Ciebie. Zaintrygowało mnie stwierdzenie:"Na początek zaczniemy od końca" - już tu zaczyna się magia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie czary tylko fotomontaż graficzny. ☺
      No i chyba nie miałem wyboru z tym "początkiem od końca", bo kto by chciał oglądać takie szaro bure zdjęcia sprzed 70 lat? A kolor, to kolor.

      Usuń
    2. Eeee, tam. Czarodziej i już:)))

      Usuń
  2. Tworzenie takich wyobrażeń przeszłości więcej mówi o Tobie niż o samej historii.
    A rzeczy czasem się materializują, żołnierzyki zagubione gdzieś pośród szpargałów, odnalezione po trzydziestu latach gdy potrzebny był jakiś bardzo ważny papier...
    Czy cieszą? Nie wiem, mam już bardzo mały kontakt mentalny z dzieckiem które się nimi bawiło. Potem bawili się nimi moi synowie i z nimi miałem znacznie lepszy kontakt niż z kimś sprzed trzydziestu lat z okładem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie jest tworzenie wyobrażeń tylko ich uzupełnianie (dorysowany dom. i ogród). I masz rację, że to wiele mówi nie tyle o mnie, co o moim dzieciństwie. Bo przecież ktoś miał np. ojca pijaka i k...ę matkę, ktoś inny miał tylko nianię i guwernantkę, a bogatych rodziców znał tylko, gdy wyjeżdżali razem na wczasy do ciepłych krajów, kolejny ktoś pamięta tylko żłobki, przedszkola, i najwyżej ulicę ma której się wychowywał, bo rodzicom zawadzał w domu, ja miałem wspaniały ogród z bajki i ojca, który leżąc w łóżku bawił się ze mną.
      Te zabawki przytoczyłem jako przykład, bo chyba każdy reaguje na widok swoich przedmiotów z dzieciństwa - no chyba, że tego dzieciństwa nie miał. Są przecież i tacy, którzy - poza zdjęciami legimatycyjnymi nie mają żadnych pamiątek po swoich przodkach. Przykre to, ale prawdziwe.

      Usuń
  3. Co bym zrobiła gdyby ktoś pokazał mi moje ulubione zabawki z dzieciństwa? Na pewno cofnęłabym się o te kilkanaście lat wstecz i szeroko uśmiechnęła. Lubię myśleć o dzieciństwie - kojarzy mi się z tymi, których kocham.
    Piękna podróż wstecz!
    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię tu widzieć i czytać Martynko. To prawda, raczej każdy na widok pamiątek z dzieciństwa zatrzymuje się chociaż na chwilę w czasie. Dla mnie te zdjęcia (a jest ich kilkaset), których nikt nie oglądał, bo wtedy technika traktowała je jako nieudane, to największa niespodzianka w życiu.
      Serdecznie pozdrawiam ☺ ♥

      Usuń
  4. Te zdjęcia z przed 70 lat są takie naturalne, myślę, że to nie tylko rodzinny dom, ale też bliskie Tobie osoby, które widać, że są radosne. Na tej fotografii czas się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu i pomimo, że ta ostatnia kolorowa fotka wygląda wyraźniej i estetyczniej, choćby z tymi zielonymi drzewami, to jednak jest taka pusta, zimna i zapewne nie ma już tej wartości dla Ciebie, co ta z dawnych lat.

    Jestem bardzo sentymentalna i jakby mi ktoś teraz przyniósł moją zabawkę z dzieciństwa, to na pewno bym się wzruszyła ;) W sumie nie miałam za wiele zabawek, ale pamiętam taką małpkę, z którą spałam i robiłam jej zastrzyki z wody, gdy była chora :) Bidulka miała watę w środku, więc po jakimś czasie już się nie nadawała do niczego i mama ją tak po kryjomu zapodziała.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atrakcyjność tych zdjęć polega na tym, że na ogół posiadamy tylko fotografie naszych przodków, tutaj zachowały się także negatywy. W dodatku były to negatywy nieudane technicznie z których nigdy nie wykonano odbitek. Świadomość, że po ponad 70 latach (pierwsze z 1884 r.!) jestem pierwszym, który ogląda te obrazy jest naprawdę fascynująca. Gdy pierwszy raz graficznie wyciągnąłem te obrazy to o mało co bym nie dostał zawału.

      A zabawki. No cóż to nie tylko te stare przedmioty wzbudzają w nas wspomnienia, ja poluję na zdjęcia z wnętrz ówczesnych mieszkań, i na kilka już udało mi się trafić. Znalazłem np. stołek/zydelek ze schowkiem, gdzie chowałem swoje żołnierzyki ołowiane. Szukam dalej ...
      Serdecznie pozdrawiam

      Usuń