Ogród był bajeczny. Początkowo nie przypominał jednak niczego ... pusty wykarczowany plac, ze starym domkiem do remontu. Tutaj:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgrbRUz9QPsJgq0IFRzHNb_joepuHC3aSM8cBpqm82T3BYfC77DdV0mEZJT9XVI4LCLxO9ypbecEFXxE0_OQlhl5Qf-EGBjCMfLZRybr6dmaFvCjEVy586ohULhRaEQbs3Ru8TyZdOLuJ0/s640/1203+a1.jpg
w 1947 r. po zawarciu związku małżeńskiego, zamieszkali moi rodzice. Jak powstawał ogród pisałem wcześniej w poście:
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
W archiwach t.zw. "zdjęć nigdy nie wywołanych" znalazłem trzy poniższe zrobione prawdopodobnie na przełomie wiosny i lata 1959 r. Każdy kto próbował w tamtych latach robić amatorskie zdjęcia pod drzewami wie, że ta sztuka nie zawsze udawała się. Polskie błony filmowe "Fotopan" nie miały zbyt szerokiej tolerancji na czułość i nie korygowały błędów oświetlenia tak dobrze jak późniejsze błony wielowarstwowe takich znanych firm jak n.p. "ORWO", czy "Kodak". Stąd też nie dziwię się, że poniższe zdjęcia poszły do lamusa, gdzie - jak się wydaje - po 52 latach (!) doczekały lepszych czasów, i po raz pierwszy ujrzały światło dzienne.
To zdjęcie powyżej jest najbardziej charakterystyczne dla tajemniczości ogrodu w którym rosło prawie wszystko, od chwastów, aż po wyszukane gatunki. W opcji czarno białej trudno ocenić jaką właściwie florę zdjęcie przedstawia. Dopiero sztuczne pokolorowanie pozwala na rozróżnienie gatunków. A więc pnąca róża jest w tym bardziej czerwonym kolorze. Róża nie chciała rosnąć tam gdzie przerzucaliśmy jej pnącza, uparcie rozrastała się w objęciach jabłoni (to te bardziej różowe kwiatki). Z tyłu fioletowe irysy, i jaśniejszy powój ogrodowy, żółte kwiatki były bardzo nietrwałe, i jako polne, w nocy zamykały się. Przetrwały zresztą tylko 2-3 lata. No i oczywiście siostra z naręczem tulipanów, przetrwała znacznie dłużej. ;)
Zdjęcie 1248 c1 było najtrudniejsze do odzyskania. Silne światła i jeszcze silniejsze cienie nie dawały żadnych szans. To zdjęcie składa się właściwie z trzech równoległych, ponieważ zakres programów graficznych nie przewidywał takiej rozpiętości kontrastu. Jak widać po kilku latach od zasadzenia drzewka osiągnęły wysokość ok. 5-6 metrów i nadawały się do zdobywania. W ogrodzie wchodziłem na wszystkie, które wydawały się utrzymać mój ciężar, ale zdobywałem także te kilkunastometrowe (np. kosztela). Jabłoń zachwycała nie tylko kwiatami, ale i pięknymi dużymi owocami, które dojrzewały dopiero po zdjęciu z drzewa.
Zdjęcie 1355 a1 (przedstawiam je jako dowód, że nie są to zdjęcia montowane) to typowa wizyta rodzinna. Właściwie każdy gość, który pojawił się w tym okresie u nas, wychodził z jakimś prezentem w ręku. Dla ciotki Eugenii były tulipany, siostra wybrała najpiękniejsze bratki. Ogród był piękny o każdej porze roku, zimą rosły ciemierniki, a wczesną wiosną pomagałem krokusom odgrzebując je spod śniegu. Niestety, a dla mnie na szczęście, ogród w założeniach miał być dzikim ogrodem. Tak więc po kolejnych kilku latach krzewy hodowlane i kwiaty uprawowe ustąpiły pola dzikiej roślinności.
Wokół drzew i na płotach zapanował bluszcz, i dzikie winogrono, w mniej dostępnej części ogrodu zaczęły się pojawiać jeże, i węże, czasami przemykał zając. Kilkadziesiąt metrów za płotem przebiegał rów, to były cieki wodne wybudowane przez mieszkających tu wcześniej tkaczy (obróbka lnu, farbowanie). W czasie długotrwałych deszczów, albo gwałtownych odwilży w tylnej części ogrodu pojawiał się strumyk, a w nim malutkie rybki wielkości zapałki. Na jesieni 1963 r. wielkie buldożery zrównały wszystko z ziemią i zasypały gruzem budowlanym. Wkrótce w tym miejscu pojawiły się blokowiska ...
.

















