środa, 10 października 2018

Wyobraźnia bez granic

Zanim jeszcze pojawiła się teoria kwantowa dopuszczająca istnienie wielu światów równoległych fizycy XVII i XVIII wieku udowodnili, że nasze zmysły nie są na tyle doskonałe, aby rejestrować i przetwarzać wszystkie zewnętrzne bodźce. A więc to co widzimy i słyszymy to tylko wąski wycinek tego co się wokół nas dzieje. Mało tego, ludzkie zmysły dotyku, węchu, i smaku rejestrują bodźce w zakresie znacznie węższym od zmysłów posiadanych przez zwierzęta. Potrafimy określić np.  temperaturę, ale tylko w granicach od -10 do + 60 st. C' Także nasz próg wrażliwości na dotyk i węch działa do czasu, gdy natężenie nie przekracza określonego poziomu. Czy w takim razie otaczający nas świat jest jednakowy dla wszystkich form życia? Dlaczego np. zwykły gołąb potrafi wykryć raka nawet z 99-procentową skutecznością, czyli znacznie przekraczającą umiejętności lekarza rentgenologa?!
https://portal.abczdrowie.pl/niezwykle-umiejetnosci-golebi






Skoro już wiemy, że nasze zmysły płatają nam figle, proponuję zerknąć na dalsze obrazy przedstawiające fragmenty dwóch dywanów produkowanych według motywów zaczerpniętych z krajów islamskich. Jak wiadomo w sztuce romańskiej nie dopuszcza się możliwości używania postaci ludzkich i zwierzęcych. No i właśnie. Czy we fragmencie dywanu na obrazie obok można dopatrzyć się rysunku dwóch głów psich?

























W tym momencie prawie każdy odpowie negatywnie. Zaznaczam więc kolorem pomarańczowym odpowiedni fragment.






















Cienką kreską do głowy wyobrażonego przeze mnie psa dorysowuję resztę postaci, to może być np. mały York.


































Podobnie jest z drugim psem. Oba obrazy psów lepiej dostrzegane są w pewnym oddaleniu od ekranu.



















W innym fragmencie dywanu (obok) daje się zauważyć twarz grubej kobiety (podobnej do złej czarownicy z bajek W. Disney'a). To jest ten fragment. Tutaj będzie większy problem, bo ornamentyka powoduje duże utrudnienie.



















Wymazuję więc niepotrzebne fragmenty
















I pozostawiam samą twarz.












Teraz dorysowuję resztę ... i mamy złą czarownicę.




















Jeżeli nie udało się zobaczyć na oryginalnych fragmentach dywanów psów i kobiety to proszę się nie martwić. Wyobraźnia płata nam figle, ale na ogół są one bardzo przyjemne. Ja od kilku lat na czarno białym dywanie (to jest "dywanik" mojego szefa na którym bywałem kilka razy w tygodniu w charakterze doradcy) widziałem jeszcze, jak żywego, Azję Tuhajbejowicza z filmu "Potop", ale nie zapamiętałem w którym miejscu. Natomiast dywan po przemeblowaniu zmienił swoje położenie i Azji już nie mogę znaleźć. Może więc Czytelnicy pomogą?


Surfując po Internecie natknąłem się na niezwykle ciekawy blog:
https://narysunku.wordpress.com/?wref=bif
autorki, która skromnie pisze o sobie: "... Nie umiem rysować, ale wcale mi to nie przeszkadza w rysowaniu! ..." Kobietom z reguły nie wierzę, chociaż czasem ufam, więc w tym przypadku przejrzałem blog i stwierdzam, że nad każdym rysunkiem warto się pochylić i zastanowić, bo to sztuka niebywała, a każdy rysunek wnosi nieprawdopodobnie interesujące treści, i budzi wiele skojarzeń.

Jeden z rysunków autorki (link poniżej) nawiązał do moich "dywanowych" skojarzeń i zainicjował powstanie tego postu. Za zgodą autorki pozwolę sobie zalinkować adres:
https://narysunku.wordpress.com/2018/09/23/nietoperz-bat/
Na drewnianej desce widać kształt/zarys, wyobrażający wiszącego nietoperza. Z tego autorka stworzyła rysunek, który po odwróceniu "do góry nogami" wydał się jej małym misiem. Wyobrażenia te zostały przeniesione na kartkę i tak powstały dwa rysunki nietoperza i misia.

Przejrzałem pozostałe rysunki i - jak dla mnie - przebojem jest rysunek "gołębia na wojnie", który ukazuje mistrzowskie władanie ołówkiem:
golab
https://narysunku.files.wordpress.com/2017/02/golab.jpg?w=420&h=403
Kilka kresek, parę kropek, a efekt niesamowity, wywołujący wiele emocji i wyrażający właściwie wszystko co złego i dobrego można powiedzieć o gołębiu na wojnie.

środa, 23 maja 2018

Potęga lasu w teoretycznym ujęciu

W poście z sierpnia ub.r.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2017/08/jak-ugradeowac-nasz-aparat-czyli.html
pokazałem jak na zdjęciach prostować walące się budynki. Nie wszystkich to przekonało, ale nie o to chodzi. Tym razem wyższa szkoła prostowania walących się drzew w lesie i stosowania efektów różnych perspektyw, tutaj akurat "ptasiej". To
bardzo ładne zdjęcie "a 5133" (n.b. znalazłem je na zaprzyjaźnionym blogu) ściółki leśnej pokrytej czerwoną roślinnością. Oryginalna i naturalna kolorystyka pokrycia leśnego uzasadnia drobne niedociągnięcia w zakresie kompozycji obrazu. Czy jednak możemy poprawić to co utraciliśmy podczas robienia zdjęcia? Nie zawsze i nie do końca, ale próbować warto.


Jak widać perspektywa "ptasia" (pisałem o tym tutaj: http://foto-anzai.blogspot.com/2013/07/historiografia-troche-teorii-cz-2.html ) pięknie ukazuje czerwony dywan leśny, ale psuje wrażenie potęgi lasu. Drzewa można bez większego problemu wyprostować (np. prostym programem GIMP-a), czyli: zmieniamy perspektywę rozszerzając dół zdjęcia: tak jak na zdjęciu "a 5136" poniżej:

a następnie uzupełniamy, albo kadrujemy brzegi obrazu, tak jak pokazałem to na w.wym linku, otrzymując w efekcie poniższe zdjęcie "a 5137":


Nadal jednak pozostaje kwestia zaburzonej perspektywy. Perspektywa "ptasia" to, w tym przypadku, nienaturalnie zmniejszony las, perspektywa "żabia", gdyby ją zastosowano to prawdopodobnie byśmy otrzymali taki oto wirtualny obraz:
na którym mała choinka na pierwszym planie staje się większa i zasłania czerwony dywan. Ginie też daleka perspektywa kończąca się w głębi obrazu.


Dlaczego tak się dzieje, że perspektywa "ptasia", albo "żabia" (czyli to na jakiej wysokości trzymamy aparat) to różniące się, nawet w zakresie przekazu informacyjnego, zdjęcia/obrazy pokazuję na tym szkicu bocznym.

Czy zatem autor wybrał najlepsze rozwiązanie? Niewątpliwie tak. Rewelacyjny czerwony dywan inaczej by nie był ukazany w całej krasie.


Na zakończenie chciałbym przytoczyć przykład z własnych błędów popełnianych na przełomie lat 80/90 ub.w. Poniższe zdjęcie zrobiono lustrzanką cyfrową o doskonałej jak na ówczesne czasy rozdzielczości ok. 2,1 mln. pixeli (dla porównania obecnie średniej klasy smart dysponuje 3x większą rozdzielczością). To jednak nie był największy problem. Niesamowicie piękny widok na jednej z wysp norweskich, zawierał cztery główne motywy: ciemny las z prawej, podświetlony las z lewej, plaża w dole, oraz panorama morska (wzburzone morze, piękne chmury). Wyszło to co wyszło:


.

wtorek, 20 marca 2018

Oko, mózg, obraz ... sztuka



W połączeniu z ludzkim mózgiem oko jest najdoskonalszym aparatem poznawczym zarówno w świecie zwierząt, jak i najbardziej wyspecjalizowanych maszyn cybernetycznych. Na czym polega ta doskonałość? W tym poście chciałbym skrótowo przedstawić jak wygląda proces "widzenia" świata. To, że nasze oko widzi obraz "do góry nogami" i przestawiony stronami lewą i prawą nie jest już żadną rewelacją. Ale to co się dzieje dalej zadziwia i powala niezwykłymi właściwościami ludzkiego zmysłu wzroku. Załóżmy, że przed naszymi oczami - może to być np. pocztówka trzymana w odległości ok,. 30 cm. od oczu -
pojawia się taki oto obraz "a1", nazwijmy go bazowym:



Promienie świetlne, po przejściu przez źrenicę oka, wytwarzają na siatkówce obraz kilkadziesiąt razy zmniejszony, odwrócony "do góry nogami" z zamienionymi stronami prawą i lewą. Po komputerowej symulacji może to wyglądać np. tak jak obok na "a2". W celach poglądowych, w dalszej części postu obraz na siatkówce zostanie powiększony do rozmiaru pozostałych obrazów, t.j. tak jak na "a3" niżej:




Mamy więc obraz uzyskany na siatkówce, jest on jeszcze czarno biały, niewyraźny, nieostry, zamglony, ze zwiększonymi kontrastami, i odwrócony. Robimy więc teraz dokładnie to co robi nasz mózg w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i wiedzę. Otrzymujemy obraz "a4" widoczny obok. Tu warto wspomnieć, że noworodek w pierwszych chwilach po urodzeniu widzi taki właśnie jak wyżej świat, odwrócony, już raczej wyostrzony, i z jeszcze nie skorelowanymi kolorami. Ten sam efekt "postawienia obrazu do góry nogami" możemy uzyskać manipulując guglowskimi okularami, gdzie po odstawieniu okularów odwrócony obraz utrzymuje sie jeszcze przez pewien czas.  





Oko po uzyskaniu pierwszego czarno białego obrazu zaczyna poszukiwać elementów już znanych. Poszukiwanie odbywa się na zasadzie wyostrzania obrazu na skupionych elementach. Za tę fazę odpowiadają pręciki, które dzięki dużej ilości potrafią przetworzyć obraz o dużej rozdzielczości rzędu 120 Mpx, a więc znacznie lepszy niż obecne aparaty cyfrowe. Na zdjęciu "a5" z prawej zaznaczyłem wyostrzenie tylko świeczki, ale w praktyce pręciki przekazują do mózgu cały zeskanowany czarno biały obraz, To warto powtórzyć, do mózgu dociera obraz częściowo zeskanowany i zapamiętany wirtualnie, nie jest to jednak obraz ciągły. Dopiero w mózgu następuje przetwarzanie i pojawia się wirtualny, czarno biały obraz "a6" widoczny poniżej.




Podobna analiza odbywa się w zakresie przetwarzania kolorów, gdy do obrazu dociera wystarczająca ilość światła. Powierzchnia siatkówki na której zgrupowane są czopki odpowiedzialne za kolory, również skanuje cały obszar obrazu. Procedura wygląda podobnie jak wyostrzanie obrazu, a efekt może być np. taki jak na obrazie "a7" z lewej strony. Tutaj analiza barwna skupia się pierw na kolorowych wstążkach, a potem skanuje całą powierzchnię obrazu. W następstwie tego w mózgu, w czasie od kilkudziesięciu milisekund do kilku minut (np. gdy siatkówka została porażona zbyt silnym światłem) powstaje i pojawia się pierwotny obraz bazowy. Nie trzeba chyba dodawać, że jest to całkowicie wirtualny obraz rzeczywistości.



Teraz następuje najciekawsza faza przetwarzania obrazu przez mózg. Obraz końcowy "a8" z prawej strony to właściwie zestawienie i zsyntetyzowanie w pamięci mózgu trzech odrębnych obrazów. Nie są to obrazy ciągłe, lecz wynikające ze stałego skanowania zmian (o ile takie występują) i pamięci obrazowej mózgu. To upraszcza w znacznym stopniu proces t.zw. "stabilizacji obrazu" znany dobrze fotografom i kamerzystom. Wyjaśnia to też dlaczego stabilizacja mózgu ludzkiego obrazu jest kilkaset razy większa od stabilizacji najlepszych aparatów cyfrowych. Po prostu obraz zachowywany jest w pamięci mózgu, a ewentualne zmiany (np. gdyby ktoś wziął nóż i pokroił tort) korygowane są na bieżąco. To co wykonuje nasz mózg nie potrafi żaden elektroniczny sprzęt.




Spróbujmy teraz wykonać test potwierdzający powyższe rozważania. Na zdjęciu "a9" z lewej strony widać czarno białe plamy, które dla większości obserwatorów mogą pozostać tylko czarnymi plamami. Niektórzy jednak dostrzegają w tym gąszczu plam obraz psa dalmatyńczyka. To jest właśnie efekt doświadczenia i zakresu percepcji mózgu. Wizerunek psa widzą tylko ci, którzy już kiedyś widzieli psa, a jeszcze lepiej dalmatyńczyka. Inni widzą tylko plamy. Podobnie jest ze zdjęciem "a4", które pokazywane po raz pierwszy nie wywołuje żadnych skojarzeń, niektórzy najwyżej w upiętych kokardkach dostrzegają bukiet kwiatów. Po obejrzeniu obrazu bazowego, na ogół większość od razu rozpoznaje widok.



PS. Zainteresowanych powyższym tematem odsyłam do ciekawego wykładu prof. Francuza:
https://www.youtube.com/watch?v=HLfpP-Ustw8&t=8s

sobota, 2 grudnia 2017

Zaczarowany ogród cz. 4. Rodzinny dom.

W poście z
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
pokazałem jak, bazując na własnych wspomnieniach, i nieudanych czarno białych zdjęciach, można wykreować zaczarowany świat dzieciństwa. Zdjęcia z linku j.w. były w miarę proste, bo z bezbarwnych konturów znanego mi ogrodu wyciągałem te fragmenty, które normalnie niczym się nie wyróżniały dla osób postronnych. Ale co zrobić, gdy mamy tylko fragment znanego nam obrazu z dzieciństwa, a wyobraźnia podsuwa dalsze plany? To właśnie chciałbym pokazać w tym poście. Na początek zaczniemy jednak od końca.


Ten wirtualny obraz, zdjęcie 1469 a5 end powyżej, wykreował się w moich wspomnieniach dopiero kilka lat temu, czyli ok. 2014 r., gdy odnalazłem stare negatywy zdjęć nigdy nie wywołanych. Zdjęcia technicznie były nieudane i słabej jakości, na szczęście nie zostały wyrzucone i jako makulatura (z błon totograficznych robiono np. wspaniałe zakładki do książek, ramki do zdjęć, itp.) przetrwały ponad 70 lat. Podstawą wykonania grafiki stało się właśnie jedno z takich zdjęć 1469 a1 prezentowane poniżej:


Plac do połowy XIX w. należał do łódzkich tkaczy. Obok domu płynął mały strumyk, chociaż należy podejrzewać, że był to raczej sztucznie wykopany kanał, w którym ówcześni włókiennicy przerabiali len na tkaniny. Mały 3 izbowy domek, prawdopodobnie z inną architekturą, dla zabezpieczenia przed wiosenno jesiennymi wylewami rzek wybudowany był na niewielkim sztucznie podniesionym terenie, co uwydatniło się na zdjęciu sprowadzonym do pionu. Widać to na zdjęciu nr 1469 a2 poniżej:



Bazowe zdjęcie 1469 a1 zostało wykonane w 1945 r. tuż po odzyskaniu wolności. Mnie jeszcze wtedy nie było ani na świecie, ani w planach, rodzice pobrali się dwa lata później, ja przyszedłem na świat w końcu grudnia 1950 r. Pierwsze migawki z tego okresu zawsze kojarzyły mi się z domem otoczonym krzewami i drzewami, oraz terenem za domem, gdzie nie wolno było mi wchodzić. Nic dziwnego więc, że taki obraz "gołego domu" rozpalił wyobraźnię. Dodajemy więc perspektywę i powoli wyłaniają się kontury całego, już raczej wirtualnego (?), budynku. To zdjęcie nr 1469 a3 poniżej:




Pozostaje tylko usunięcie postaci dobrze mi znanych wujków, cioć, i ojca (bo przecież chodzi tylko o wizerunek domu z zaczarowanego ogrodu), wrzucenie próbnych kolorów, przyjęcie jednego z motywów obrazów, który nie gryzie się z własną wyobraźnią, i mamy wersję próbną jak na zdjęciu poniżej nr 1469 a4.
Celowo pozostawiam niedokończone partie rysunku, aby pokazać w jaki sposób można to zrobić najprościej.  


Do bryły gotowego już domu dodaję jeszcze młodą brzoskwinię i obok starszą renklodę - te drzewa zachowały się na innych zdjęciach publikowanych wcześniej. Z prawej strony powinna być wczesna czereśnia, ale z braku laku ... Sposobu dodawania/wkopiowywania obrazów nie będę opisywał, bo to już robiłem we wcześniejszych postach. Czarno biały obraz koloruję jednym z najprostszych programów GIMPem, i mamy obraz 1469 a5 end, zamieszczony na wstępie postu i poniżej:
  


I teraz mam pytanie: Co byście Drodzy Czytelnicy zrobili, gdyby nagle ktoś wam pokazał wasze ulubione zabawki z dzieciństwa? Gdyby nagle na zdjęciach pojawił się ulubiony miś z naderwanymi uszami, wyszczerbiony motylek na drewnianych kółkach, plastikowa pęknięta lalka, czy pierwszy pistolet na wodę? Pewnie nic byście nie zrobili, bo rzadko kiedy takie wspomnienia się materializują, a jeszcze rzadziej zachowują się na starych rodzinnych zdjęciach.

.

czwartek, 16 listopada 2017

Zamiast Photoshopa. "Piękna Pani" z PPS, czyli Maria Juszkiewiczowa

Ten post miał się pojawić na blogu "LegionyPolskie" z okazji 99 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Nie zdążyłem. Ale "co się odwlecze to nie uciecze". Maria Piłsudska, de domo Koplewska, primo voto Juszkiewiczowa, secundo voto Piłsudska (ur. 1865 w Wilnie, zm. 17 sierpnia 1921 w Krakowie) – polska nauczycielka, działaczka Polskiej Partii Socjalistycznej; była pierwszą żoną Józefa Piłsudskiego. Nazywana przez otoczenie "Piękną Panią", lub "Piękną Damą" prawdopodobnie nie była zbyt fotogeniczna. A może takie wtedy były kryteria mody? Spróbujmy zobaczyć co może zdziałać dzisiejsza wielka chemia farmaceutyczna i chirurgia plastyczna, oraz grafika komputerowa bez użycia "Photoshopa".











Na zdjęciu nr 2 obok twarz Pani Marii, zwykłą metodą "Kopiuj, wklej" wkomponowałem do współczesnego zdjęcia portretowego. Tak mogłaby wyglądać kobieta piękna, która jeszcze nie musi wspomagać się kosmetykami, makijażem, itp. utensyliami stanowiącymi nieodłączne wyposażenie dzisiejszej kobiety.










Załóżmy jednak, że Pani Maria postanowiła na policzki zalotnie wrzucić kosmyki włosów, i odpowiednimi mazidłami (przepraszam wszystkie Panie) namalować sobie nową twarz. Wykonałem więc lekką symulację: a/ fryzury, b/ podkreślenia obramowania oczu, i c/ uwydatnienia ust. To może wtglądać tak jak na zdjęciu nr 3 obok.










Teraz można zdjęcie lekko podkolorować, tak jak na zdjęciu nr 4 obok. Oczywiście można jeszcze wykonać wiele innych operacji, chociażby posługując się uproszczoną wersją "Photoshop", ale w tym akurat ćwiczeniu chodziło mi o wyobrażenie sobie jak Pani Maria mogła wyglądać "na żywo" i w kolorze. Czy to sie udało?









Wątpię. Minęło przecież ponad 100 lat, gdy Marszałek Piłsudski ujrzał Piękną Panią  spacerującą na deptaku w Wilnie i sie nią zauroczył. Zmieniły się kryteria mody i postrzegania. Dzisiejszy niespełna 30-latek zapewne by się zauroczył w kobiecie ostrzyżonej na łyso z agrafkami w nosie, na wargach, i jeszcze nie wiadomo gdzie, a może by wolał mężczyznę? Czy warto więc było walczyć o wolność, o taką wolność dla kobiet?



.

sobota, 30 września 2017

Zaczarowany Ogród. Część 3. Psy dachowce.

Rodzinnych domów z ogrodami mieliśmy trzy, ale zaczarowany był tylko jeden, ogród moich rodziców i dom (zdjęcie 1469 a1 z ok. 1945 r.) w którym się urodziłem. Na zdjęciu poniżej wprawdzie jeszcze mnie nie było na świecie, ale za to zobaczyłem (Czytelnikom, którzy tu zawitali po raz pierwszy proponuję cofnięcie się do postu wyjaśniającego okoliczności powstania tych zdjęć: https://foto-anzai.blogspot.com/2015/11/w-poszukiwaniu-upiora-z-magla.html#comment-form  ) jak dom wyglądał wtedy, kiedy ja byłem jeszcze we wstępnej fazie "projektowania":
Pod koniec XIX wieku w tym domu mieszkał jeden z moich mniej znanych pradziadków z t.zw. linii "po kądzieli". Pradziadek zginął w powstaniu z 1883 r. pozostawiając żonę i dwójkę dzieci. Dom z ogrodem i dużym parkiem został zarekwirowany przez carską władzę dla potrzeb wojska i w ten sposób dość szybko stał się ruderą. Szczęśliwie prababcia z dziećmi zdążyła uciec przed carską żandarmerią i znalazła schronienie u dalszej rodziny. Nieuregulowane sprawy rodzinne i spadkowe spowodowały, że nieruchomość była wynajmowana przez wiele lat po Pierwszej Wojnie Światowej zupełnie przypadkowym osobom.


W 1927 r. mój dziadek ze strony ojca spłacił wszystkich potencjalnych spadkowiczów i przejął dom z zamiarem wyremontowania i odsprzedaży z zyskiem. Niestety był to jeden z kilku domów jakie mój dziadek kupował, remontował i sprzedawał, ten dom jednak nie miał szczęścia i praktycznie do końca 1944 r. nie miał też gospodarza. Sytuacja zmieniła się, gdy ze Wschodu zaczęły nadchodzić niepokojące wieści o sposobie przejmowania nieruchomości z budynkami dla potrzeb nowej władzy komunistycznej. Tak zaczęła się kariera zaczarowanego domu i ogrodu, tutaj (zdjęcie poniżej 1203 a1 z ok. 1950 r.)
jeszcze niezbyt okazałego jak na lata powojenne. Dom trzeba było więc zasiedlić, aby go nie stracić. I tak mój dziadek, a później mój ojciec stał się głównym gospodarzem tego domu.     


Wśród wielu zdjęć domu i ogrodu, jakie zachowały się z tamtych czasów, na żadnym nie było widać domu w całości, bo zawsze był zasłonięty krzewami i drzewami. Zdjęcie niżej "1205 a1" ukazujące dom od strony wschodniej pochodzi z roku 1951/52, gdy ja jeszcze byłem w powijakach, a siostra dopiero nauczyła się chodzić.



Tutaj (zdjęcie 1206 a1 z roku ok. 1953)
mam już ok. 3 lat, ale widać, że przerastały mnie nawet chwasty i krzewy ozdobne rosnące wokół komórki. Ogród rozrastał się w niesamowitym tempie. Już po kilkunastu latach większość zasadzonych drzew miała ponad 10 metrów wysokości, a te rosnące bliżej domu, głównie wiśnie, śliwki i bzy pod oknami, zasłaniały dom prawie całkowicie nawet przed widokiem z góry. Nad ogrodem pojawił się dach z korony drzew liściastych i iglastych, a do domu prowadziła wąska wykamienowana ścieżka, którą co jakiś czas trzeba było przerzedzać. To był przemyślany zamiar dziadka, aby sprawiać wrażenie zapuszczonego domu z dzikim ogrodem, o czym napiszę nieco później w innym poście.


W odkrywaniu nieznanej przeszłości spróbowałem przywracać obrazy i wspomnienia z tamtych cudownych lat. Dostępnymi technikami obróbki graficznej "dobudowałem" więc lewą stronę domu, aby pokazać okno, które odegrało wiele ciekawych ról w przeszłości. W efekcie powstało zdjęcie/fotomontaż "1203 a2", które prezentuję  niżej:
A okno? No cóż, w niepewnych czasach Berezy Kartuskiej, okupacji hitlerowskiej, czy szalejących NKW-dzistów, okno było "oknem na wolny świat", bo zanim ktokolwiek się zorientował, że dom posiada dwa wejścia, to poszukiwanych już nie było.
Widoczne na zdjęciu 1203 a2 wejście, to strona wschodnia, która przejęła funkcję głównego wejścia po odzyskaniu domu w 1917 r. Po drugiej, zachodniej stronie był dawny fronton domu, czyli typowa drewniana zabudowa z okazałym portalem wejściowym. Do domu należał jeszcze duży park, który jednak pradziadek sprzedał w końcu XIX wieku. Jak można się domyśleć dom powstańca krył w sobie wiele tajemnic, które ja, kilkuletni smyk odkrywałem buszując po strychu, piwnicy i innych zakamarkach i tajemnych schowkach pradziadka.







W poszukiwaniach rodzinnych skarbów pomagał mi najzmyślniejszy pies Kajtek, na zdjęciu 1245 c1 obok. Kajtek, w przeciwieństwie do pozostałych psów ogrodowo podwórkowych, był zwykłym łazęgą i w nocy zamiast spać z nami wolał hasać po okolicznych polach. Bywały takie dni, że nie wracał, ani w dzień, ani w nocy. Psów mieliśmy ... 18, licząc tylko te, które wychowały się i biegały ze mną po zaczarowanym ogrodzie. Wszystkie, oprócz wszędołaza Kajtka mieszkały z nami w domu.
















Główną psią nestorką była biała suczka Ciapka marki "pół szpica, pół przypadku", tutaj na zdjęciu 1285 a1 z prawej strony, prezentuje się obok mojego pierwszego zegarka komunijnego. Ciapkę podobno skopał jej Pan, i wyrzucił z domu, gdy zobaczył, że będzie się szczeniła. Chorą, po poronieniu, suczkę znalazł jak zwykle dziadek Bronek, który sprowadzał wszystkie chore i poranione psy do naszego domu, a potem wyszukiwał im nowych opiekunów.















To zdjęcie 1239 a2 poniżej
mogło by być podstawą do sprawy sądowej jaką prawie wytoczyła sąsiadka oskarżając czarno białego psa imieniem Orek, ale na szczęście wtedy klisza została uznana za niedoświetloną i nie była dalej obrabiana. Odnalazłem ją dopiero po ponad 50 latach. Mamy więc zdjęcie "psów dachowców" Na dachu dyżurują bowiem, czarno biały Orek i obok mały pinczerek garbusek Pifek. O Orku będzie w kolejnych postach, natomiast Pifek był psem powypadkowym. Miał złamane biodro i wybity dysk w kręgosłupie. Weterynarz nie dawał mu żadnych szans na przeżycie wypadku, bo Pifek nie mógł chodzić, ale pies jak to pies, przy dobrej opiece (leżał prawie pół roku) "wylizał się".


Wkrótce potem okazało się, że Pifek był najbardziej wyuczonym psem w naszym psim stadzie. Znał wiele sztuczek, potrafił na hasło "weź" wziąć jakąś wskazaną rzecz i zanieść ją do osoby wskazanej po imieniu. Wiedział co znaczą słowa: przynieś, waruj, cicho, skacz, bierz go, pilnuj, nie rusz, itd. Pomimo swojego kalectwa potrafił razem z Orkiem wejść na dach domu po specjalnie w tym celu ustawionej pochyłej desce. Na zdjęciu 1239 a2 widać z lewej strony deskę opartą o dach. Orek każdego dnia robił obchód domu zaczynając od naszego dachu i dachu sąsiada. Pifek podążał za nim, ale na wyższe dachy nie mógł już wskoczyć, bo źle zrośnięte biodro nie pozwalało. 


Niestety Pifka, psa dachowego, odnalazła dalsza rodzina jego Pana, który zginął w tragicznym wypadku. Rozstanie było trudne, bo Pifek wiedział komu zawdzięczał życie, ale kochał też rodzinę swojego znarłego Pana, do której w końcu wrócił. Żył jeszcze 18 lat i często nas odwiedzał ze swoimi opiekunami. Średnio w naszym domu przebywało od 3 do 5 psów. Ale był taki dzień w którym Ciapka znalazła sobie jakieś ustronne miejsce i ... powiła 5 uroczych maluchów. I nagle zaroiło się. Już po roku piątka prezentowała się całkiem okazale, dwa największe znalazły właścicieli, a pozostałe trzy, na zdjęciu 1435 a1 poniżej, zostały z nami nieco dłużej, bo nie chcieliśmy ich oddać.
To zdjęcie, zrobione przeze mnie samowyzwalaczem, na długo stało się moją chlubą. Odbitek wykonaliśmy z ojcem kilkanaście, w tym jedno poszło na konkurs i zostało opublikowane w jakimś piśmie rodzinnym. Na zdjęciu są trzy, już wyrośnięte, szczenięta Ciapki, to Reks, Misiek, i Orek. Ale nie one stały się głównym motywem zdjęcia. Otóż któregoś dnia zimą Mama wychodząc do ogrodu zaniemówiła ze zdziwienia. Jak wspominałem nad ogrodem dość szybko pojawił się dach złożony z koron drzew owocowych i ozdobnych. Latem panowały tu liście, ale zimą w tym jednym dniu stał się cud. Nasz dom i ogród znalazł się w objęciach Królowej Śniegu i Lodu!


Nad ogrodem rozciągnął się srebrzyście połyskujący dach ze śniegu, lodu, szronu i nadal padającego gęstego śniegu. Przez to pokrycie z trudem przebijało się wschodzące słońce tworząc tęczową feerię świateł. Widoczność nie była większa od kilku metrów, bo wszystkie krzewy także pokryły się skrzącym śniegiem, ale dla nas, kilkuletnich brzdąców nie miało to znaczenia. W ruch poszły sanki i łyżwy, bo w tyle ogrodu mieliśmy zamarznięty sztuczny staw. Niestety do stawu nie można było dojść, bo miejscami zaspy śniegu przekraczały półtora metra. Bezradne były też nasze psy zakopując się w puszystym śniegi. I tak po Królestwie Śniegu i Lodu pozostało tylko to zdjęcie publikowane wyżej.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Jak "ugrade'ować" nasz aparat? Czyli uruchamiamy GIMP-a

Ten temat miał się pojawić dopiero "za kilka postów", ale było życzenie, aby wcześniej, więc jest. To zdarza się nawet najlepszym fotografom. Chcieliśmy zrobić dobre zdjęcie, ale na wyciągnięcie tego lepszego aparatu nie mieliśmy czasu, albo ... kasy. Tutaj więc pokażę jak ze zdjęcia zrobionego aparatem "mordoobrazkowym" albo inaczej t.zw. "małpką" zrobić zdjęcie prawie profesjonalne. Jako, że od dawna nie chce mi się robić zdjęć, posłużę się zdjęciem zaprzyjaźnionej blogerki, która - na razie - mi to wspaniałomyślnie wybacza.  Zdjęcie "a1" poniżej jest obrazem podstawowym, który zostanie poddany obróbce graficznej. Niepełnej oczywiście.


Zaczynamy od pobrania prostego programu do obróbki graficznej, ja proponuję GIMP-a, ponieważ jest on "widziany i czytany" na wszystkich kontynentach, OS-ach i przeglądarkach. Pobieramy aplikację ze strony producenta. I tutaj drobna uwaga. Obecnie producent proponuje wersję od 2.8xxx w góre, ja proponuję pobranie nie wyższej niż 2.6xxx, czyli takiej, która już nie będzie aktualizowana i zostanie na naszym komputerze na wieki wieków. To może być np. wersja "GIMP a1" jak niżej.




Zdjęcie a1, z przyczyn opisanych wyżej, otwieramy w prostej aplikacji PAINT-a, poszerzamy marginesy (ważne!), kopiujemy (zaznacz wszystko) i wklejamy do GIMP-a, tak jak niżej:



Teraz uruchamiamy narzędzie "perspektywa" i modelujemy obraz według uznania. Ja zrobiłem to tak, obraz "a3" jak niżej:.



Dalsze operacje, przedstawione na poniższych zdjęciach a5-a8,





































to już tylko wycinanki, wklejanki i sklejanki, którymi, za pomocą PAINT-a, można się bawić do oporu, tak jak nam dusza zagra. Jako były jurysta wielu wystaw fotograficznych przestrzegam jednak przez zbytnim szaleństwem, bo w fazie kwalifikacyjnej można się nie prześlizgnąć przez sito. Fachowcy zresztą wiedzą, że nawet ruszenie jednego piksela na zdjęciu wykrywają już nawet automaty.


Mamy więc poGIMP-owską wersję na zdjęciu "a9" poniżej:
Celowo pozostawiłem braki, które można uzupełnić GIMP-em, np. za pomocą narzędzia "Rozsmarowywanie"


Oczywiście rozsmarowywanie można ułatwić sobie wklejaniem małych fragmencików, można też inaczej, ale o tym - jak zwykle - przy kolejnym spotkaniu. Moja końcowa wersja wygląda więc tak jak zdjęciu "a10" niżej:




PS. Jak zwykle korzystałem z bardzo interesującej strony sympatycznej blogerki:
http://koszyk-bet.blogspot.com/