Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krajobrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krajobrazy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 sierpnia 2019

Wielki Kanion Kolorado, czy kupa błota i kamieni?

Kilka lat temu w poście:
http://foto-anzai.blogspot.com/2014/07/barwienie-zdjec-cz-2.html#comment-form
opisałem jedną z wielu dostępnych ówcześnie technik barwienia zdjęć czarno białych. Wśród kilku barwionych zdjęć znalazły się dwa zrobione podczas pobytu w Grand Canyon USA. Na wyprawę do "Wielkiej Dziury za Wielkim Stawem" wybrałem się z dość specjalistycznym - jak na tamte czasy - sprzętem. Był to PentaconSix, z pełnym wyposażeniem, a więc wymienną optyką (zabrałem najlżejszy wówczas teleobiektyw f - 200 mm.), pryzmatem z automatycznym pomiarem przysłony wstawianym w miejsce kominka, statywem, zestawem filtrów, itp. udogodnieniami.

Zamówienie na wykonanie wielkokoformatowych zdjęć reklamowych Grand Canyonu zmusiło mnie do zastosowania 6x6 cm. niskoczułych błon drobnoziarnistych barwnych. Nie pamiętam czy miały one 12, 9, czy może nawet 6 DIN (też takie udało mi sie zdobyć). Skazany więc byłem na działanie wyłącznie ze statywem. Nie da się opisać jakie było moje zdumienie, gdy po dotarciu na dno kanionu stwierdziłem, że nie mam drobnej nakrętki umożliwiającej osadzenie aparatu na statywie. To właśnie to nieszczęście:

które prawdopodobnie pozostało w hotelu przykręcone do innego sprzętu.  

Wprawdzie miałem przy sobie drugi aparat, t.zw. "mordoobrazkowy" (Zenith E) , ale był on załadowany czarno białym wysokoczułym filmem (zapasy też!), którym zamierzałem robić zdjęcia sytuacyjne. I tak oto powstały czarno białe zdjęcia "Wielkiej Dziury", które po latach postanowiłem pokolorować. Efekt, czyli porównanie czarno białych zdjęć z pokolorowanymi, można zobaczyć po uruchomieniu wyżej podanego linku.

Przed kolorowaniem zdjęć spróbowałem "ściągnąć" autentyczne kolory ze zdjęcia jednego z biur podróżniczych. Po uzyskaniu zgody autorów biura zamieściłem ich zdjęcie i pokolorowałem swoje czarno białe. Jak wiadomo Google zmieniły prawa do publikacji zdjęć i kluczowe - dla ustalenia barw - zdjęcie, zostało usunięte z mojego bloga. Dość przypadkowo, po prawie 40 latach, na jednym z zaprzyjaźnionych blogów:
https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2019/07/17/powrot-do-wielkiej-dziury/#comments\
gdzie autor prezentuje niezwykle interesujące zdjęcia egzotycznej przyrody zauważyłem zdjęcie Grand Canyonu obejmujące ten obszar, który ja fotografowałem przed prawie 40 laty.

No cóż "Wielka Dziura" z 1981 r. w kwestii barw, daleko odbiega od tej obecnej z lipca 2019 r.:

Zastanawiam się, czy - nawet zakładając, że ci co pierwszy raz, tak jak ja, oglądali Grand Canyon mogli podkolorować swoje zdjęcia - różnice w odbiorze barw mogą aż tak bardzo zmieniać się. Rzeka Kolorado widziana z góry kanionu ma barwę uzależnioną od odbicia światła od otoczenia i może przyjmować różne barwy:
https://www.google.pl/search?q=rzeka+kolorado+wielki+kanion
tutaj należy wybrać okienko "Więcej obrazów".  
Nieco inaczej barwa rzeki wygląda z dołu kanionu. Przeważnie jest to kolor biały i niebieski. To znane fotografom zjawiska optyczne.

Oczywiście winą można obciążyć zmiany środowiska, głównie jego zanieczyszczenie. Spróbowałem więc ponownie pokolorować zdjęcie kanionu. Wyszło to tak:

I tutaj pojawiła się mała niespodzianka. Okazało się, że amatorskimi programami typu "PhotoShop dla ubogich", lub podobnymi nie można uzyskać należytego i proporcjonalnego nasycenia barw. Nie da się również zastosować amatorskich programów do robienia zdjęć w trybie HDR (np.: https://fotoblogia.pl/3606,jak-robic-zdjecia-hdr-poradnik). Pozostała więc najstarsza technika ręcznego i żmudnego retuszowania obrazu, czyli pędzel w garść, i skutek jak powyżej.

czwartek, 1 sierpnia 2019

O mirażach na blogu al Elli

Al Ella to blogerka z pasją utrwalania piękna krajobrazów i architektury. Aparatem strzela przeważnie na wojażach zagranicznych, ale z nudów nie pogardzi też krajową ofertą. No i w ten sposób możemy oglądać tutaj:
http://grycela.blogspot.com/
zachwycające urokiem i klimatem zdjęcia z Warszawskiej Kępy Potockiej. Zdjęcia piękne i aż żal, że nie wiszą w jakiejś galerii. Tym razem jednak al Elli przydarzyło się coś, co czeka każdego fotografującego. Pisałem już wcześniej, że inaczej otaczającą nas rzeczywistość "widzi" nasz aparat i zupełnie inaczej widzimy to my.

Na trzecim zdjęciu al Elli widzimy jak słońce namalowało krajobraz Kępy Potockiej.



Trudno w takiej chwili zauważyć, że tuż przed nami (i naszym aparatem) pajęczynę utkał sobie jakiś uparty pająk. Jeżeli nasz fokus działa w automacie to najczęściej aparat zrobi to co zrobił, czyli utrwalił nie krajobraz a znajdującą się na pierwszym planie pajęczynę. Nie chciałbym się wymądrzać, więc tylko przypomnę, że takie zdjęcia należy zawsze pozbawiać elementów rozpraszających widza.

A więc przycinamy zdjęcie od dołu i rozpoczynamy żmudną retuszerkę. Oczywiście sposobów jest kilka w zależności od oprogramowania na jakim pracujemy. Ja -
jak zwykle - wybieram najprostsze programy "Paint" i "GIMP" dostępne za darmo i w zasadzie spełniające podstawowe wymagania grafika. Najprościej retusz wykonać techniką "Rozsmarowywania", nieco trudniej będzie z doborem narzędzia, czyli pędzelka o odpowiednim kształcie i miękkości. To już wcześniej pokazywałem więc tutaj tylko zaprezentuję końcowy efekt:

O tym co odbija się w wodzie także pisałem wcześniej, tutaj jednak oszukamy nieco odbiorcę, zabarwiając nieco niebo na niebiesko.


Kolejne zdjęcie:

to mój ulubiony motyw, i jednocześnie dowód opanowania trudnej sztuki fotografowania "pod słońce" z t.zw. "prześwitem". Nie wiem jakim aparatem robiono to zdjęcie, ale - jeżeli to możliwe - zawsze warto wyłączyć automatykę i ustawić aparat w trybie umożliwiającym punktowy pomiar światła. Teraz punkt pomiarowy kierujemy na brzegi prześwitującego Słońca, mając świadomość, że pozostałe fragmenty będą niedoświetlone. Warto wykonać kilka takich ujęć, bo nie ma pewności jak aparat przetworzy obraz na matrycy.


Jeżeli nie mamy możliwości ręcznej obsługi aparatu to pozostaje tylko obróbka graficzna. Ja zrobiłem to tak:

wykorzystując tylko w.wym oprogramowania malarskie. Czy w ten sposób poprawione zdjęcia są lepsze od oryginału? Odpowiedź pozostawiam Czytelnikom.

środa, 23 maja 2018

Potęga lasu w teoretycznym ujęciu

W poście z sierpnia ub.r.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2017/08/jak-ugradeowac-nasz-aparat-czyli.html
pokazałem jak na zdjęciach prostować walące się budynki. Nie wszystkich to przekonało, ale nie o to chodzi. Tym razem wyższa szkoła prostowania walących się drzew w lesie i stosowania efektów różnych perspektyw, tutaj akurat "ptasiej". To
bardzo ładne zdjęcie "a 5133" (n.b. znalazłem je na zaprzyjaźnionym blogu) ściółki leśnej pokrytej czerwoną roślinnością. Oryginalna i naturalna kolorystyka pokrycia leśnego uzasadnia drobne niedociągnięcia w zakresie kompozycji obrazu. Czy jednak możemy poprawić to co utraciliśmy podczas robienia zdjęcia? Nie zawsze i nie do końca, ale próbować warto.


Jak widać perspektywa "ptasia" (pisałem o tym tutaj: http://foto-anzai.blogspot.com/2013/07/historiografia-troche-teorii-cz-2.html ) pięknie ukazuje czerwony dywan leśny, ale psuje wrażenie potęgi lasu. Drzewa można bez większego problemu wyprostować (np. prostym programem GIMP-a), czyli: zmieniamy perspektywę rozszerzając dół zdjęcia: tak jak na zdjęciu "a 5136" poniżej:

a następnie uzupełniamy, albo kadrujemy brzegi obrazu, tak jak pokazałem to na w.wym linku, otrzymując w efekcie poniższe zdjęcie "a 5137":


Nadal jednak pozostaje kwestia zaburzonej perspektywy. Perspektywa "ptasia" to, w tym przypadku, nienaturalnie zmniejszony las, perspektywa "żabia", gdyby ją zastosowano to prawdopodobnie byśmy otrzymali taki oto wirtualny obraz:
na którym mała choinka na pierwszym planie staje się większa i zasłania czerwony dywan. Ginie też daleka perspektywa kończąca się w głębi obrazu.


Dlaczego tak się dzieje, że perspektywa "ptasia", albo "żabia" (czyli to na jakiej wysokości trzymamy aparat) to różniące się, nawet w zakresie przekazu informacyjnego, zdjęcia/obrazy pokazuję na tym szkicu bocznym.

Czy zatem autor wybrał najlepsze rozwiązanie? Niewątpliwie tak. Rewelacyjny czerwony dywan inaczej by nie był ukazany w całej krasie.


Na zakończenie chciałbym przytoczyć przykład z własnych błędów popełnianych na przełomie lat 80/90 ub.w. Poniższe zdjęcie zrobiono lustrzanką cyfrową o doskonałej jak na ówczesne czasy rozdzielczości ok. 2,1 mln. pixeli (dla porównania obecnie średniej klasy smart dysponuje 3x większą rozdzielczością). To jednak nie był największy problem. Niesamowicie piękny widok na jednej z wysp norweskich, zawierał cztery główne motywy: ciemny las z prawej, podświetlony las z lewej, plaża w dole, oraz panorama morska (wzburzone morze, piękne chmury). Wyszło to co wyszło:


.

poniedziałek, 30 maja 2016

Świat jaki widzimy okiem, rozumem i aparatem fotograficznym. Wyobraźnia, a rzeczywistość

To, że otaczający nas świat widzimy "do góry nogami" nie powinno być tajemnicą nawet dla tych, którzy niezbyt chętnie uczęszczali na lekcje fizyki, lub anatomii człowieka w szkole średniej, bo prawdą jest, że obraz docierający za pośrednictwem naszego oka na siatkówkę, jest odwrócony zgodnie z prawami fizyki, i ma też nieco inne barwy. Bardziej skomplikowanym procesem jest natomiast przetwarzanie tego co odbiera siatkówka tak, abyśmy w miarę poprawnie odbierali to co dzieje się wokół nas. Ważne jest też abyśmy potrafili odróżnić złudzenia od rzeczywistości, w czym pomóc może kilka najprostszych testów:  
http://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/2015/05/15-niesamowitych-zludzen-optycznych,4.aspx


W poprzednim poście zaprezentowałem sposób tworzenia obrazów graficznych trudnych, bo wymagających stosowania nietypowego oświetlenia, oddania mgły, gry światłocieni, odbić w wodzie, itp. artefaktów. W tym poście poprzeczkę stawiamy nieco wyżej. Wcześniej jednak mały test, który można wykonać na domowym sprzęcie. Powyżej obraz, do którego wykorzystałem nietypowe barwy (złota i srebrna), które w różny sposób odtwarzane są na różnych wyświetlaczach. Na wyświetlaczach o minimalnych wymaganiach jakościowych kolory: żółty i złoty, oraz szary i srebrny powinny być rozróżnialne. Jeżeli tak jest to przedstawiam fotkę poniżej:


Zdjęcie zostało wykonane jednym z najlepszych obecnie telefonów ...''iPhone'ów (marki nie podaję, bo nie znoszę reklamy),  o parametrach znacznie lepszych od typowych aparatów "mordoobrazkowych". Zdjęcie przypadkowe, więc i parametry techniczne kiepskie. Jak widać jest to zachód Słońca widziany przez gałęzie drzew. Zachmurzenie prawie całkowite, godzina po 20-ej, czas przechwytywania 8 sek. Zdjęcie jest nieostre, bo robione "z ręki" podpartej na pniu drzewa. Poza urokliwą barwą Słońca przebijającego się przez zieleń, chciałem uchwycić ogólne zamglenie i odbłyski na liściach i gałęziach. Czy to się udało?


Zrezygnowany tym co uzyskałem, korzystając z tego, że mój "telefon do zdjęć" pracuje także na plikach RAW zacząłem je obrabiać graficznie. Już pierwsza czynność desaturacji
czyli pozbawienia kolorów i naniesienia tylko wybranych barw spowodowała, że ujawniły się miejsca dodatkowo oświetlone interferującymi promieniami Słońca. Nadal jednak pozostał problem doboru barw, i ogólnego skontrastowania. Po przycięciu zdjęcia z lewej strony zaczęło się więc graficzne wydobywanie barw i refleksów świetlnych. Poniżej pierwszy efekt, oddający z fotograficznego punktu widzenia to co zarejestrował mój aparatotelefon, chociaż nadal daleki od tego co widział mój umysł.


Prawdopodobnie standardowe aparaty w tym miejscu same by dokonały stosownych standardowych korekt doprowadzających obraz do najczęstszych upodobań użytkowników, ale jednak jest to opcja sprowadzająca się do wyboru "coś za coś", kontrast za utratę barw, barwy za rozmycie obrazu, itd., itp., ... Ja jednak postanowiłem inaczej. Wrzuciłem więc zdjęcie (jeszcze zdjęcie!) na piksele i zaczęło się kolejne malowanie penem. Nie chcąc zanudzać kolejnymi etapami obróbki graficznej na poniższym obrazie
przedstawiam to co się działo później. Jak zwykle najtrudniejszym zadaniem okazał się wybór tego "najlepszego" obrazu, ja wybrałem ten poniżej.



Weryfikacji i oceny dokonywaliśmy wspólnie z obserwatorami moich zmagań. Poza moją wersją uznanie zdobyły 4 inne! Była opcja czarno biała, czarno biała z minimalnym podbarwianiem, wersja kolorowa, i kolorowa zamglona. Jak widać nie tylko aparat potrafi własnym oprogramowaniem zmieniać barwy i kształty obiektów na wykonanych przez nas zdjęciach. Na szczęście nadal tylko człowiek potrafi uzupełniać w świecie wirtualnym to czego aparat nie widzi swoim okiem w świecie rzeczywistym. Ale nie cieszmy się, nauka, technika i technologia coraz śmielej kroczą naprzód, my raczej pozostajemy w tyle. Pozostaje nam tylko wyobraźnia i improwizacja, ale na jak długo? ;)
.

sobota, 7 maja 2016

Długi weekend na żaglach, sztalugach i grillach

To miał być długi przyjemny weekend i w zasadzie taki był, gdyby nie obowiązek wszechpolskiego grillowania, ale o tym napiszę w innym miejscu. Efektem weekendu miał być typowy "widoczek", który prezentuję poniżej:


A teraz o obiecanych wcześniej technikach wirtualnego "malowania" na sztalugach. Wykorzystałem ogólnodostępne graficzne programy tworzenia grafiki rastrowej i wektorowej. A więc, tak jak w realnym malarstwie olejnym (można też robić akwarelami, czy ołówkiem) przygotowujemy blejtram. Oczywiście pomijamy etap naciągania płótna na własnoręcznie zbite ramy i pokrywania różnorodnymi czarodziejskimi podkładami, suszenia, garbowania, itd., itp., tak jak to robili dawni mistrzowie pędzla i palety.


W grafice wirtualnej wystarczy zakreślić ramy obrazu, w moim przypadku było to tylko 1024x768 px, rozdzielczość najczęściej pojawiająca się na różnego rodzaju wyświetlaczach. Grafika wektorowa wymaga wcześniejszego położenia tła (zwanego także gruntowaniem), wtedy możemy wykorzystać możliwości łączenia się kolorów, przenikania, rozmazywania, uzyskiwania wypukłości, drukowania w 3D, itp, efektów, pisałem o tym tutaj:      
http://foto-anzai.blogspot.com/search/label/Teoria


Jak widać na rys. "etap 1" poniżej
ograniczyłem się tylko do położenia podstawowych barw. Ta podstawowa czynność, czyli wybór koloru, jest chyba najważniejszym etapem tworzenia obrazu zarówno w wirtualu, jak i w realu. Dalej poszło już gładko.


Etap 2 poniżej to naniesienie konturów głównych elementów obrazu. Tu należy tylko dbać o proporcje, kształty i perspektywę.



Na etapie 3 rozmazujemy kolory i ewentualnie uwidaczniamy szczegóły obrazu.



Teraz - etap 4 - staramy się odtworzyć główne elementy obrazu powyżej lustra wody. To ważne, bo w następnym etapie, elementy te, będą musiały się "odbić" w wodzie.



Etap 5 stanowi o prawdziwej wartości naszego obrazu. Problemem jest to, że obraz odbity w wodzie jest zmieniony o tę samą wartość tonalną, czyli po prostu jest nieco "zimniejszy". Dodatkową trudnością jest to, że woda w rzece płynie, a więc obraz odbity, będzie miejscami zniekształcony, a nawet przerywany. Pojawią się też barwy niewidoczne na wybranym kadrze obrazu. Jest to niebo, które odbija się w wodzie.



Etap 6 to właściwie ostatnie "pociągnięcia pędzlem", tutaj - jest to obraz "6" zamieszczony na wstępie postu, widać wzmocnienie czerwonych barw liści na krzakach z prawej strony, oraz poprawienie kontrastu liści na drzewie. Pisząc "właściwie" mam na myśli to, że "prawdziwy" obraz zostanie jeszcze upiększony automatycznymi technikami barwienia, zakodowany, opublikowany, "przycięty" i ... sprzedany, oczywiście o ile spodoba się odbiorcom.
.

środa, 6 kwietnia 2016

Kolorowe, czy czarno białe? Wycieczka szkolna 1968 r.

Tytuł jest mylący, bo nie chodzi o rozstrzyganie, które z technik fotograficznych są lepsze, czy atrakcyjniejsze. W 1968 r. pojechaliśmy na wycieczkę szkolną w góry. 4 dniowa trasa była tak zaplanowana, że nocowaliśmy w luksusowych hotelach w Krakowie i we Wrocławiu. Zwiedzaliśmy oba miasta i górskie atrakcje takie jak okolice Śnieżki i Morskiego Oka. Zdjęcia, które publikuję w tym poście nie są atrakcyjne, bo trafiliśmy na wyjątkowo złą pogodę, ale oddają nieco śmieszną atmosferę jakiej byłem autorem.



Zdjęcie powyższe "1571" zrobiłem przy zejściu do schroniska "Samotnia" nad Małym Stawem. Warunki oświetleniowe były fatalne, nie padało, ale niebo było zaciągnięte grubymi szarymi chmurami, stąd i zdjęcie szarobure. Jak widać trudno odróżnić zieleń od skał jakimi pokryte było zbocze góry, tu szare, i tam szare.
To zdjęcie "1571 a3" jest już lekko pokryte barwami, co - jak dla mnie - pozwoliło na wyciągnięcie wielu szczegółów (skały, zieleń), które nie były do odróżnienia na zdjęciu "1571".



Dla porównania niżej publikuję kolorowe zdjęcie "Samotni" (1780 a1) zrobione kilkanaście lat później:


oraz wersję tego samego zdjęcia (1780 a0) po desaturacji, czyli pozbawionego kolorów.:

Co do opisywanej wycieczki szkolnej to miałem olbrzymie wątpliwości, czy zabrać się na nią, bo oba miasta znałem, mieszkała tam moja dalsza rodzina, a więc także Śnieżkę, jak i Morskie Oko już zaliczyłem. Przeważyła jednak możliwość noclegu w luksusowych hotelach (nazw nie pamiętam), które oferowały salę dancingową. Jak już wcześniej wspominałem od dwóch lat uczęszczałem na kurs tańca, i podobno nawet miałem talent. Był jednak problem jak niepostrzeżenie wyrwać się po szkolnym "capstrzyku" i dotrzeć na "hulankę i swawolę" na parkiecie.












Sprawę rozwiązałem na t.zw. "wyrwę". Uznałem, że nie ma szans na przebieranie się ze stroju sportowego na galowy, więc w góry poszedłem ubrany tak jak do tańca: biała koszula z krawatem, na to naciągnięty gruby golf, który ukrywał moje niecne zamiary, na wierzchu marynarka, spodnie "w kancik", i oczywiście mięciutkie mokasyny przeznaczone do tańca. Zdziwionym nauczycielom wyjaśniłem, że strój sportowy zapomniałem zabrać ze sobą.


















W górach taniec po zaśnieżonych trasach szedł mi raczej kiepsko, bo mokasyny ślizgały się jak na lodowisku, jednak wieczorem, gdy wszyscy poszli spać, na parkiecie byłem już niekoronowanym królem tańca. Teraz z lekkim przymrużeniem oka wspominam swoją wspinaczkę, którą trudno nazwać wysokogórską. I pewnie bym nawet zapomniał, że w butach do tańca zdobywałem szczyty polskich gór, gdyby nie poniższe dowody. Zdobywaliśmy po drodze każdy wzgórek i pagórek. Te na zdjęciach wyżej i obok (1567 a3, i 1569 a1) to jedne z nich.















W krótkich chwilach wypoczynku/sjesty, najczęściej w oczekiwaniu na podanie obiadu (tak jak tutaj na zdjęciu niżej 1568 a3), bo wiadomo wycieczka czekać ma, udawało się zrobić zdjęcie grupowe. Było to dość trudne zadanie, bo w aparacie nastawiałem samowyzwalacz, a potem szybko doskakiwałem do grupy.


Czasami udawało się komuś z grupy wytłumaczyć, gdzie ma nacisnąć spust wyzwalacza a wtedy fotografowane panie uwalniały uśmiech nr 3, a panowie robili wdech, i prężyli swoje muskuły (1566 a3).




















To zdjęcie obok (1570 a2) prawdopodobnie powstało przed jakimś hotelem/schroniskiem w Zakopanem, gdzie jedliśmy obiad.














Kilka lat po niezapomnianej wycieczce szkolnej, chyba około 1972/1973 r., wybrałem się na wycieczkę do ZSRR. To zdjęcie na dole "1572 a1" wykonałem u podnóża Elbrusa. Pogoda także była fatalna, dlatego nie zakładałem do aparatu filmu barwnego. Przyroda jednak zaskoczyła mnie, bo w pewnym momencie szczyty gór przesłoniły ogromne obłoki, a jednocześnie z tyłu co jakiś czas słońce przebijało się przez chmury nietypowo oświetlając zbocza gór. Zdjęcie czarno białe nie oddaje tego co zobaczyłem, tamtego wrażenia sprzed ponad 50 lat nie oddaje również pokolorowanie zdjęcia, zdecydowałem się jednak na ten zabieg, bo pozwolił na utrwalenie niezapomnianego wrażenia.

.

wtorek, 28 lipca 2015

Oko Opatrzności - pożegnanie z chmurami












O chmurach miało już nie być postów, ale jak przestać skoro za oknem aura płata takie figle? W środku lata na niebie pojawiły się dość dziwne chmury z których po chwili spadł grad.
















Następnego dnia poranek był niezwykle krwawy






















Poranki zdarzają się różne, ten wyglądał dość niepokojąco.











.
Kolejne dwa dni (zdjęcie górne i dolne) przyniosły jednak odprężenie















Chmury także bywają różne. Te powstały w wyniku dwóch ogromnych pożarów jakie nawiedziły ostatnio Łódź. To jest widok pożaru w Pabianicach, odległość ok. 30 km.

































To pożar sprzed kilkunastu godzin. Kilkadziesiąt metrów za widocznym wieżowcem płonie zakład przetwórstwa tworzyw sztucznych. Dym rozciągnął się nad miastem na długości ponad 20 km.











A to inne ujęcie tego samego pożaru.



















Ofiar nie było. Nad wszystkim czuwało "Oko Opatrzności". Zdjęcie, robione komórką, jest niewyraźne, zamglone i lekko poruszone, nie było jednak czasu na wyciągnięcie aparatu, za oknem padał gęsty deszcz, a oko opatrzności ukazało się tylko na kilkadziesiąt sekund.
.



poniedziałek, 8 czerwca 2015

Od zdjęcia do obrazu

Przepraszam Czytelników za dłuższą przerwę spowodowaną nieoczekiwanymi zleceniami z zakresu grafiki komputerowej. W poprzednim poście zamieściłem kilka zdjęć, które wywołały szereg komentarzy, więc teraz chciałbym się do nich jakoś odnieść. Obraz zamieszczony poniżej
powstał podczas obróbki zdjęcia zamieszczonego w poprzednim poście. Wiadomo, że wyobraźnia to potężna moc, jeżeli jest właściwie stosowana. Czy jednak można dorównać naturze, która tak sobie, budząc się któregoś dnia o godz. 06:03, wymalowała na niebie taki obraz?


Oczywiście pierw powinienem zamieścić zdjęcie, a dopiero pod nim swoją impresję, jednak z uwagi na chaotyczne wyświetlanie się stron http na różnym sprzęcie kolejność zamieniłem. A więc zdjęcie poniższe to to na podstawie którego powstał obraz.
Jak widać wyobraźnia zadziałała i usunęła drzewa.


Kolejny temat to góry i przepiękna roślinność jaka pojawia się na styku zimy i wiosny. Polowanie na góry, chmury i kwiatki prowadzę od wielu lat. Nigdy jednak nie udało mi się "ustrzelić" wszystkiego na jednym oryginalnym zdjęciu. Dlatego wkurzyłem się i z 3 zdjęć utworzyłem jedno.



O wiele łatwiej jest skomponować góry i chmury, wygląda to tak:



To zdjęcie
to chyba najpopularniejszy motyw jaki można ustrzelić fundując sobie "oblot Alp" awionetką. Tu nie trzeba nic dodawać poza podkolorowaniem i dodaniem kontrastów.


Nie gorsze można jednak zrobić z własnego okna obserwując zachód Słońca.

.