Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erotyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Erotyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 listopada 2016

Artefakty pożądane, i te pozostałe

Jednym z najtrudniejszych i niedocenianych w fotografii - zarówno analogowej jak i cyfrowej - warunków poprawnego wykonania zdjęcia jest prawidłowe wykorzystanie oświetlenia. W połowie lat 80' ub.w. jednej z modelek wykonałem czarno białe zdjęcie, którego głównym motywem miało być nietypowe sztuczne oświetlenie.
Jak widać na powyższym zdjęciu jeden reflektor oświetlał postać z lewej górnej strony (poz. "na godz. 10), natomiast drugi dolny reflektor (poz. na godz. 5) dawał strumień światła na wysokości kolan - miejsca umieszczenia reflektorów oznaczyłem strzałkami. W ten sposób powstał całkiem fajny obraz czarno biały, którego nie da się jednak odtworzyć w oryginale z uwagi na brak efektów jakie daje czarno białe zdjęcie wykonane na t.zw. "wysokim połysku". Ale od czego jest grafika komputerowa? I tak pojawiło się "cuś", już nie czarno białe, i nie tak piękne jak na oryginalnym zdjęciu, ale za to w miarę interesujące.


Idąc dalej tym śladem przypomniałem sobie o jeszcze jednym powyższym zdjęciu, które było wykonane w normalnym sztucznym oświetleniu, czyli reflektory górne z rozproszonym światłem. Tutaj nie było już żadnych wstępnych założeń. Po prostu modelka o wspaniałej budowie, miała także jedną generalną wadę - jej twarz była wyjątkowo niefotogeniczna. Oczywiście można było wykonać retusz, który zrobiłem z wielką niechęcią. W zamian za to (koszt retuszu w latach 80' był wielokrotnie droższy od zdjęcia atelierowego) wykonaliśmy pozowane zdjęcie "od tyłu". Nie wiem jak klientka wykorzystała to zdjęcie - zażądała 5 sztuk w formacie 30x40 cm. - które ja publikuję dopiero po 30 latach, odpowiednio je kolorując.

czwartek, 8 września 2016

Tajemnice portretowania i nie tylko ...

Ta piękna dziewczyna obok w rzeczywistości nie istnieje. Jest to tylko produkt graficzny wykonywany z reguły dla potrzeb marketingu. Autentyczne są jedynie plecy modelki, którą fotografowałem w latach 60' ubiegłego wieku. Usta, oczy i nos zostały wygenerowane cyfrowo, a skalp został "zdarty" z jakiegoś zdjęcia znalezionego w sieci. Pomiędzy policzkiem a nosem oraz w kąciku ust z lewej strony celowo pozostawiłem ślady wklejania elementów twarzy. Graficy często stosują takie sposoby zabezpieczania prac przed kradzieżą, co wydaje się lepszą metodą niż nanoszenie napisów jak niżej.


Co chciałem tym powyższym zdjęcio/obrazem pokazać? Tym razem nie chodzi o teorię, a o pewne reminiscencje, jakie nasunęły mi się w trakcie "klejenia" tego obrazu. W głębokich czasach PRL, aby zrobić takie zdjęcie trzeba było mieć: doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków, i odrobinę pomysłu. Dzisiaj prawie każdy właściciel smartfona ma sprzęt, ale nie ma już ... pięknych dziewczyn. To jednak nie jest problem, bo od piękności mamy oprogramowania typu "Photoshop", a wtedy niepotrzebne jest "... doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków ..."



Czarno białe zdjęcie powyżej wykonałem w 1968 r. i jak do tej pory, poza pokolorowaniem, nie próbowałem upiększać. Modelka z krwi i kości żyje do dzisiaj i ma się nieźle, chociaż ma już ponad 70 lat. Na zdjęciu warto zwrócić uwagę na piękne falujące włosy, które wymagały niezwykłej i codziennej pielęgnacji. Wieczorem umyte włosy zakręcano na wałki a rano zaczynało się czesanie, tapirowanie i układanie. Żałuję, że tej modelce poświęciłem tak mało czasu na robienie zdjęć portretowych, trenowała siatkówkę, miała doskonałą figurę i najczęściej pojawiała się "au naturel". Prezentowane zdjęcie powstało dość przypadkowo i wówczas nie zwróciłem na nie większej uwagi, bo technicznie było nieudane. Dopiero teraz odkryłem urok ciekawego spojrzenia.





Doskonała kiczowatość prezentowana tym zdjęciem a15 jest dowodem na to w jak dziwnych okolicznościach powstają niektóre zdjęcia psychologiczne, które właściwie równie dobrze można nazwać pornograficznymi (o czym dalej).














Jak widać z psychologią zdjęcia te akurat tutaj prezentowane niewiele mają wspólnego, bowiem w obu przypadkach twarze zostały zmienione, aby zachować anonimowość. Jednak zauważyłem, że właśnie podczas robienia takich zdjęć, emocje zarówno fotografa jak i fotografowanego obiektu sięgają zenitu. Wprawdzie starałem się uspokajać modelki, że wszelkie niedoskonałości ich ciała zostaną usunięte podczas fotografowania i późniejszej obróbki fotochemicznej, ale niepewność pozostawała. To właśnie w tych warunkach popularny w XIX i XX w. retusz urastał do rangi wielkich manipulacji. Oczywiście dzisiaj odpowiednim programem graficznym można modelkę w kilka minut "pogrubić, albo pocienić", tak jak to zrobiłem na zdjęciu poniżej,

jednak 50 lat temu trzeba było wcześniej nieco pomajsterkować pod powiększalnikiem.




Czy psychologia zdjęcia to tylko puste hasło, czy może jednak kryje się za tym coś znacznie więcej niż oczekujemy. Jedno z najciekawszych zdjęć portretowych (Uwaga! Zmieniona twarz), które przez wiele lat zdobiło wystawę zaprzyjaźnionego atelier fotograficznego, udało mi się zrobić dość przypadkowo. Znana aktorka zapragnęła mieć dwa zdjęcia z jednej pozy. Zakładając, że chodziło o, modne wówczas, przeznaczenie zdjęcia dla dwóch rodzajów odbiorców "spiąłem pośladki" i wykonałem zlecenie całkiem nieźle. Na odsłonięciu jednej piersi sesja fotograficzna jednak się zakończyła. Aktorka byłą znaną osobą, starszą ode mnie o kilkanaście lat, więc "nie posunęliśmy się ani na krok", chociaż o krok jak najbardziej chodziło. Dopiero po prawie 50 latach, podczas przypadkowego spotkania, dowiedziałem się, że podobne obiekcje miała również moja modelka. A więc panowie i panie! Więcej odwagi! Lepiej żałować za grzechy popełnione, niż żałować, że się ich nie popełniło.











Grzechami których nigdy nie żałowałem były sesje fotograficzne kończące się następnego dnia rano. To zdjęcie z prawej - które by można zatytułować "śniadanie u fotografa" - powstało właśnie w takich warunkach. Oryginalne zdjęcie było wielokrotnie przerabiane i modyfikowane, jedna z wersji to ta:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj9BiVvo6dezfurdMY2n12u6-tKQWnoZUR8mVJcVX4KNcBfZNAYjeMCxol3-_5Vpj-yIYcsQAX_GNW8S_gZhG9w9TIZAxWQxZBu7YBq9EHHVcHRHOFDSTtDECDBw-i56MWrAyKtTZ8baeg/s1600/741+a5.jpg jednak nigdy nie udało mi się odtworzyć fryzury w jakiej modelka pojawiła się poprzedniego dnia. Na pewno było to coś w stylu "a'la Papuas" modnym w latach 70' ub.w. jednak po upojnej nocy to "coś" niczego już nie przypominało. Ale odgarnijmy włosy na bok. Bo, czy może być coś piękniejszego niż kobieta rozgrzana w łóżku dla której przygotowuje się pyszne śniadanie? Otóż okazuje się, że może!


Zdjęcie poniżej to praktycznie jedyne, którego nie poprawiałem pod żadnym względem.

Pierwszy strzał migawki był zarazem ostatnim. Modelka o przecudnej urodzie, i zapewne nie zdająca sobie z tego sprawy. Nigdy nie używała żadnych kosmetyków, nawet zwykłej szminki do ust. Nie musiała! Natura obdarzyła ją niepowtarzalną urodą. Piękne duże oczy i usta, regularnie ukształtowana twarz, bujne i gęste włosy, myte zwykłym mydłem i wywarem z ziół, do tego nieskazitelna budowa ciała, spowodowały, że prawie zapłakałem tak jak M. Kondrat, gdy w słynnym filmie "Pułkownik Kwiatkowski" ujrzał Renatę Dancewicz.
.

czwartek, 10 marca 2016

Teraz będzie o gustach, czyli modelki od XS do XXL

Poprzedni post miał być o kompozycji obrazu jednak rozwinął się w kierunku gustów. Pomyślałem więc, że ten post spróbuję napisać o gustach, z nadzieją, że może nawróci się do kompozycji obrazu. Bo przecież właściwe podanie treści, nawet jeżeli jest to estetycznie ułożone niezbyt smaczne danie na talerzu, potrafi wzmóc apetyt na konsumpcję chociażby wzrokową. Z góry też odcinam się od podejrzeń o seksizm, na razie bowiem nie dojrzałem w sobie predyspozycji o możliwości dyskutowania na podstawie innych niż heteroseksualnych w odbiorze modeli.


Wbrew zapewnieniom autorów ściągniętej poniżej strony nie jest to najchudsza modelka świata, bo tamta rekordzistka już nie miała sił chodzić. Po kilku godzinach od wykonania jej zdjęcia na leżąco zmarła. Zdjęcia absolutnej rekordzistki nie publikuję, bo ... bo.

Pobrane ze strony: http://www.kobietkowo.pl/9609/1/najchudsze-modelki-na-swiecie-uwaga-drastyczne-zdjecia-material-18-tylko-dla-doroslych.html



Także pani na zdjęciu poniżej nie jest najgrubszą modelką, rekordzistka nie chciała jednak pozować, więc wybrałem tą modelkę zajmującą nieco dalsze miejsce w rankingu.
Christina Paez, from Medford, Oregon, binged on cakes until she was bed-bound with obesity and anxiety about her size -- but after stumbling upon a group of fat admirers who loved her super sized body, the 39-year-old's life was transformed
Pobrano ze strony: http://kobieta.wp.pl/query,christina%20paez,szukaj.html?ticaid=1169f4
Jak widać wszystkie panie, i te chude, i te grubsze, dość poprawnie zaprezentowały swoją sylwetkę. Można mieć pewne zarzuty w stosunku do labilności niektórych fragmentów ciała (jednym przeszkadza brak body, u innych jest tego nadmiar), w określonej pozycji, ale z uwagi na budowę anatomiczną ten fakt pomijamy. Na szczególną uwagę zasługuje chyba to, iż modelka na powyższym zdjęciu pięknie wyeksponowała mięśnie uda: grzbietowy i przywodziciel długi (obszar nad czerwonymi majteczkami). To tyle o kompozycji.


Teraz o gustach. Jak doniosły media kilka tygodni temu doszło do niecodziennego rozwodu, gdzie mąż uzyskał rozwód na podstawie udowodnionego faktu, iż jego żona ważąca 147 kg, bez jego zgody odchudziła się aż o ponad 70 kg! Czy jednak gabaryty i waga kobiety są najważniejszym argumentem w pożyciu małżeńskim, oraz damsko męskim? Trudno przecież ocenić odwrotną sytuację, gdy kobieta (np. modelka z górnego zdjęcia po lewej stronie) z medycznego punktu widzenia stanowiąca etap przejściowy pomiędzy skrajnym wyniszczeniem a stanem terminalnym, nadal bierze udział w "wybiegach", odnosi znaczące sukcesy, i ubrana "od stóp do głów" pięknie się prezentuje.


Skoro rozmiary osobnicze i proporcje budowy ciała  nie mają znaczenia przy ostatecznej ocenie to może decydującym jest wiek?


Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/zobaczcie-jak-wyglada-najmlodsza-modelka-swiata_59794.html




Jak widać wiek w kontekście oceny modelki także może nie mieć większego znaczenia. Tu nasuwa mi się pewna dygresja. Patrząc na 5 letnią modelkę (to ta wyżej) nie mamy pewności co z niej wyrośnie, i czasami przychodzi rozczarowanie. Patrząc na 86 letnią Daphne, na zdjęciu poniżej, zastanawiamy się jak ślicznie mogła wyglądać w młodości.
Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/oto-najstarsza-modelka-swiata-ma-lat/jq4hs17


Wprawdzie nie gustuję w młodzieży poniżej 13 r.ż. jednak zdarzyło mi się być "poderwanym" przez 5-latkę. Otóż na imprezie gwiazdkowej (ok. 1972 r.), jako fotograf musiałem rozebrać swoją lustrzankę 6x6 cm. Gdy robiłem to nieco na uboczu na podłodze, nagle poczułem jak jakaś delikatna rączka obejmuje mnie za szyję, a do ucha wpada pytanie: "Cio jobiś?". Wyjaśniłem więc uroczej śnieżynce, bo to ona była i mogła wyglądać mniej więcej tak:


Pobrano ze strony: http://www.bazarek.pl/searchx.php/fraza,str%C3%B3j+%C5%9Bnie%C5%BCynki
"cio jobię", i rozejrzałem się za najbliższą dorosłą osobą, aby przekazać/ oddać zagubioną śnieżynkę. Osobą tą okazała się jej matka przyglądająca się nam z zaciekawieniem, która zalotnie wyjaśniła, że śnieżynka "nie ma ojca", więc go sobie szuka. No, i wszystko jasne! Dama nie ma kawalera więc szuka. Wiadomo dla pań szukających mężczyzny wiek i wygląd nie gra roli (ale jestem złośliwy). ;) To potwierdziła moja przygoda ze starszą o ok. 37 lat panią docent poznaną na uczelni, gdzie robiłem II-gą specjalizację.


Pani docent była w wieku przedemerytalnym, ale mieszkała kilkaset metrów od uczelni, a że lubiła biegać, więc często jako studenci widywaliśmy ją na boisku, lub na sali gimnastycznej. Lubiła też tańczyć, co dla mnie, wtedy już "dansiora" z ponad 7 letnim półprofesjonalnym stażem, było dodatkową atrakcją. Poznaliśmy się na juwenaliach, awansując do finałowych rozgrywek w maratonie tanecznym. Mogliśmy wtedy (1980-82) mniej więcej wyglądać tak:

Pobrano ze strony: https://www.pudelek.pl/artykul/71612/najstarsza_modelka_swiata_staruszka_tez_chce_czuc_sie_piekna/

















Jeśli:
Nie grube, nie chude, nie młode, nie stare
Nie wątłe, nie jare, a przy tym "brunetki, blondynki
Ja wszystkie was dziewczynki ..." to pozostaje przedstawić opcję popularną i standardową.

To zdjęcie po lewej, to najczęściej pojawiająca się na tym blogu modelka mieszcząca się w wymaganej kategorii "rozmiarowagowzrostu". Czy jednak zawsze najlepszym rozwiązaniem jest opcja "standard"? W poprzednim poście przedstawiłem standardową modelkę CocoAustin prezentującą styl: "full wypas - czyli stanęła jak krowa do wydojenia" - ale przecież wiadomo, że w życiu bywa tak, iż bardziej od gabarytów liczy się filuterne i zalotne spojrzenie, sposób mówienia, chodzenia (nie idzie, a płynie), inteligencja ogólna, elokwencja, erudycja, obycie towarzyskie (żeby nie byłą kurą domową, albo żeby właśnie była!), stosunek do życia i świata zewnętrznego, itd., itp., ... Zapraszam więc do dyskusji.




















Aby nie było za łatwo przedstawiam znane zdjęcie naszej pięknej polskiej aktorki i modelki pani Heleny Norowicz.
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/helena-norowicz-na-okladce-pani-razem-z-nia-dwie-znane-aktorki-zdjecie_125819.html
Mój komentarz jednak nie odnosi się akurat do tego zdjęcia. Wystarczy bowiem poszperać w biografiach znanych aktorek i modelek, które chemią i skalpelem poprawiły swoją urodę, aby przekonać się, że z naturą nie jest tak łatwo. Tu również decyduje genetyka, a na wygląd trzeba sobie zapracować także ... w poprzednich pokoleniach. Rada więc dla panów: Zanim oświadczysz się swojej wybrance, poznaj jej przodków, szczególnie w linii żeńskiej. I tym optymistycznym akcentem ...
.

środa, 24 lutego 2016

Reklama jest dźwignią handlu, a w dziedzinie erotyki potrafi także dźwignąć to, co już nie chciało się podnieść.

Coco's Hottest Bikini Moments
Pobrano ze strony: http://tracara.com/americka-starleta-ponosno-srpkinja-sam/


Widoczna na zdjęciu powyżej super seks bomba według zawistnych kobiet, głównie dziennikarek (cytat ze strony: http://www.se.pl/rozrywka/gwiazdy/szok-silikonowe-monstrum-nicole-coco-austin-byla-kiedys-ladna-kobieta_188398.html to:
"... Nicole 'Coco' Austin (32 l.) przed laty była ładną brunetką o szczupłej figurze. Dziś wygląda jak kobieta ponton, który może lada chwila wybuchnąć i zatopić wszystko w silikonowym tsunami ..." To tyle co mogą powiedzieć/napisać kobiety o kobietach. A co mówią mężczyźni?

No cóż, prawdopodobnie większość t.zw. prawdziwych "macho" chciała by się znaleźć choć raz w życiu na takim pontonie. Gusta jednak się zmieniają, więc nie będzie o gustach. Spróbujmy podywagować o potrzebach, proszę sobie wyobrazić, że po zjedzeniu kilku tłustych i słodkich ciastek marzymy o korniszonku z czosnkiem, lub grzybku w occie, a ktoś nadal częstuje nas pralinkami!!! Podobnie jest z kobietami i mężczyznami (oczywiście tymi statystycznymi!), bo przecież "brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki ...


Po tym wstępie możemy przejść do do fotografii reklamowej, i głównie do podstaw kompozycji obrazu. Wśród wielu zdjęć słynnej "Coco" można znaleźć dobre i całkiem dobre, trudniej znaleźć te kiepskie. Ja jednak znalazłem, i proponuję zagadkę.
zdjecie z lewej pobrano ze strony: https://es.pinterest.com/pin/474426141968238345/, natomiast na zdjęciu z prawej strony naniosłem kilka retuszerskich korekt. Czym różnią się te poniższe dwa zdjęcia, dla ułatwienia umieszczone obok siebie? Pozornie niczym, to ta sama Coco tyle, że na zdjęciu z prawej strony, dla potrzeb tej notki, wykonałem dokonałem drobnego fotomontażu. Różnice proponuję odnaleźć samemu.


Nie chodzi zresztą o różnice, ale o ogólny odbiór obrazu. Modelka na zdjęciu z lewej, gwarowo to opisując, stoi "jak do wydojenia", na zdjęciu  z prawej próbuje wyeksponować erotykę. Oczywiście w zdjęciu po prawej można jeszcze wiele poprawić (głowa powinna być ustawiona nieco profilem i zwrócona do góry, należało usunąć rozpraszające tło, modelka mogła jedną ręką lekko unieść włosy, itd., itd., ), nie zrobiono tego, stąd zdjęcie należy zakwalifikować do t.zw. "mordojebek sytuacyjnych".


Dla kontrastu chciałbym przedstawić typowe zdjęcie reklamowe
moim zdaniem wykonane perfekcyjnie (nawet palce dłoni są ułożone poprawnie - n.b. to była zagadka z poprzedniego zdjęcia, gdzie okazało się, że modelka lubi układać paluszki lewej dłoni w zalęzności od umiejscowienia drogiego pierścionka), obie sylwetki, męska i damska, niosą duży ładunek erotyzmu i mają duże oddziaływanie na klientów wszelakiej płci, wieku i zapatrywań. To po prostu dobra fotografia reklamowa wykonana zgodnie z zasadami starej dobrej szkoły.



Po zbadaniu źródła okazało się, że wykonawcą zdjęcia powyżej jest firma rosyjska skutecznie działająca na polskim rynku marketingowym. I wówczas przypomniałem sobie własne problemy sprzed ponad 40 lat. Zdjęcie po lewej stronie wykonałem na zwykłym czarno białym filmie pod koniec lat .60 ub.w. (tutaj jest zabarwione metodą graficzną). Już wtedy byłem przekonany, że mam przed sobą doskonale zbudowaną i wysportowaną modelkę, która jednak nie potrafi wyeksponować tego co ma najlepsze.


Zdjęcia powtarzaliśmy kilkadziesiąt razy na przestrzeni kilku dni. Problem był prozaiczny, ale trudny w realizacji. Modelka powinna między innymi na czas otwarcia migawki: a/ wciągnąć maksymalnie brzuch, b/ napiąć wszystkie mięśnie, c/ utrzymać stopy w zadanej pozycji (to trudne przy ekspozycji mięśni nóg), i chyba najtrudniejsze d/ zachować stan podniecenia tak, aby widać było profil piersi. Oczywiście do tego powinna się miło uśmiechać i zalotnie "łypnąć oczkiem".


Pomimo ścisłej współpracy założonego efektu nie osiągnęliśmy, bo zawsze pojawiała się jakaś wada. I tak przegrałem największe wyzwanie jakie podsunął mi los. Uparłem się bowiem, że zdjęcie reklamowe można wykonać jednym aparatem fotograficznym. Po kilku latach trafiła do mnie radziecka wersja "Playboy'a", gdzie zobaczyłem perfekcyjnie wykonane w kolorze zdjęcie "mojej" modelki. I wtedy przypomniało mi się powiedzenie: kasa Misiu, kasa.


Zdjęcia studyjne wykonywano bowiem w jednym czasie wieloma aparatami z tego samego miejsca, a potem składano je w jeden obraz. Dla mnie fotoamatora, zdobycie jednego aparatu "Pentacon six" (a takim wówczas dysponowałem) równało się zdobyciu kasy równoważnej wartości połowy "malucha". Dzisiaj takie zdjęcie można na dobrą sprawę wykonać kilkoma smartami za zlotówkę. No cóż, czasy się  zmieniają ...



.

czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku 2016!






Oto prawdziwy przystojny mężczyzna w tańcu na rurze:



Pobrane ze strony:
https://k44.kn3.net/taringa/3/6/5/7/8/2//saborami/81A.jpg?7210

czwartek, 26 listopada 2015

"Gołe baby", czyli knechci, markietanki i takie tam ... Cenzura pornografii. Część 2

Czasy są takie, że nawet wicepremier rządu polskiego, będący jednocześnie ministrem "od kultury i czegoś tam" ściga pornografię, nie bardzo wiedząc co to takiego umyka mu przed nosem. Jest to tym bardziej dziwne, bo "ścigant" jest ponoć profesorem socjologii. Skoro tak, więc spróbuję na paru przykładach i definicjach, a głównie w podsumowaniu tej notki, podjąć się wyjaśnienia tego zagadnienia.







Wprawdzie dla purystów zajmujących się definicją pornografii (np., że: "Pornografia – wizerunek osób lub przedmiotów o cechach jednoznacznie seksualnych utworzony z zamiarem wywołania pobudzenia seksualnego lub podniecenia u osób oglądających.) to zdjęcie manekina obok już może być ostatnim stadium ostrej pornografii, to jednak przyjmijmy, że na razie jest to tylko manekin, może już nie krawiecki, ale na pewno jeszcze służący do demonstracji odzieży i bielizny. I na pewno nie jest to manekin dmuchany, rozprowadzany w sekshopach, co można sprawdzić po ocenie funkcjonalności otworu gębowego.  











Wykorzystując np. poglądową notkę, jaką napisałem dla zainteresowania Czytelników grafiką komputerową (http://foto-anzai.blogspot.com/2015/01/graficzne-narodziny-modelki.html#comment-form), postaram się przeprowadzić pewien cykl prostych eksperymentów. A więc podstawowymi narzędziami malarskimi (Paint, ew. nieco bardziej pokomplikowany GIMP) usuwamy, lub zmieniamy niepotrzebne elementy. Ja usunąłem niebieskie szelki, zmniejszyłem nienaturalnie duże piersi manekina, i poprawiłem linię pasa, bioder i ud. Dla porównania na rysunku z prawej strony połowę manekina pozostawiłem nienaruszoną.









Teraz wykonamy kilka czynności trudno dostępnych w środowisku Paint'a. A więc uruchamiamy GIMP-a (ewentualnie Fotoshop wersja handlowa Fotoscape poniżej vs. 3.0.0) i tak jak na rys. poniżej
zmieniamy podstawowy układ twarzy. Ja zrobiłem to oprogramowaniem malarskim (szczegóły podałem we wcześniejszych notkach), bardziej przydatnym w późniejszej fazie obróbki. Dla łatwiejszego ogarnięcia poszczególnych etapów celowo pozostawiłem ślady operacji graficznych (np. różnice w karnacji, niewyretuszowane obszary, "plamy" barwne, itp. ). Przed opuszczeniem tego środowiska usuwamy jeszcze nieprzydatne zielone tło i - co ma zwiększyć efekt seksualności - głowę przekręcamy ok. 15-20 % na lewo.  


Manekiny profesjonalne mają tę przewagę nad modelkami, że można je ustawić w dowolnej pozycji. To samo można robić z grafiką, chociaż tu już potrzeba nieco więcej umiejętności. Modelki nie będziemy ubierać, bo ma nam pomóc w rozstrzygnięciu tego czym jest pornografia, a więc prawą dłoń manekina "opuszczamy" na biodro, a lewą przykrywamy corpus delicti, bo wiadomo, wróg czuwa! Obrót głową, i dekompozycja lewej ręki burzy naturalny rozkład loków fryzury. Ten problem odkładamy jednak na później. W tym momencie bowiem z reguły pojawiają się kwestie kolorystyczne.


Ze względów czysto technicznych (a bardziej merkantylnych, bo przecież najczęściej obrazy tworzy się pod konkretne zamówienie odbiorcy) już w początkowej fazie usunąłem szaroniebieski kolor oczu, i zielone tło, to są wymogi marketingowe i technowizualne. Uznałem też (w programie wirtualnego doboru fryzury), że znacznie lepiej będą się prezentowały włosy ciemno blond i oczy brązowe. Stąd na rysunku poniżej

pojawiła się nowa propozycja głowy nr 4. Na zmienionym układzie ud (5) próbnie nanosimy światłocienie, tak jak to widać na rysunku wyżej. Oczywiście do czasu ustalenia rodzaju i koloru włosów miejsca łączenia (6) nie będą korygowane graficznie.


Końcowy projekt może wyglądać tak jak na rysunku poniżej.
Oczywiście w ramce oznaczonej "7" celowo pozostawiam niedokończony obraz, bowiem tak jak pisałem na wstępie, nie jest moim zamiarem prezentowanie na tym blogu końcowych prac, tylko ukazywanie: technik, narzędzi, etapów powstawania prostych obrazów, i najczęstszych błędów pojawiających się w procesie tworzenia. Z ostatecznym wyglądem obrazu można zapoznać się w galerii "PicturesXXI", stałym Czytelnikom (niestety zaglądającym, ale nie komentującym tutaj) podaję kod: 9iJ7bg5cg. Nie ode mnie też zależy koszt SMS-sa zwrotnego, który wynosi 2,28 PLN. Z góry też przepraszam ewentualne osoby, które "rozpoznały się" na w.wym. obrazach twarzy ... to tylko wytwór grafiki komputerowej.


Czytelnikom, którzy wyrażają krytyczne opinie (zdarzyła mi się kilkunastoletnia dziewczynka, która myślała, że w latach 60' ub.w. zdjęcia robiłem telefonem na domowych prywatkach!) chciałbym zadać dwa proste pytania: 1. Czy widzą na tych obrazach poważne błędy kompozycyjne? 2. Kiedy, ich zdaniem, zaczyna się pornografia? To drugie pytanie uzupełniam własnymi rozważaniami. Bo wiadomo, że w publicznych mediach przyjęła się interpretacja, aby nie eksponować w całości organów rozrodczych obu płci. Natomiast wszystkie inne "chwyty" z reguły są dozwolone.


I tak się zastanawiam, czy gdybym w miejscu dłoni umieścił kwiat storczyka jaki udało mi się wyhodować (vide poniższe zdjęcie)

to czy to też by było pornografią? Czy może już sam kwiat spełnia te wymogi? Na wszelki wypadek, aby nie być posądzonym o zboczenie, omijam z daleka wszelkie róże i storczyki, tak ponętnie rozchylające swoje płatki ...



PS. Chętnym do bliższego zapoznania się z moją hodowlą kwiatów podaję link:
http://foto-anzai.blogspot.com/2013/11/kwiaty.html#comment-form


Dodatek specjalny!  30-11-2015
---------------------------------------

Jak wiadomo pierwsze rysunki człowieka, nawet te przedstawiające orgie i skrajne zboczenia, miały wymiar mistyczny i duchowy, poświęcone bogom, stanowiły bardzo głęboką symbolikę, a wyobrażenia narządów rodnych, głównie penisa, były związane z kultem religijnym i tworzyły cały system wierzeń. Jeszcze bardziej wulgarne i wyuzdane były płaskorzeźby na świątyniach indyjskich ostrością wykraczające daleko poza ramy dzisiejszych pojęć o pornografii. Dlatego chciałbym dla relaksu zaproponować poniższy rysunek:




.

piątek, 30 października 2015

Między zdjęciem a obrazem


Mam pecha. Zamiast kliknąć "wydrukuj w sieci" kliknąłem "wyślij do sieci" i opracowywane zdjęcie, które przerabiałem na obraz olejny (widok jak wyżej przypominający słynne jelenie na rykowisku) poszło w wirtualny świat zgodnie z adresem "pisz na Berdyczów". Obraz, który miał zawisnąć u jednego klienta poszedł w świat niedokończony (fale na morzu) nieopisany, niepodpisany i niezabezpieczony. Oczywiście pechowe zdarzenie próbowałem odwrócić, ale wiadomo, że co raz w sieci to na zawsze nie nasze. Pozostało więc tylko podpisać produkt i wpuścić na kilka blogów.



Zasadniczym tematem notki miał być jednak "fotel". Zaczęło się bowiem niewinnie w 1969 r. Jako pełnoletni i pracujący w przerwie wakacyjnej student, wziąłem kredyt z ORS-u (Obsługa Ratalnej Sprzedaży) i zakupiłem modną wówczas ławę, 2 fotele, oraz akustyczną wykładzinę na ściany, wszystko produkcji NRD (vide zdjęcie wyżej "1410 a1"). Najbardziej byłem zadowolony z wykładziny, bo znacząco podniosła jakość dźwięku stereo. Dopiero po kilkudziesięciu latach zorientowałem się, że fotel też był przyczyną wielu sukcesów.



To zdjęcie wyżej kilka lat temu stało się osnową do t.zw. "lokowania produktu"














Nie wszystkie zdjęcia były udane ("1431 a6")




































Niektóre ("0763 a1") stanowiły tylko wartość sentymentalną.

















Inne ("1431 a4" wyżej ) może jeszcze odżyją w nowej formie ...
.

piątek, 2 października 2015

Modelki "bez głowy" w atelier fotograficznym. 1970 r.











W połowie lat 70' ubiegłego wieku jednym z największych wyzwań dla fotografa parającego się zdjęciami atelierowymi było oświetlenie sztuczne. Do portretowania wystarczały w zasadzie dwa reflektory, ale poprawne bezcieniowe zdjęcie całej sywetki było już niezwykle problematyczne. Dlatego stosowano wiele rozwiązań pośrednich. Najpopularniejszym było skupienie się na oświetleniu sylwetki, a następnie wyretuszowanie powstałych artefaktów (gł. niepożądanych cieni). Tak powstało np. zdjęcie obok "1381 a3", oraz poniższe "1193 a3".


























































Prawie pół wieku temu robienie zdjęć o tematyce erotycznej wymagało pewnej odwagi zarówno fotografa jak i modelki. Na takie zdjęcia umawiano się z reguły po godzinach pracy atelier, lub w warunkach domowych. Moje wyposażenie było dość skromne, kilka reflektorów i lamp błyskowych (o sile nie przekraczającej 32-40 p.), statywy, i białe tło rozwieszane na ścianie. W tych warunkach dość często zaliczałem takie wpadki jak na zdjęciu obok "1386 a2". Gdy już udało się ustawić modelkę i pozbyć cieni, to po wywołaniu zdjęcia okazywało się, że w kadrze (lewy górny róg) pojawił się fragment wieszanego tła - było to białe płótno żaglowe o wymiarach 3x3 m.











Na szczęście nie wszystkim modelkom zależało na tle. Zdarzały się amatorki zdjęć sytuacyjnych - "1386 a1". Wszystkie powyższe zdjęcia w gwarze pracowni fotograficznych nazywano zdjęciami "modelek bez głowy".




























Niektóre agencje reklamowe zatrudniające modelki wymagały oprócz zdjęć profesjonalnych także zdjęć nie pozowanych, co oznaczało, że modelka nie musiała prezentować skomplikowanych figur akrobatycznych. To jedno z takich zdjęć obok "1194 a4".
.

sobota, 19 września 2015

"Anatomiczność" polskich modelek z PRL

Jak już wcześniej pisałem moje pierwsze zawodowe tête-à-tête z fotomodelkami odbyło się w dość dziwnych okolicznościach, piszę o tym tutaj:
http://foto-anzai.blogspot.com/2013/06/6-latkiem-w-referendum.html#comment-form






Gdzieś na przełomie lat 1969/1970, odpowiadając na ogłoszony akademicki konkurs fotograficzny n.t. "Balet polski w obiektywie" wysłałem kilka zdjęć. Wśród nich to zdjęcie obok "1380 a6". Nie było ono udane ponieważ modelka na bardzo krótko mogła utrzymać się w pozie jaka wydawała się najbardziej atrakcyjna.

Zastosowana perspektywa "żabia" oraz t.zw. "światło zastane", czyli górne oświetlenie sali baletowej, nie wróżyły nic dobrego. Wykonałem wtedy kilkadziesiąt zdjęć i efektu nie było żadnego. Z uwagi na skąpe oświetlenie musiałem pracować na wysokoczułej błonie (ok. 24-27 DIN) i przy prawie otwartym obiektywie, co skutecznie eliminowało głębię ostrości i wprowadzało dość duże ziarno. Nie pamiętam jak wyglądał fotogram wysłany na konkurs, wiem tylko, że musiałem wykonać sporo niedozwolonego retuszu chemicznego i optycznego. Dlatego zaskoczenie było dość duże, gdy okazało się, że turecki organizator, chociaż nie przyznał mi żadnej nagrody, zaprosił do Istambułu na sesję fotograficzną.













Wcześniej poproszono o przysłanie portfolio uwzględniającego inne pozy /zdjęcia tych samych fotomodelek w ich naturalnym otoczeniu, sugerując jednocześnie, że: zaproszenie obejmuje trzy osoby, organizator pokrywa przejazd, a koszty pobytu, t.j. rezerwację w pokojach studenckich (przerwa wakacyjna) i wyżywienie stołówkowe w akademiku regulowane są z funduszy Międzynarodowego Zrzeszenia Studentów. Przesłałem więc cztery kolejne zdjęcia:







To. które oddaje naturalność sylwetki ("1377 a1")





 










Pozowane "1378 b2"















oraz "1385 a2"




















i współautorki mojego pierwszego "sukcesu". ("1192 a12")

















"Zaakceptowano" tylko 1192 a12, co nie było zaskoczeniem z uwagi na kraj organizatora. Turcja pod koniec lat 60' ub.w. była krajem wyzwalającym się spod totalnej dominacji islamu, o porównywalnej do polskiej liczebności i gospodarce. Każdego, kto był w Turcji w tamtych latach, zaskakiwała pewna dwutorowość. Otóż surowe prawa muzułmańskie obejmowały wyłącznie autochtonów nie zezwalając im m.in. na wykonywanie i rozprowadzanie materiałów pornograficznych. Cudzoziemcom, szczególnie przebywającym w wydzielonych miejscach (hotele, akademiki, restauracje, a nawet prywatne spotkania) pozwalano na dużo, dużo więcej. To powodowało, że w obu krajach pornografia, formalnie zakazana cenzurą, prawem karnym i prawem naturalnym, mogła liczyć na nielegalny popyt.  


Jeszcze większą niespodzianką była prasa, głównie magazyny ilustrowane, wykonane na papierze niskiej jakości, zawierały jednak kolorowe zdjęcia nasycone erotyką sprzed kilkudziesięciu lat. Tureckie fotomodelki były regularnie zbudowane i raczej nie zdarzały się fotografowane "szkieletory" za jakiego pewnie uznano postać widniejącą  na zdjęciach 1380 a6 i 1378 b2. Za to olbrzymie powodzenie miały blondynki (farbowane lub w perukach) o dość obfitych kształtach. Prawo tureckie zdominowane surowymi zakazami islamu przewidywało surowe kary dla autorów i pośredników w handlu pornografią, jednak nie zajmowało się w ogóle turystami.







W akademiku, gdzie nas zakwaterowano, urządzono małą salkę w formie prymitywnego atelier fotograficznego. Gdy pojawiły się dwie polskie hostessy, także studentki z Polski, nie było już wątpliwości o jakie zdjęcia chodzi. Wykonane na białym tle zdjęcia, m.in. to: "1417 a18"




















 i "1384 a3", zgodnie z umową, skopiowałem dla siebie w opcji czarno białej w celu ewnetualnego ustalenia praw autorskich. Nie wiem jak zdjęcia wyglądały w kolorze, bo moim zadaniem było sfotografowanie i wywołanie filmu kolorowego.















No i wreszcie czas na przyznanie się do totalnej niewiedzy jaką miałem jeszcze jako 19-latek. Na zdjęciu nie bardzo wiedziałem dlaczego cykl zdjęć, jedno z nich "1453 a9" miał nazwę "Diana w kąpieli". Nie przypominało to ani kąpieli, ani Diany, ani też sali tortur mimo, że facet nie miał raczej zadowolonej miny. Ale podobno człowiek uczy się aż do śmierci ... ;) W związku z tym, iż stronę tę odwiedzają także sporadyczni goście, przypominam ... zdjęcia zostały zrobione na przełomie lat 1969/1970, pokolorowałem je dopiero kilka dni przed publikacją.
.

wtorek, 1 września 2015

Nasze pokolenie. Dziewczyny z PRL ... 40+, 50+ i 60+

Morze zawsze urzekało swoją urodą, ale miało też konkurencję. Tak się dziwnie złożyło, że kilka dni pomiędzy tegorocznymi upałami musiałem spędzić nad polskim morzem z gośćmi z za Atlantyku. Kilkunastoosobowa grupa Polonusów zapragnęła bowiem swojskich polskich klimatów nadmorskich. Chcieli poczuć się tak jak Polsce znanej im z lat 60' ub.r., a więc plaża ze słynnymi "parawaningami", plażowiczkami w bieliźnie, pijanymi plażowiczami, bezpańskimi dzieciakami i psami, itd., itp., ... Na miejsce eksperymentu wybraliśmy gdańską plażę w Stogach (zdjęcie wyżej), zakładając, że skoro można tam dojechać tramwajem to i pewnie lokalny folklor się znajdzie.



Hipoteza sprawdziła się częściowo. Martwa natura (parawany, biusthaltery, itp.) ukazała się w pełnej krasie, gorzej było z zawartością plaży. Zgodnie stwierdziliśmy, że młodzież dzisiejsza jest ociężała, podstarzała, przetłuszczona (albo na odwrót wyniszczona odchudzaniem), i ogólnie znacznie mniej apetyczna niż w czasach PRL-owskich. Za głównego winnego uznaliśmy brak powszechnego uprawiania sportu. Podbudowany takimi ustaleniami po powrocie sięgnąłem do archiwów i oto:


Wydaje się, że to prawda, bo tak jak w piosence:
https://www.youtube.com/watch?v=h7ES_rO9bFM
za naszych czasów byliśmy piękni i młodzi (przed dalszym oglądaniem zdjęć warto kliknąć powyższy link). Zajęcia sportowe w zasadzie na każdym poziomie i profilu kształcenia były obowiązkowe. Młodzież, może nie umiała pływać, bo nie było dużo basenów, ale lubiła grać w piłkę (każdy wiedział co to jest dwutakt w koszykówce), biegać, i ogólnie szpanować wyglądem.



Zdjęcie wyżej "1337 b1" przedstawia spacer po nadmorskich wydmach. To było zakazane, ale gdzie można zrealizować potrzeby nabrzmiałe i rozbuchane na widok tak pięknych ciał? Zdjęcie zostało wykonane w 1973 r., i niestety na czarno białym filmie. Po pokolorowaniu dostępnymi graficznie metodami wyglądało tak jak niżej "1337 b2".





Repertuar zachowań PRL-owskiego wczasowicza na wybiegu nie był zbyt imponujący. Przegląd "towaru" wykonywany był z niezwykłą dyskrecją, często od tyłu ("1344 a1")




































lub znienacka (1343 a1).
























Podryw odbywał się w nadmorskich barach przy szklance Coca Coli lub tp. płynu. Jak widać na zdjęciu ("1327 a2") "towar" był doskonałej jakości, z wieloletnią gwarancją, nawet bez wspomagania kosmetykami. Damy, jak Diany, prosto z morza siadały do stolika.












Jeżeli zawarte znajomości rokowały na dłużej, to często przenosiły się do kwater w domkach, lub ośrodkach wczasowych ("1325 a2")















a tam już było na tyle swojsko i polsko, że często tworzyły się wczasowe związki małżeńskie, powstawały okazyjne fotki ("1364 a1", i 1365 f3), itd., itp., ...
















Nie brakowało też uroczych niespodzianek, bo towar podrywany miał charakterystyczne dla wczasowiczek cechy, które najczęściej określano sloganem "Z tyłu liceum, z przodu muzeum". Trzeba jednak przyznać, że nawet muzea, a'la 40+ ("1272 a2" to już "sesja atelier'owa") były niezwykle apetycznymi przybytkami.

 

















Jak widać panie nie goliły łydek, ("1343 a1"), ud, a także pozostałych części ciała nadających się do golenia, a pomimo tego wyglądały pięknie w swoich "kategoriach".


Dla większości osób przebywających w ośrodkach nadmorskich już po kilku dniach wrogiem nr 1, stawał się nadmorski piach i sól wdzierająca się wszędzie. Prawdziwym utrapieniem było utrzymanie pościeli bez ziarnka piasku i fryzury bez osadu soli morskiej. To drugie szczególnie dotyczyło długowłosych osobników. Stąd też panie nawet na plażach dla nudystów pilnie zajmowały się swoimi włosami ("1318 c4.")








Warto było, bo efekt był piorunujący. To ("1338 c7") "wyjściowa" kategoria 50+





































Niektóre panie nie miały problemów z włosami, bo posiadając doskonałą anatomicznie sylwetkę wiedziały, że na włosy nikt nie spojrzy. Tutaj ("1327 c3", i c4") kategoria 60+


































































Zdarzały się też cuda, czyli tak zwany "full wypas", a więc wszystko w jednym. Szkoda tylko, że fryzura umyta szamponem, i wymodelowana suszarką ("1362 a4")





























już po kilku minutach spaceru nad morzem wracała do poprzedniego stanu ("1362 a6").




















Niestety do domów wracali także wczasowicze. 
.