wtorek, 8 sierpnia 2017

Jak "ugrade'ować" nasz aparat? Czyli uruchamiamy GIMP-a

Ten temat miał się pojawić dopiero "za kilka postów", ale było życzenie, aby wcześniej, więc jest. To zdarza się nawet najlepszym fotografom. Chcieliśmy zrobić dobre zdjęcie, ale na wyciągnięcie tego lepszego aparatu nie mieliśmy czasu, albo ... kasy. Tutaj więc pokażę jak ze zdjęcia zrobionego aparatem "mordoobrazkowym" albo inaczej t.zw. "małpką" zrobić zdjęcie prawie profesjonalne. Jako, że od dawna nie chce mi się robić zdjęć, posłużę się zdjęciem zaprzyjaźnionej blogerki, która - na razie - mi to wspaniałomyślnie wybacza.  Zdjęcie "a1" poniżej jest obrazem podstawowym, który zostanie poddany obróbce graficznej. Niepełnej oczywiście.


Zaczynamy od pobrania prostego programu do obróbki graficznej, ja proponuję GIMP-a, ponieważ jest on "widziany i czytany" na wszystkich kontynentach, OS-ach i przeglądarkach. Pobieramy aplikację ze strony producenta. I tutaj drobna uwaga. Obecnie producent proponuje wersję od 2.8xxx w góre, ja proponuję pobranie nie wyższej niż 2.6xxx, czyli takiej, która już nie będzie aktualizowana i zostanie na naszym komputerze na wieki wieków. To może być np. wersja "GIMP a1" jak niżej.




Zdjęcie a1, z przyczyn opisanych wyżej, otwieramy w prostej aplikacji PAINT-a, poszerzamy marginesy (ważne!), kopiujemy (zaznacz wszystko) i wklejamy do GIMP-a, tak jak niżej:



Teraz uruchamiamy narzędzie "perspektywa" i modelujemy obraz według uznania. Ja zrobiłem to tak, obraz "a3" jak niżej:.



Dalsze operacje, przedstawione na poniższych zdjęciach a5-a8,





































to już tylko wycinanki, wklejanki i sklejanki, którymi, za pomocą PAINT-a, można się bawić do oporu, tak jak nam dusza zagra. Jako były jurysta wielu wystaw fotograficznych przestrzegam jednak przez zbytnim szaleństwem, bo w fazie kwalifikacyjnej można się nie prześlizgnąć przez sito. Fachowcy zresztą wiedzą, że nawet ruszenie jednego piksela na zdjęciu wykrywają już nawet automaty.


Mamy więc poGIMP-owską wersję na zdjęciu "a9" poniżej:
Celowo pozostawiłem braki, które można uzupełnić GIMP-em, np. za pomocą narzędzia "Rozsmarowywanie"


Oczywiście rozsmarowywanie można ułatwić sobie wklejaniem małych fragmencików, można też inaczej, ale o tym - jak zwykle - przy kolejnym spotkaniu. Moja końcowa wersja wygląda więc tak jak zdjęciu "a10" niżej:




PS. Jak zwykle korzystałem z bardzo interesującej strony sympatycznej blogerki:
http://koszyk-bet.blogspot.com/

wtorek, 23 maja 2017

Wrażenia optyczne

Dla odbioru obrazów, obojętne czy fotograficznych, przetwarzanych na żywo w naszym mózgu, czy przywoływanych z pamięci najważniejsze jest pierwsze wrażenie. O tej zasadzie zapomniałem przeglądając zdjęcia super fotoreportera blogowego jakim jest niewątpliwie Bet rządząca na swoim peerelu.
http://koszyk-bet.blogspot.com/2017/05/dolny-slask-z-elementami-minionej-epoki.html#comment-form











To był przypadek, ale bardzo symptomatyczny. Oglądałem dokumentalny film o powodzi w Chile. Wysokie fale podmywały domy i unosiły je na falach. W tym samym czasie, kątem oka, dostrzegłem zdjęcie Bet i pierwsze wrażenie było podobne - podmywany budynek się wali!





















Oczywiście takie "nie trzymające pionu" zdjęcia można poprawić - a czasami nawet warto - zwykłą graficzną metodą, ale pojawia się problem, bo często po obcięciu wystających fragmentów mamy do wyboru: Albo zmniejszone pole obrazu, albo (co ja wybrałem) dosztukowanie brakujących części metodą fotomontażu.




























Są jeszcze inne metody, ale o nich w następnych postach. Ja wybrałem metodę sztukowania, i budynek został postawiony do pionu. Dla bardziej dociekliwych pozostawiłem niedokończone maskowaniem narożniki zdjęcia.















Nieco inna sytuacja pojawia się podczas fotografowania wysokich budowli (kościoły, budynki, wieże, i tp.).




Po spionowaniu zdjęcia


zmieniamy perspektywę warstwy (np. w GIMP-ie), a dalej postępujemy jak z pierwszym zdjęciem, czyli obcinamy, kadrujemy, sztukujemy, itd.

I to na razie tyle w temacie geometrii obrazu.
.

PS. Dziękuję autorce bloga Bet za udostępnienie zdjęć.

czwartek, 9 lutego 2017

Ogniskowa i kąt obiektywu. Fisheye (rybie oko) - mity i fakty

W połowie lat 90' ub.w. udało mi się nabyć starą przenośną kamerę TV ze wspaniałym obiektywem o zmiennej ogniskowej od 3,6 mm do 180 mm, o której wiedziałem tyle, że dawało się z niej wymontować cały układ zmiennej optyki. W połączeniu z cyfrowym aparatem uzyskałem całkiem niezły sprzęt fotograficzny dający zupełnie nowe możliwości fotografowania. No i właśnie. Co zatem kryje się za tymi "nowymi możliwościami", o których nie wspominają nawet najpoważniejsze źródła traktujące o fotografii?


Nie szukając daleko można się natknąć w sieci na pobieżne informacje traktujące dość oszczędnie problem zmiennej ogniskowej. Zerknijmy np. na ten obrazek, opublikowany w sieci.
pobrano ze strony: http://www.fotografia.kopernet.org/obiektywy.html
Autor białymi ramkami zaznacza teoretyczne pole widzenia obiektywów o różnej ogniskowej. To jednak nie uwzględnia kąta widzenia obiektywu, co jest chyba najważniejszym atrybutem. A problem wygląda następująco: Gdybyśmy z aparatem o ogniskowej 34 mm zbliżyli się do obiektu na zdjęciu tak, aby pole widzenia pokryło się z ramką oznaczoną np. 100 mm (bo interesuje nas tylko ten fragment), to zauważylibyśmy bez trudu, że mamy przed sobą nieco inny obraz, bo nagle widzimy boczne ściany pałacu. Autor tego zdjęcia nie pofatygował się jednak na dokonanie takiego eksperymentu, wykonał jedno zdjęcie dorysował ramki i zamknął jeden temat związany z t.zw. polem obrazu.


Nieco inaczej, i nieco lepiej działanie "fisheye" opisał i zilustrował autor zdjęcia poniżej:
pobrano ze strony: http://foto-nieobiektywny.blogspot.com/2015/04/jarosaw-brzezinski-test.html
Faktycznie na kolejnych zdjęciach widać, że fotografujący, nie mogąc dalej odsunąć się od fotografowanego obiektu, stosuje zmienną optykę. Proszę więc porównać jak w miarę zmian ogniskowej równocześnie zmienia się pole rejestrowanego obrazu, widać to np. po obrazach wiszących na ścianach, oraz przedmiotach (fotel, leżanka) znajdujących się bliżej obiektywu. Czy jednak jest to jedyna i najważniejsza cecha teleobiektywów i typu "fisheye"? Otóż nie. Inaczej bowiem wygląda fotograficzne zapisywanie obrazu, gdy fotografujący nie może zmienić swojej pozycji, i zupełnie inaczej, gdy wraz ze zmianą ogniskowej przybliża się lub oddala od fotografowanego obiektu.


O zasadach rządzących w świecie szerokokątnej optyki przekonałem się już w latach 70' ub.w., gdy przyszło mi wykonać reklamowe zdjęcie krosien i przędzarek produkowanych w Polsce. Mogłem wykonać tylko dwa zdjęcia na których powinno znaleźć się jak najwięcej ważnych szczegółów maszyn. Niestety, tak jak wówczas, tak i obecnie nawet w najpoważniejszych poradnikach nie znalazłem omówienia tego tematu. Prawie 50 lat temu problem rozwiązałem stosując dostępne wówczas obiektywy wymienne. Obecnie jednak nadal nie widzę tekstów omawiających teoretycznie i wyjaśniających istotne niuanse i cechy zmiennej optyki.






A więc zakasałem rękawy, i do roboty! Zdjęcie a3 obok, to zdjęcie "bazowe" wykonane standardowym obiektywem 35 mm (dla potrzeb porównawczych zostało skadrowane i oznaczone dalej jako a2). Odległość aparatu od fotografowanego budzika wyniosła tutaj ok. 1,2-1,5 m. Warto zwrócić uwagę na długość zwisającego ze stołu obrusa, która w rzeczywistości wynosi ok. 40 cm. To ważne, bo na zdjęciu a1, wykonanym obiektywem "fisheye" ten fragment obrusa jest także widoczny, ale już tylko w postaci winietowanego marginesu (n.b. stół z kwadratowego "zrobił się" okrągły"!).














Zdjęcie a2 z prawej strony to, tak jak wspomniałem wcześniej, skadrowany, czyli odpowiednio przycięty obraz tak, aby można było porównać go z następnym zdjęciem.






Zdjęcie a1 (gorsza jakość, bo nie chciało mi się rozkalibrowywać aparatu przy wymianie optyki) wykonałem obiektywem o zmiennej optyce. W danym przypadku było to ok. 6,1 mm, a więc obiektyw z kątem widzenia ok. 192 st., "widział" jakby lekko do tyłu. Odległość aparatu od fotografowanego budzika zmniejszyłem ok. 4-5 krotnie, do ok. 30 cm. Pomiędzy jednym zdjęciem, a drugim upłynęło ok. 10 sekund (dlatego nie robiłem kalibracji), co jest widoczne na budziku. Nie budzik jest jednak przedmiotem rozważania.






Teraz bowiem można pokusić się o ocenę eksperymentu. Obiektyw standardowy (a3 i a2) oddaje prawidłową perspektywę, ale nakrętki od butelek są prawie niewidoczne, albo widać tylko ich część. Obiektyw szerokokątny (a1) wprawdzie łamie perspektywę, zniekształcając krawędzie, ale jednocześnie ukazuje nakrętki, niektóre w całości i z widokiem dna! Warto jeszcze zwrócić uwagę na to jak obiektyw szerokokątny "widzi" do tyłu, rejestrując zwisającą część obrusa.









Analogicznie wygląda sytuacja fotografowanych książek wysuniętych maksymalnie do przodu, na zdjęciu a5 obok wykonanym standardowym obiektywem widać tylko grzbiety książek. Odległość aparat - książki ok. 1,5 m.



Obiektyw "fisheye", zdj, a4 po lewej wykonane z odległości 15-20 cm, rejestruje także okładki na skrajnych książkach. Jakie to ma zastosowanie w fotografii? Otóż dla zwykłych pstrykaczy jest to tylko ciekawy gadżet, dla nieco bardziej ambitnych fotografów obiektywy "fisheye" są raczej nieprzydatne. Nie na tym jednak kończy się zastosowanie zmiennej optyki. Wyspecjalizowane firmy fotograficzne, np. działy Google, lub monitorujące np. NASA, nie mogą się już obejść bez optyki zmiennej.









Tam, gdzie w grę wchodzi np. wykrywanie ruchu, obiektywy szerokokątne stają się niezastąpione, a ich cena nierzadko przekracza cenę wysokiej klasy samochodu osobowego. Dla ich oceny proponuję obejrzenie dwóch ciekawych filmików i jedną z wielu - niestety - opinii n.t. tego sprzętu.  



https://youtu.be/RRxUc22xfyE


https://www.youtube.com/watch?v=Aw0i_I2TaAM

http://www.spidersweb.pl/2014/11/nikkor-6mm.html

poniedziałek, 28 listopada 2016

Portrety cd. Robimy transseksa!

Dokładnie rok temu w poście j.n.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/11/goe-baby-czyli-knechci-markietanki-i.html
pokazałem jak z manekina można graficznymi metodami, i bez posługiwania się fotoszopowymi metodami,  zrobić całkiem uroczą modelkę. Teraz chciałbym wrócić do historii fotografowania sprzed ponad 100 lat. Na początek pytanie: Czy ktoś wie co przedstawiają poniższe obrazki i do czego mogłymogą służyć?
Zapewne większość Czytelników interesujących się metodami i technikami stosowanymi przed wiekami pamięta, że były to proste narzędzia (wycinanki papierowe), możliwe do wykonania przez każdego, i ułatwiające wykonywanie zdjęć specjalnych, m.in. takich jak np. nagrobkowych, medalionowych, portretowych, czy nawet studyjnych. Owalny kształt motywu nadawał się praktycznie do każdej głowy i postaci fotografowanej osoby, sprawdzał się także w krajobrazach i malarstwie.


O technice fotografowania z użyciem tych wycinanek opowiem przy innej okazji. Tutaj tylko na jednym przykładzie pokażę jak można z osobnika płci męskiej zrobić całkiem niezłą laskę. W archiwach z połowy lat 60' ub.w. znalazłem takie oto zdjęcie (poniżej) nieco zniewieściałego osobnika, który nadawał się idealnie na wirtualnego "transseksa".


A więc główkę wycinamy ze zdjęcia i obracamy do pionu tak jak na rys. 1. Rys. 2 przedstawia etap końcowy do jakiego będziemy zmierzali. Teraz, tak jak na rys. 3, poprawiamy geometrię twarzy. Tutaj widać, że na oryginale wszystkie elementy twarzy są jakby skupione w środku, a więc decentralizujemy i przy okazji powiększamy oczy, nos i usta, oraz usuwamy mechaniczne usterki (oko).
Wg rys. 4 dorzucamy minimalną ilość kolorów, aby sprawdzić kolorystykę, i usuwamy "zwis męski prosty", który jest nieodłącznym atrybutem męskości.


Do tak przygotowanej wstępnie twarzy dopasowujemy szablon z rys. 5 z wyciętym owalem (do tego służyły czarne wycinanki zaprezentowane na pierwszym zdjęciu) i wstawiamy nową facjatę, rys. 6. Teraz pozostaje tylko wygładzenie obrazu (można to robić GIMP-em) i ewentualne pokolorowanie.

Jak widać w poszczególnych etapach obróbki celowo pozostawiłem niedociągnięcia, aby Czytelnicy mogli bliżej zapoznać się z tą techniką. I tak mamy transseksa, widocznego na rys. 2!
.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Artefakty pożądane, i te pozostałe

Jednym z najtrudniejszych i niedocenianych w fotografii - zarówno analogowej jak i cyfrowej - warunków poprawnego wykonania zdjęcia jest prawidłowe wykorzystanie oświetlenia. W połowie lat 80' ub.w. jednej z modelek wykonałem czarno białe zdjęcie, którego głównym motywem miało być nietypowe sztuczne oświetlenie.
Jak widać na powyższym zdjęciu jeden reflektor oświetlał postać z lewej górnej strony (poz. "na godz. 10), natomiast drugi dolny reflektor (poz. na godz. 5) dawał strumień światła na wysokości kolan - miejsca umieszczenia reflektorów oznaczyłem strzałkami. W ten sposób powstał całkiem fajny obraz czarno biały, którego nie da się jednak odtworzyć w oryginale z uwagi na brak efektów jakie daje czarno białe zdjęcie wykonane na t.zw. "wysokim połysku". Ale od czego jest grafika komputerowa? I tak pojawiło się "cuś", już nie czarno białe, i nie tak piękne jak na oryginalnym zdjęciu, ale za to w miarę interesujące.


Idąc dalej tym śladem przypomniałem sobie o jeszcze jednym powyższym zdjęciu, które było wykonane w normalnym sztucznym oświetleniu, czyli reflektory górne z rozproszonym światłem. Tutaj nie było już żadnych wstępnych założeń. Po prostu modelka o wspaniałej budowie, miała także jedną generalną wadę - jej twarz była wyjątkowo niefotogeniczna. Oczywiście można było wykonać retusz, który zrobiłem z wielką niechęcią. W zamian za to (koszt retuszu w latach 80' był wielokrotnie droższy od zdjęcia atelierowego) wykonaliśmy pozowane zdjęcie "od tyłu". Nie wiem jak klientka wykorzystała to zdjęcie - zażądała 5 sztuk w formacie 30x40 cm. - które ja publikuję dopiero po 30 latach, odpowiednio je kolorując.

czwartek, 8 września 2016

Tajemnice portretowania i nie tylko ...

Ta piękna dziewczyna obok w rzeczywistości nie istnieje. Jest to tylko produkt graficzny wykonywany z reguły dla potrzeb marketingu. Autentyczne są jedynie plecy modelki, którą fotografowałem w latach 60' ubiegłego wieku. Usta, oczy i nos zostały wygenerowane cyfrowo, a skalp został "zdarty" z jakiegoś zdjęcia znalezionego w sieci. Pomiędzy policzkiem a nosem oraz w kąciku ust z lewej strony celowo pozostawiłem ślady wklejania elementów twarzy. Graficy często stosują takie sposoby zabezpieczania prac przed kradzieżą, co wydaje się lepszą metodą niż nanoszenie napisów jak niżej.


Co chciałem tym powyższym zdjęcio/obrazem pokazać? Tym razem nie chodzi o teorię, a o pewne reminiscencje, jakie nasunęły mi się w trakcie "klejenia" tego obrazu. W głębokich czasach PRL, aby zrobić takie zdjęcie trzeba było mieć: doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków, i odrobinę pomysłu. Dzisiaj prawie każdy właściciel smartfona ma sprzęt, ale nie ma już ... pięknych dziewczyn. To jednak nie jest problem, bo od piękności mamy oprogramowania typu "Photoshop", a wtedy niepotrzebne jest "... doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków ..."



Czarno białe zdjęcie powyżej wykonałem w 1968 r. i jak do tej pory, poza pokolorowaniem, nie próbowałem upiększać. Modelka z krwi i kości żyje do dzisiaj i ma się nieźle, chociaż ma już ponad 70 lat. Na zdjęciu warto zwrócić uwagę na piękne falujące włosy, które wymagały niezwykłej i codziennej pielęgnacji. Wieczorem umyte włosy zakręcano na wałki a rano zaczynało się czesanie, tapirowanie i układanie. Żałuję, że tej modelce poświęciłem tak mało czasu na robienie zdjęć portretowych, trenowała siatkówkę, miała doskonałą figurę i najczęściej pojawiała się "au naturel". Prezentowane zdjęcie powstało dość przypadkowo i wówczas nie zwróciłem na nie większej uwagi, bo technicznie było nieudane. Dopiero teraz odkryłem urok ciekawego spojrzenia.





Doskonała kiczowatość prezentowana tym zdjęciem a15 jest dowodem na to w jak dziwnych okolicznościach powstają niektóre zdjęcia psychologiczne, które właściwie równie dobrze można nazwać pornograficznymi (o czym dalej).














Jak widać z psychologią zdjęcia te akurat tutaj prezentowane niewiele mają wspólnego, bowiem w obu przypadkach twarze zostały zmienione, aby zachować anonimowość. Jednak zauważyłem, że właśnie podczas robienia takich zdjęć, emocje zarówno fotografa jak i fotografowanego obiektu sięgają zenitu. Wprawdzie starałem się uspokajać modelki, że wszelkie niedoskonałości ich ciała zostaną usunięte podczas fotografowania i późniejszej obróbki fotochemicznej, ale niepewność pozostawała. To właśnie w tych warunkach popularny w XIX i XX w. retusz urastał do rangi wielkich manipulacji. Oczywiście dzisiaj odpowiednim programem graficznym można modelkę w kilka minut "pogrubić, albo pocienić", tak jak to zrobiłem na zdjęciu poniżej,

jednak 50 lat temu trzeba było wcześniej nieco pomajsterkować pod powiększalnikiem.




Czy psychologia zdjęcia to tylko puste hasło, czy może jednak kryje się za tym coś znacznie więcej niż oczekujemy. Jedno z najciekawszych zdjęć portretowych (Uwaga! Zmieniona twarz), które przez wiele lat zdobiło wystawę zaprzyjaźnionego atelier fotograficznego, udało mi się zrobić dość przypadkowo. Znana aktorka zapragnęła mieć dwa zdjęcia z jednej pozy. Zakładając, że chodziło o, modne wówczas, przeznaczenie zdjęcia dla dwóch rodzajów odbiorców "spiąłem pośladki" i wykonałem zlecenie całkiem nieźle. Na odsłonięciu jednej piersi sesja fotograficzna jednak się zakończyła. Aktorka byłą znaną osobą, starszą ode mnie o kilkanaście lat, więc "nie posunęliśmy się ani na krok", chociaż o krok jak najbardziej chodziło. Dopiero po prawie 50 latach, podczas przypadkowego spotkania, dowiedziałem się, że podobne obiekcje miała również moja modelka. A więc panowie i panie! Więcej odwagi! Lepiej żałować za grzechy popełnione, niż żałować, że się ich nie popełniło.











Grzechami których nigdy nie żałowałem były sesje fotograficzne kończące się następnego dnia rano. To zdjęcie z prawej - które by można zatytułować "śniadanie u fotografa" - powstało właśnie w takich warunkach. Oryginalne zdjęcie było wielokrotnie przerabiane i modyfikowane, jedna z wersji to ta:
http://4.bp.blogspot.com/--VTcJt3TFg8/VHeEUcC_0tI/AAAAAAAAA7M/URQd697pGOI/s1600/741%2Ba5.jpg jednak nigdy nie udało mi się odtworzyć fryzury w jakiej modelka pojawiła się poprzedniego dnia. Na pewno było to coś w stylu "a'la Papuas" modnym w latach 70' ub.w. jednak po upojnej nocy to "coś" niczego już nie przypominało. Ale odgarnijmy włosy na bok. Bo, czy może być coś piękniejszego niż kobieta rozgrzana w łóżku dla której przygotowuje się pyszne śniadanie? Otóż okazuje się, że może!


Zdjęcie poniżej to praktycznie jedyne, którego nie poprawiałem pod żadnym względem.

Pierwszy strzał migawki był zarazem ostatnim. Modelka o przecudnej urodzie, i zapewne nie zdająca sobie z tego sprawy. Nigdy nie używała żadnych kosmetyków, nawet zwykłej szminki do ust. Nie musiała! Natura obdarzyła ją niepowtarzalną urodą. Piękne duże oczy i usta, regularnie ukształtowana twarz, bujne i gęste włosy, myte zwykłym mydłem i wywarem z ziół, do tego nieskazitelna budowa ciała, spowodowały, że prawie zapłakałem tak jak M. Kondrat, gdy w słynnym filmie "Pułkownik Kwiatkowski" ujrzał Renatę Dancewicz.
.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Jak zepsuć zdjęcie. Obróbka graficzna

Zdarza się czasami, że nagle pojawia się możliwość zrobienia dobrego zdjęcia, ale brakuje nam czasu na jego wykonanie. Wprawdzie zdjęć już nie robię od kilkunastu lat, ale przyroda nadal nie rezygnuje i zaskakuje. To zdjęcie niżej:
zrobiłem telefonem mając świadomość, że nie zdążę wyciągnąć lepszego sprzętu do fotografowania, bo słońce "przesuwające się" między kominami, tylko na kilka sekund stworzy niepowtarzalny obraz. Strzeliłem migawką mając nadzieję, że oczywiste złe skadrowanie (nie trzyma horyzont) uda się usunąć w trakcie obróbki graficznej.


Po ustaleniu prawidłowego horyzontu (to ta cienka ukośna czarna linia poniżej zdjęcia), obraz przekręciłem o ok. 35%, a dalej sklejkami i wklejkami uzupełniłem braki obrazu. Wyszło to co wyszło niżej:


Na kolejnym zdjęciu poprawiłem miejsca łączenia wklejek (kilka zostawiłem w lewym górnym rogu dla odszukania przez bardziej dociekliwych Czytelników) i wyrównałem ogólny balans struktury powierzchni zdjęcia. Tak zdjęcie mogło by tak wyglądać:
gdybym miał czas na przygotowanie sprzętu.


Wyobraźnia jednak działa. Zwykłym programem graficznym, dostępnym nawet w smartfonach, poprawiam ogólny balans i kolorystykę zdjęcia/obrazu, nasycając je barwami  i zwiększając kontrast. No teraz jest już całkiem fajnie i poniższe zdjęcie/obrazek
można ... wyrzucić do kosza. O tym warto pamiętać. Wykonywane zdjęcia, jeżeli chcemy je wykorzystać profesjonalnie nie mogą być poddawane obróbce graficznej. Starajmy się więc pomyśleć wcześniej o tym co chcemy utrwalić naszym sprzętem.
.