środa, 29 października 2014
wtorek, 14 października 2014
Modelki w światłach rampy
Jak już wielokrotnie wspominałem w połowie lat 80' ub.w., znudzony możliwościami jakie perspektywicznie rozwijała fotografia cyfrowa, rozstałem się na dobre z fotografią tradycyjną polegającą na wykonywaniu zdjęć "od pomysłu do przemysłu". Zacząłem eksperymentować z modyfikowaniem obrazu w procesie obróbki fotochemicznej, a później graficznej (komputerowej). Zdjęcie obok było jednym z pierwszych jakie poddałem celowemu zniekształcaniu.
Modelka, poza nienaturalnymi krągłościami, była prosta jak kij od MOPa, na zdjęciu chciała być jednak krzywa. W fotografii czarno białej uzyskanie takiego efektu było stosunkowo proste ... nienaświetlone zdjęcie pochylało się w odpowiednim kierunku, a potem "doświetlało" powiększone partie obrazu. W fotografii kolorowej doświetlanie nie sprawdzało się, bo zmieniało korekcję barwną (najcześciej na powiększonych fragmentach pojawiał się zielononiebieski kolor), co znacznie zwiększało koszty, z uwagi na ilość próbek.
Zdarzały się również zamówienia na fotografie specjalistyczne, np. białe lub niebieskie tło, specjalne oświetlenie, i ... symulowany dolny kostium kąpielowy. Tego typu zdjęcia dobrze sprzedawały się w zachodnioniemieckich kolorówkach, a odbiorcy, z wypiekami na twarzach, i lupą powiększającą w ręku sprawdzali czy między owłosieniem jest to czego szukają.
Jak zwykle jednak chałtura i merkantylizm zabiły rozwijającą się sztukę reklamową. Odbiorcy coraz częściej żądali zdjęć z pustymi obszarami przeznaczonymi na konkretne reklamy produktów. Już pod koniec ubiegłego wieku zaczęły się więc pojawiać t.zw. "wklejki". Zarówno fotografujący jak i modelka nie mieli pojęcia o tym jaki produkt reklamują, zdarzały się też zabawne sytuacje, gdy w efekcie zapomniano dokleić jakiś fragment obrazu.
Nowy wiek stał się także czymś nowym w tradycyjnym wykorzystywaniu pięknych modelek jako obowiązującego elementu reklamy. Coraz częściej obok reklamowanych produktów pojawiały się piękne panie domu ... ubrane w fartuchy kuchenne, a zdjęcia sukcesywnie zastępowano obrazem audiowizualnym.
.
czwartek, 2 października 2014
Zdjęcia, zabawa z kolorami. Odkrywamy to co niewidoczne.
Dzisiaj nieco więcej o zabawie z kolorami. O zasadach tworzenia barwnych obrazów pisałem już wcześniej. Ogólnie stosowane programy graficzne pozwalają wprawdzie w szerokim zakresie zmieniać wygląd naszych zdjęć, jednak nie potrafią zmieniać proporcji barwnych.
Jeżeli mamy zdjęcie podstawowe, najlepiej żeby to był plik RAW, o wspaniałym czerwonym odcieniu, jak wyżej (n1) to kolejne próby mogą tylko zmienić procentowy udział barw podstawowych.
Możemy więc zmniejszyć udział czerwonego koloru, ale - jak już wiemy z poprzednich postów - automatycznie pojawi się kolor przeciwstawny, czyli zielony (n2).
Możemy jeszcze trochę pokombinować z kolorem żółtym, oraz ogólnym nasyceniem barwnym (i kontrastem), co w efekcie da nam oliwkowy kolor morza (n3) .
Na tym jednak kończą się eksperymenty z kolorami. Mamy wprawdzie ciekawą oliwkę, nie mamy czerwonego morza. Co więc możemy jeszcze zrobić?
Ogólnie dostępne programy nie będą nam już przydatne, przechodzimy zatem do pracy z warstwami i "kanałami alfa", uzyskując np. obraz n4.
O szczegółach jednak w następnym odcinku, bo tutaj chciałbym się zatrzymać nad tym, czego najczęściej nie bierzemy pod uwagę w trakcie robienia zdjęć. Zdjęcie "n4" uznałem jako najbardziej oddające atmosferę niepowtarzalnego wschodu słońca. Zastanowił mnie jednak przebijający się zielony kolor chmur. Dopiero po wielu latach, korzystając z mapy "Google - Earth" ustaliłem, że jest to odbicie od niezwykle bujnie rozrośniętych filipińskich dziewiczych lasów zwrotnikowych rozpościerających się za czarną linią horyzontu. Czyżby więc oczy nas myliły? O tym efekcie już pisałem wcześniej na stronie:
http://foto-anzai.blogspot.com/2014/05/wyobraznia.html#comment-form
Nieco inaczej odkrywamy tajemnice na zdjęciach nocnych. Zdjęcie "091 a1"
(oryginał na stronie: http://szczesliwamalpa.blogspot.com/2014/09/blog-post_9.html#comment-form) to obraz Księżyca z za chmur. Jasne odbłyski na liściach jarzębiny to prawdopodobnie efekt użycia lampy błyskowej. Zawodowy fotograf z pewnością w takiej sytuacji wyłączył by flesza (bo po co przy nocnych zdjęciach błyskać w ciemność, skoro lampa "sięga" najwyżej na 2-3 metry?), tutaj jednak flesz błysnął i powstało bardzo ciekawe zdjęcie j.w.
Z ciekawości zacząłem obrabiać krzew jarzębiny i wtedy pojawił się obraz zachmurzonego nieba "091 a2"
Po zwiększeniu kontrastów z prawej strony na dole (zdjęcie "091 a3" jak niżej) pojawiły się także jakieś zarysy budynków.
Mniej więcej w podobny sposób powstało kolejne poniższe zdjęcie wykonane przez żonę aparatem telefonicznym. Jak sama przyznała, chodziło jej o zdjęcie Księżyca. Skadrowała, strzeliła "słit focię" i dopiero wtedy zauważyła na niebie dwustopniową tęczę. Po obróbce powstał cukierkowy obraz właściwie nie wiadomo czego.
W gwarze fotografów taki styl zdjęcia nazywano "klekotyzmem", od eklektyzmu łączącego inne style. No cóż w fotografii taki styl raczej się nie przyjmie, ale żony to nie zraża. Działa dalej.
.
Jeżeli mamy zdjęcie podstawowe, najlepiej żeby to był plik RAW, o wspaniałym czerwonym odcieniu, jak wyżej (n1) to kolejne próby mogą tylko zmienić procentowy udział barw podstawowych.
Możemy więc zmniejszyć udział czerwonego koloru, ale - jak już wiemy z poprzednich postów - automatycznie pojawi się kolor przeciwstawny, czyli zielony (n2).
Możemy jeszcze trochę pokombinować z kolorem żółtym, oraz ogólnym nasyceniem barwnym (i kontrastem), co w efekcie da nam oliwkowy kolor morza (n3) .
Na tym jednak kończą się eksperymenty z kolorami. Mamy wprawdzie ciekawą oliwkę, nie mamy czerwonego morza. Co więc możemy jeszcze zrobić?
Ogólnie dostępne programy nie będą nam już przydatne, przechodzimy zatem do pracy z warstwami i "kanałami alfa", uzyskując np. obraz n4.
O szczegółach jednak w następnym odcinku, bo tutaj chciałbym się zatrzymać nad tym, czego najczęściej nie bierzemy pod uwagę w trakcie robienia zdjęć. Zdjęcie "n4" uznałem jako najbardziej oddające atmosferę niepowtarzalnego wschodu słońca. Zastanowił mnie jednak przebijający się zielony kolor chmur. Dopiero po wielu latach, korzystając z mapy "Google - Earth" ustaliłem, że jest to odbicie od niezwykle bujnie rozrośniętych filipińskich dziewiczych lasów zwrotnikowych rozpościerających się za czarną linią horyzontu. Czyżby więc oczy nas myliły? O tym efekcie już pisałem wcześniej na stronie:
http://foto-anzai.blogspot.com/2014/05/wyobraznia.html#comment-form
Nieco inaczej odkrywamy tajemnice na zdjęciach nocnych. Zdjęcie "091 a1"
(oryginał na stronie: http://szczesliwamalpa.blogspot.com/2014/09/blog-post_9.html#comment-form) to obraz Księżyca z za chmur. Jasne odbłyski na liściach jarzębiny to prawdopodobnie efekt użycia lampy błyskowej. Zawodowy fotograf z pewnością w takiej sytuacji wyłączył by flesza (bo po co przy nocnych zdjęciach błyskać w ciemność, skoro lampa "sięga" najwyżej na 2-3 metry?), tutaj jednak flesz błysnął i powstało bardzo ciekawe zdjęcie j.w.
Z ciekawości zacząłem obrabiać krzew jarzębiny i wtedy pojawił się obraz zachmurzonego nieba "091 a2"
Po zwiększeniu kontrastów z prawej strony na dole (zdjęcie "091 a3" jak niżej) pojawiły się także jakieś zarysy budynków.
Mniej więcej w podobny sposób powstało kolejne poniższe zdjęcie wykonane przez żonę aparatem telefonicznym. Jak sama przyznała, chodziło jej o zdjęcie Księżyca. Skadrowała, strzeliła "słit focię" i dopiero wtedy zauważyła na niebie dwustopniową tęczę. Po obróbce powstał cukierkowy obraz właściwie nie wiadomo czego.
W gwarze fotografów taki styl zdjęcia nazywano "klekotyzmem", od eklektyzmu łączącego inne style. No cóż w fotografii taki styl raczej się nie przyjmie, ale żony to nie zraża. Działa dalej.
.
sobota, 20 września 2014
Modelki - zanim pojawiła się Twiggy ...
Twiggy to słynna modelka lat 60' minionego wieku. Karierę zaczęła już w 1949 r., ale na dobre "zawładnęła światem" kilkanaście lat później. To za jej przyczyną ideałem kobiety stała się drobna dziecięca sylwetka o regularnych rysach twarzy i dużych oczach. Na szczęście nie wszyscy poszli za nowym trendem.
Przez jakiś czas utrzymywał się nadal t.zw. "styl hollywódzki", czyli modelki jeszcze wypasione w ciałko, obfite włosy, i ponętne rysy twarzy.
Dopiero pod koniec lat 70' w Europie powoli do głosu zaczęły dochodzić modelki nieco bardziej umięśnione
oraz w pełnym znaczeniu tego słowa kulturystki, i nie tylko.
Modelka na zdjęciu obok w oryginale miała ciemne włosy, postanowiłem więc nieco poeksperymentować, tym bardziej, że nie miałem zgody na pokazanie twarzy.
Amatorzy nie zważający na panującą modę preferującą modelki t.zw. "wieszaki na ubrania" nadal pstrykali normalne fotki, czyli anatomicznie zbudowanych kobiet.
.
Przez jakiś czas utrzymywał się nadal t.zw. "styl hollywódzki", czyli modelki jeszcze wypasione w ciałko, obfite włosy, i ponętne rysy twarzy.
Dopiero pod koniec lat 70' w Europie powoli do głosu zaczęły dochodzić modelki nieco bardziej umięśnione
oraz w pełnym znaczeniu tego słowa kulturystki, i nie tylko.
Modelka na zdjęciu obok w oryginale miała ciemne włosy, postanowiłem więc nieco poeksperymentować, tym bardziej, że nie miałem zgody na pokazanie twarzy.
Amatorzy nie zważający na panującą modę preferującą modelki t.zw. "wieszaki na ubrania" nadal pstrykali normalne fotki, czyli anatomicznie zbudowanych kobiet.
.
sobota, 13 września 2014
Wzwody i zawody Słońca oraz Księżyca
Na blogach coraz więcej ciekawych zdjęć, wykonywanych także w porze nocnej. Zdjęcia nocne to trudny i niewdzięczny temat, bo wyniku nie da się przewidzieć. Czasami jest tak, że zdjęcie wydaje się niezbyt ciekawe
W kolejnym poście spróbuję na kilku przykładach pokazać co można zrobić we własnym zakresie, aby zdjęcie odkryło wszystkie swoje tajemnice.
Niektóre zdjęcia wykonano w takich warunkach zewnętrznych, że ulepszyć się już wiele nie da, bo zdjęcia są genialne, jak np. poniższe alElli
oraz wiele innych zamieszczonych w galerii Picasa:
https://picasaweb.google.com/114175338512708624226/MorzeSrodziemneWCzerwcu2014R
Podobnie jest ze zdjęciem autora "dyrektorlodówki" Oryginał na stronie: http://pu.i.wp.pl/bloog/102105984/57494150/_DSC0268_QO_big.jpg
tutaj nr "268 a1", które po powiększeniu, i innych zabiegach ukazuje wszystkie szczegóły. Czy jednak takie "ulepszanie" zdjęć jest łatwe i konieczne?
Część zdjęć poddaje się zwykłej obróbce w programach graficznych, gdzie na zasadzie kliknięcia i przesunięcia suwaka możemy dodać lub ująć pewnych barw. Tak działa np. popularna przeglądarka zdjęć "Galeria fotografii systemu Windows", uruchamiana już poziomu Eksploratora plików zdjęciowych. Wystarczy po uruchomieniu kliknąć górną zakładkę "Napraw" i już można zdjęciom nadawać dowolną barwę. Jest jednak pewien problem.
Wszystkie programy graficzne operują dodawaniem lub odejmowaniem kolorów podstawowych. I tak, w metodzie addytywnej podstawowe barwy RGB (czerwona, zielona, niebieska) mieszamy za pomocą ich dodawania, tak jak obok (obraz z sieci).
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e8/AdditiveColorMixiing.svg/220px-AdditiveColorMixiing.svg.png
W syntezie subtraktywnej barwy podstawowe odejmujemy od siebie.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/ac/SubtractiveColorMixing.png/220px-SubtractiveColorMixing.png
Te zasady (opisane w Wikipedii) powodują, że wprawdzie możemy dodawać lub odejmować poszczególne barwy, ale zjawisko kolorów przeciwstawnych ogranicza nasze możliwości. Dodając np. kolor zielony zmniejszamy czerwony, zmniejszając żółty, zwiększamy niebieski. W kolejnym poście spróbuję więc pokazać proste metody pozwalające na dodawanie wszystkich barw jednocześnie i w dowolnym natężeniu.
W ten sposób dochodzimy właściwie do punktu w którym zdjęcie przestaje być fotografią, a staje się właściwie obrazem. Eksperymentując w sposób opisany wyżej uzyskałem takie wyniki:
które właściwie zdjęciami już nie są.
Powyższe zdjęcia, z wyjątkiem oznaczonych "foto-anzai_, zostały - za zgodą autorów - ściągnięte ze stron:
http://szczesliwamalpa.blogspot.com/
http://dyrektorloduwki.bloog.pl/?_ticrsn=3&smoybbtticaid=61370a
http://grycela.blogspot.com/
http://szpakowedrzewo.blogspot.com/
W tym miejscu przepraszam autorów za poczynione eksperymenty.
Prawdziwy, bo poetycki, zachód słońca, opisany także wierszem znalazłem jednak pod adresem:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiQvMO6824Ou_c8WahzjNRHaZihDiFOItZFZgYd4g40v3k_fUcOoudDJy0HOHwhT7ah-KD7eTSRtIv6qlKgUDIU6ZjkIh7wX-iWeUn5OJEaDu2ymd9-1LsaAbqY-LBxuT5OIJ_HgZeDoJ3I/s1600/00x_---MISIU_q2_big.jpg
Zdjęcia niestety nie mogę opublikować z uwagi na brak zgody autorki. Polecam jednak przejrzenie całego bloga.
.
ale po obróbce graficznej zyskuje nową szatę, czasem lepszą, czasem gorszą.
W kolejnym poście spróbuję na kilku przykładach pokazać co można zrobić we własnym zakresie, aby zdjęcie odkryło wszystkie swoje tajemnice.
Niektóre zdjęcia wykonano w takich warunkach zewnętrznych, że ulepszyć się już wiele nie da, bo zdjęcia są genialne, jak np. poniższe alElli
oraz wiele innych zamieszczonych w galerii Picasa:
https://picasaweb.google.com/114175338512708624226/MorzeSrodziemneWCzerwcu2014R
Podobnie jest ze zdjęciem autora "dyrektorlodówki" Oryginał na stronie: http://pu.i.wp.pl/bloog/102105984/57494150/_DSC0268_QO_big.jpg
tutaj nr "268 a1", które po powiększeniu, i innych zabiegach ukazuje wszystkie szczegóły. Czy jednak takie "ulepszanie" zdjęć jest łatwe i konieczne?
Część zdjęć poddaje się zwykłej obróbce w programach graficznych, gdzie na zasadzie kliknięcia i przesunięcia suwaka możemy dodać lub ująć pewnych barw. Tak działa np. popularna przeglądarka zdjęć "Galeria fotografii systemu Windows", uruchamiana już poziomu Eksploratora plików zdjęciowych. Wystarczy po uruchomieniu kliknąć górną zakładkę "Napraw" i już można zdjęciom nadawać dowolną barwę. Jest jednak pewien problem.
Wszystkie programy graficzne operują dodawaniem lub odejmowaniem kolorów podstawowych. I tak, w metodzie addytywnej podstawowe barwy RGB (czerwona, zielona, niebieska) mieszamy za pomocą ich dodawania, tak jak obok (obraz z sieci).
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/e/e8/AdditiveColorMixiing.svg/220px-AdditiveColorMixiing.svg.png
W syntezie subtraktywnej barwy podstawowe odejmujemy od siebie.
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/ac/SubtractiveColorMixing.png/220px-SubtractiveColorMixing.png
Te zasady (opisane w Wikipedii) powodują, że wprawdzie możemy dodawać lub odejmować poszczególne barwy, ale zjawisko kolorów przeciwstawnych ogranicza nasze możliwości. Dodając np. kolor zielony zmniejszamy czerwony, zmniejszając żółty, zwiększamy niebieski. W kolejnym poście spróbuję więc pokazać proste metody pozwalające na dodawanie wszystkich barw jednocześnie i w dowolnym natężeniu.
W ten sposób dochodzimy właściwie do punktu w którym zdjęcie przestaje być fotografią, a staje się właściwie obrazem. Eksperymentując w sposób opisany wyżej uzyskałem takie wyniki:
które właściwie zdjęciami już nie są.
Powyższe zdjęcia, z wyjątkiem oznaczonych "foto-anzai_, zostały - za zgodą autorów - ściągnięte ze stron:
http://szczesliwamalpa.blogspot.com/
http://dyrektorloduwki.bloog.pl/?_ticrsn=3&smoybbtticaid=61370a
http://grycela.blogspot.com/
http://szpakowedrzewo.blogspot.com/
W tym miejscu przepraszam autorów za poczynione eksperymenty.
Prawdziwy, bo poetycki, zachód słońca, opisany także wierszem znalazłem jednak pod adresem:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiQvMO6824Ou_c8WahzjNRHaZihDiFOItZFZgYd4g40v3k_fUcOoudDJy0HOHwhT7ah-KD7eTSRtIv6qlKgUDIU6ZjkIh7wX-iWeUn5OJEaDu2ymd9-1LsaAbqY-LBxuT5OIJ_HgZeDoJ3I/s1600/00x_---MISIU_q2_big.jpg
Zdjęcia niestety nie mogę opublikować z uwagi na brak zgody autorki. Polecam jednak przejrzenie całego bloga.
.
środa, 20 sierpnia 2014
Historia jednej słit foci - czyli zachód słońca
- Chodź, zobacz jaki ładny zachód słońca!
W zadymionym spalinami mieście liczącym ok. 700 tys. mieszkańców, gdzie z każdej strony na horyzoncie widać tylko bloki mieszkalne, albo gmachy biurowców, na taki sygnał odpowiada się natychmiast, bo za parę sekund może być już za późno. Dobiegłem więc do żony i z rozdziawionymi koparami obserwowaliśmy Słońce prześlizgujące się między dwoma wieżowcami. Feeria świateł spowodowała, że żona chwyciła swojego smartfona i - nie reagując na moje uwagi, że nie da się zrobić dobrego zdjęcia czymś co najwyżej nadaje się do robienia słit foci - pstryknęła zdjęcie. Tak powstało drugie poniższe zdjęcie.
Nie chcąc psuć żonie samopoczucia wrzuciłem słit fotkę na kompa i po kilku przeróbkach doprowadziłem ją - tę fotkę (zdjęcie tytułowe) - do stanu. który w jakimś stopniu przypominał to co widzieliśmy. To już pisałem wielokrotnie, aparat i ludzkie oko, mimo, że działają na podobnej zasadzie, dają zupełnie odmienny efekt. Aparat rejestruje tylko to co "widzi" w danym ułamku sekundy, oko ludzkie przeprowadza analizę ciągłą, starając się poznać wszystkie elementy obrazu. Dla oka nadmierna jasność, czy ciemność obrazu nie stanowi żadnego problemu, aparat może mieć z tym problemy.
Wprawdzie większość aparatów ma wprowadzone do wyboru dwie opcje pomiaru i analizy obrazu (np. pomiar "punktowy" i "multi") jednak rozpiętość czułości i zakres pomiaru jest niewystarczający. Do robienia zdjęć "pod światło" należy podchodzić z olbrzymią rezerwą, i przede wszystkim ustalić co chcemy utrwalić, zachód słońca, czy panoramę. Trzeba też uważać, na promienie biegnące od źródła światła wprost do aparatu, bo mogą one spowodować różne niespodzianki. Tu akurat zdjęcie żony uratował przedziwny refleks jaki objawił się kilkoma kołami barwnymi.
Porównując oba zdjęcia - np. w trybie prezentacji lub pokazu - nietrudno zauważyć, że oba zdjęcia mają zupełnie inną zawartość informacyjną, wywołując różne wrażenia. Osoby, które nie znają widoku z naszego okna zdecydowanie wolały zdjęcie pierwsze z poprawkami, bo "kolorki, i wszystko widać". Dla osób oswojonych ze znanym już widokiem bardziej swojskie wydawało się zdjęcie drugie, bardziej tajemnicze, ale i bardziej naturalne.
To zdjęcie
powstało przypadkowo w trakcie wyboru technik jakimi poprawiałem fotkę żony. Nazwałem je, nomen omen, "The after day", czyli dzień następny, gdy Putin wkroczy do Polski. Żona od razu stwierdziła, że to zwykłe czarnowidztwo ... może miała rację ...
.
W zadymionym spalinami mieście liczącym ok. 700 tys. mieszkańców, gdzie z każdej strony na horyzoncie widać tylko bloki mieszkalne, albo gmachy biurowców, na taki sygnał odpowiada się natychmiast, bo za parę sekund może być już za późno. Dobiegłem więc do żony i z rozdziawionymi koparami obserwowaliśmy Słońce prześlizgujące się między dwoma wieżowcami. Feeria świateł spowodowała, że żona chwyciła swojego smartfona i - nie reagując na moje uwagi, że nie da się zrobić dobrego zdjęcia czymś co najwyżej nadaje się do robienia słit foci - pstryknęła zdjęcie. Tak powstało drugie poniższe zdjęcie.
Nie chcąc psuć żonie samopoczucia wrzuciłem słit fotkę na kompa i po kilku przeróbkach doprowadziłem ją - tę fotkę (zdjęcie tytułowe) - do stanu. który w jakimś stopniu przypominał to co widzieliśmy. To już pisałem wielokrotnie, aparat i ludzkie oko, mimo, że działają na podobnej zasadzie, dają zupełnie odmienny efekt. Aparat rejestruje tylko to co "widzi" w danym ułamku sekundy, oko ludzkie przeprowadza analizę ciągłą, starając się poznać wszystkie elementy obrazu. Dla oka nadmierna jasność, czy ciemność obrazu nie stanowi żadnego problemu, aparat może mieć z tym problemy.
Wprawdzie większość aparatów ma wprowadzone do wyboru dwie opcje pomiaru i analizy obrazu (np. pomiar "punktowy" i "multi") jednak rozpiętość czułości i zakres pomiaru jest niewystarczający. Do robienia zdjęć "pod światło" należy podchodzić z olbrzymią rezerwą, i przede wszystkim ustalić co chcemy utrwalić, zachód słońca, czy panoramę. Trzeba też uważać, na promienie biegnące od źródła światła wprost do aparatu, bo mogą one spowodować różne niespodzianki. Tu akurat zdjęcie żony uratował przedziwny refleks jaki objawił się kilkoma kołami barwnymi.
Porównując oba zdjęcia - np. w trybie prezentacji lub pokazu - nietrudno zauważyć, że oba zdjęcia mają zupełnie inną zawartość informacyjną, wywołując różne wrażenia. Osoby, które nie znają widoku z naszego okna zdecydowanie wolały zdjęcie pierwsze z poprawkami, bo "kolorki, i wszystko widać". Dla osób oswojonych ze znanym już widokiem bardziej swojskie wydawało się zdjęcie drugie, bardziej tajemnicze, ale i bardziej naturalne.
To zdjęcie
powstało przypadkowo w trakcie wyboru technik jakimi poprawiałem fotkę żony. Nazwałem je, nomen omen, "The after day", czyli dzień następny, gdy Putin wkroczy do Polski. Żona od razu stwierdziła, że to zwykłe czarnowidztwo ... może miała rację ...
.
wtorek, 29 lipca 2014
Modelki - między zdjęciem a obrazem
Jak już pisałem wcześniej na przełomie lat 80'/90' ub.w. (prawdopodobnie w 1988 r.) dostałem do przetestowania jeden z pierwszych aparatów cyfrowych. Było to skrzyżowanie matrycy Kodaka z korpusem lustrzanki Nikona. Waga i wymiary aparatu zniechęcały, bo było to ok. 3 kg wielkości tostera.
To zdjęcie powyżej było jednym z ostatnich jakie wykonałem na zwykłym filmie. Zaczęła się era cyfrowa, która z uwagi na skomplikowaną obsługę i kapryśne wyniki dość szybko mnie zniechęciła.
Dopiero zupełnie niedawno odkryłem, że nawet te gorsze zdjęcia, które kiedyś nigdy nie ujrzały światła dziennego, po obróbce cyfrowej zyskiwały "drugie życie", pozwalając się przenieść w urocze lata 80/90 ub.w. do upojnej ciemni fotograficznej, zalanej - w zależności od obrabianego materiału światłoczułego - czerwonym, zielonym, albo oliwkowym światłem.
Dotychczasowe zdjęcia czarno-białe zabarwiałem tak, aby nie zmieniać podstawowego czarno-białego obrazu. To jednak zaczynało mnie nudzić, i pod koniec ub.w. zdjęcia zaczynały przybierać formę obrazów. Tak powstały dalsze zdjęcia/obrazy zaprezentowane obok i poniżej.
To zdjęcie powyżej było jednym z ostatnich jakie wykonałem na zwykłym filmie. Zaczęła się era cyfrowa, która z uwagi na skomplikowaną obsługę i kapryśne wyniki dość szybko mnie zniechęciła.
Dopiero zupełnie niedawno odkryłem, że nawet te gorsze zdjęcia, które kiedyś nigdy nie ujrzały światła dziennego, po obróbce cyfrowej zyskiwały "drugie życie", pozwalając się przenieść w urocze lata 80/90 ub.w. do upojnej ciemni fotograficznej, zalanej - w zależności od obrabianego materiału światłoczułego - czerwonym, zielonym, albo oliwkowym światłem.
Dotychczasowe zdjęcia czarno-białe zabarwiałem tak, aby nie zmieniać podstawowego czarno-białego obrazu. To jednak zaczynało mnie nudzić, i pod koniec ub.w. zdjęcia zaczynały przybierać formę obrazów. Tak powstały dalsze zdjęcia/obrazy zaprezentowane obok i poniżej.
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































