Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grafika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grafika. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 października 2018

Wyobraźnia bez granic

Zanim jeszcze pojawiła się teoria kwantowa dopuszczająca istnienie wielu światów równoległych fizycy XVII i XVIII wieku udowodnili, że nasze zmysły nie są na tyle doskonałe, aby rejestrować i przetwarzać wszystkie zewnętrzne bodźce. A więc to co widzimy i słyszymy to tylko wąski wycinek tego co się wokół nas dzieje. Mało tego, ludzkie zmysły dotyku, węchu, i smaku rejestrują bodźce w zakresie znacznie węższym od zmysłów posiadanych przez zwierzęta. Potrafimy określić np.  temperaturę, ale tylko w granicach od -10 do + 60 st. C' Także nasz próg wrażliwości na dotyk i węch działa do czasu, gdy natężenie nie przekracza określonego poziomu. Czy w takim razie otaczający nas świat jest jednakowy dla wszystkich form życia? Dlaczego np. zwykły gołąb potrafi wykryć raka nawet z 99-procentową skutecznością, czyli znacznie przekraczającą umiejętności lekarza rentgenologa?!
https://portal.abczdrowie.pl/niezwykle-umiejetnosci-golebi






Skoro już wiemy, że nasze zmysły płatają nam figle, proponuję zerknąć na dalsze obrazy przedstawiające fragmenty dwóch dywanów produkowanych według motywów zaczerpniętych z krajów islamskich. Jak wiadomo w sztuce romańskiej nie dopuszcza się możliwości używania postaci ludzkich i zwierzęcych. No i właśnie. Czy we fragmencie dywanu na obrazie obok można dopatrzyć się rysunku dwóch głów psich?

























W tym momencie prawie każdy odpowie negatywnie. Zaznaczam więc kolorem pomarańczowym odpowiedni fragment.






















Cienką kreską do głowy wyobrażonego przeze mnie psa dorysowuję resztę postaci, to może być np. mały York.


































Podobnie jest z drugim psem. Oba obrazy psów lepiej dostrzegane są w pewnym oddaleniu od ekranu.



















W innym fragmencie dywanu (obok) daje się zauważyć twarz grubej kobiety (podobnej do złej czarownicy z bajek W. Disney'a). To jest ten fragment. Tutaj będzie większy problem, bo ornamentyka powoduje duże utrudnienie.



















Wymazuję więc niepotrzebne fragmenty
















I pozostawiam samą twarz.












Teraz dorysowuję resztę ... i mamy złą czarownicę.




















Jeżeli nie udało się zobaczyć na oryginalnych fragmentach dywanów psów i kobiety to proszę się nie martwić. Wyobraźnia płata nam figle, ale na ogół są one bardzo przyjemne. Ja od kilku lat na czarno białym dywanie (to jest "dywanik" mojego szefa na którym bywałem kilka razy w tygodniu w charakterze doradcy) widziałem jeszcze, jak żywego, Azję Tuhajbejowicza z filmu "Potop", ale nie zapamiętałem w którym miejscu. Natomiast dywan po przemeblowaniu zmienił swoje położenie i Azji już nie mogę znaleźć. Może więc Czytelnicy pomogą?


Surfując po Internecie natknąłem się na niezwykle ciekawy blog:
https://narysunku.wordpress.com/?wref=bif
autorki, która skromnie pisze o sobie: "... Nie umiem rysować, ale wcale mi to nie przeszkadza w rysowaniu! ..." Kobietom z reguły nie wierzę, chociaż czasem ufam, więc w tym przypadku przejrzałem blog i stwierdzam, że nad każdym rysunkiem warto się pochylić i zastanowić, bo to sztuka niebywała, a każdy rysunek wnosi nieprawdopodobnie interesujące treści, i budzi wiele skojarzeń.

Jeden z rysunków autorki (link poniżej) nawiązał do moich "dywanowych" skojarzeń i zainicjował powstanie tego postu. Za zgodą autorki pozwolę sobie zalinkować adres:
https://narysunku.wordpress.com/2018/09/23/nietoperz-bat/
Na drewnianej desce widać kształt/zarys, wyobrażający wiszącego nietoperza. Z tego autorka stworzyła rysunek, który po odwróceniu "do góry nogami" wydał się jej małym misiem. Wyobrażenia te zostały przeniesione na kartkę i tak powstały dwa rysunki nietoperza i misia.

Przejrzałem pozostałe rysunki i - jak dla mnie - przebojem jest rysunek "gołębia na wojnie", który ukazuje mistrzowskie władanie ołówkiem:
golab
https://narysunku.files.wordpress.com/2017/02/golab.jpg?w=420&h=403
Kilka kresek, parę kropek, a efekt niesamowity, wywołujący wiele emocji i wyrażający właściwie wszystko co złego i dobrego można powiedzieć o gołębiu na wojnie.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Artefakty pożądane, i te pozostałe

Jednym z najtrudniejszych i niedocenianych w fotografii - zarówno analogowej jak i cyfrowej - warunków poprawnego wykonania zdjęcia jest prawidłowe wykorzystanie oświetlenia. W połowie lat 80' ub.w. jednej z modelek wykonałem czarno białe zdjęcie, którego głównym motywem miało być nietypowe sztuczne oświetlenie.
Jak widać na powyższym zdjęciu jeden reflektor oświetlał postać z lewej górnej strony (poz. "na godz. 10), natomiast drugi dolny reflektor (poz. na godz. 5) dawał strumień światła na wysokości kolan - miejsca umieszczenia reflektorów oznaczyłem strzałkami. W ten sposób powstał całkiem fajny obraz czarno biały, którego nie da się jednak odtworzyć w oryginale z uwagi na brak efektów jakie daje czarno białe zdjęcie wykonane na t.zw. "wysokim połysku". Ale od czego jest grafika komputerowa? I tak pojawiło się "cuś", już nie czarno białe, i nie tak piękne jak na oryginalnym zdjęciu, ale za to w miarę interesujące.


Idąc dalej tym śladem przypomniałem sobie o jeszcze jednym powyższym zdjęciu, które było wykonane w normalnym sztucznym oświetleniu, czyli reflektory górne z rozproszonym światłem. Tutaj nie było już żadnych wstępnych założeń. Po prostu modelka o wspaniałej budowie, miała także jedną generalną wadę - jej twarz była wyjątkowo niefotogeniczna. Oczywiście można było wykonać retusz, który zrobiłem z wielką niechęcią. W zamian za to (koszt retuszu w latach 80' był wielokrotnie droższy od zdjęcia atelierowego) wykonaliśmy pozowane zdjęcie "od tyłu". Nie wiem jak klientka wykorzystała to zdjęcie - zażądała 5 sztuk w formacie 30x40 cm. - które ja publikuję dopiero po 30 latach, odpowiednio je kolorując.

czwartek, 8 września 2016

Tajemnice portretowania i nie tylko ...

Ta piękna dziewczyna obok w rzeczywistości nie istnieje. Jest to tylko produkt graficzny wykonywany z reguły dla potrzeb marketingu. Autentyczne są jedynie plecy modelki, którą fotografowałem w latach 60' ubiegłego wieku. Usta, oczy i nos zostały wygenerowane cyfrowo, a skalp został "zdarty" z jakiegoś zdjęcia znalezionego w sieci. Pomiędzy policzkiem a nosem oraz w kąciku ust z lewej strony celowo pozostawiłem ślady wklejania elementów twarzy. Graficy często stosują takie sposoby zabezpieczania prac przed kradzieżą, co wydaje się lepszą metodą niż nanoszenie napisów jak niżej.


Co chciałem tym powyższym zdjęcio/obrazem pokazać? Tym razem nie chodzi o teorię, a o pewne reminiscencje, jakie nasunęły mi się w trakcie "klejenia" tego obrazu. W głębokich czasach PRL, aby zrobić takie zdjęcie trzeba było mieć: doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków, i odrobinę pomysłu. Dzisiaj prawie każdy właściciel smartfona ma sprzęt, ale nie ma już ... pięknych dziewczyn. To jednak nie jest problem, bo od piękności mamy oprogramowania typu "Photoshop", a wtedy niepotrzebne jest "... doświadczenie, niezły sprzęt atelierowy, piękne modelki, z obsługą dysponującą walizkami kosmetyków ..."



Czarno białe zdjęcie powyżej wykonałem w 1968 r. i jak do tej pory, poza pokolorowaniem, nie próbowałem upiększać. Modelka z krwi i kości żyje do dzisiaj i ma się nieźle, chociaż ma już ponad 70 lat. Na zdjęciu warto zwrócić uwagę na piękne falujące włosy, które wymagały niezwykłej i codziennej pielęgnacji. Wieczorem umyte włosy zakręcano na wałki a rano zaczynało się czesanie, tapirowanie i układanie. Żałuję, że tej modelce poświęciłem tak mało czasu na robienie zdjęć portretowych, trenowała siatkówkę, miała doskonałą figurę i najczęściej pojawiała się "au naturel". Prezentowane zdjęcie powstało dość przypadkowo i wówczas nie zwróciłem na nie większej uwagi, bo technicznie było nieudane. Dopiero teraz odkryłem urok ciekawego spojrzenia.





Doskonała kiczowatość prezentowana tym zdjęciem a15 jest dowodem na to w jak dziwnych okolicznościach powstają niektóre zdjęcia psychologiczne, które właściwie równie dobrze można nazwać pornograficznymi (o czym dalej).














Jak widać z psychologią zdjęcia te akurat tutaj prezentowane niewiele mają wspólnego, bowiem w obu przypadkach twarze zostały zmienione, aby zachować anonimowość. Jednak zauważyłem, że właśnie podczas robienia takich zdjęć, emocje zarówno fotografa jak i fotografowanego obiektu sięgają zenitu. Wprawdzie starałem się uspokajać modelki, że wszelkie niedoskonałości ich ciała zostaną usunięte podczas fotografowania i późniejszej obróbki fotochemicznej, ale niepewność pozostawała. To właśnie w tych warunkach popularny w XIX i XX w. retusz urastał do rangi wielkich manipulacji. Oczywiście dzisiaj odpowiednim programem graficznym można modelkę w kilka minut "pogrubić, albo pocienić", tak jak to zrobiłem na zdjęciu poniżej,

jednak 50 lat temu trzeba było wcześniej nieco pomajsterkować pod powiększalnikiem.




Czy psychologia zdjęcia to tylko puste hasło, czy może jednak kryje się za tym coś znacznie więcej niż oczekujemy. Jedno z najciekawszych zdjęć portretowych (Uwaga! Zmieniona twarz), które przez wiele lat zdobiło wystawę zaprzyjaźnionego atelier fotograficznego, udało mi się zrobić dość przypadkowo. Znana aktorka zapragnęła mieć dwa zdjęcia z jednej pozy. Zakładając, że chodziło o, modne wówczas, przeznaczenie zdjęcia dla dwóch rodzajów odbiorców "spiąłem pośladki" i wykonałem zlecenie całkiem nieźle. Na odsłonięciu jednej piersi sesja fotograficzna jednak się zakończyła. Aktorka byłą znaną osobą, starszą ode mnie o kilkanaście lat, więc "nie posunęliśmy się ani na krok", chociaż o krok jak najbardziej chodziło. Dopiero po prawie 50 latach, podczas przypadkowego spotkania, dowiedziałem się, że podobne obiekcje miała również moja modelka. A więc panowie i panie! Więcej odwagi! Lepiej żałować za grzechy popełnione, niż żałować, że się ich nie popełniło.











Grzechami których nigdy nie żałowałem były sesje fotograficzne kończące się następnego dnia rano. To zdjęcie z prawej - które by można zatytułować "śniadanie u fotografa" - powstało właśnie w takich warunkach. Oryginalne zdjęcie było wielokrotnie przerabiane i modyfikowane, jedna z wersji to ta:
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEj9BiVvo6dezfurdMY2n12u6-tKQWnoZUR8mVJcVX4KNcBfZNAYjeMCxol3-_5Vpj-yIYcsQAX_GNW8S_gZhG9w9TIZAxWQxZBu7YBq9EHHVcHRHOFDSTtDECDBw-i56MWrAyKtTZ8baeg/s1600/741+a5.jpg jednak nigdy nie udało mi się odtworzyć fryzury w jakiej modelka pojawiła się poprzedniego dnia. Na pewno było to coś w stylu "a'la Papuas" modnym w latach 70' ub.w. jednak po upojnej nocy to "coś" niczego już nie przypominało. Ale odgarnijmy włosy na bok. Bo, czy może być coś piękniejszego niż kobieta rozgrzana w łóżku dla której przygotowuje się pyszne śniadanie? Otóż okazuje się, że może!


Zdjęcie poniżej to praktycznie jedyne, którego nie poprawiałem pod żadnym względem.

Pierwszy strzał migawki był zarazem ostatnim. Modelka o przecudnej urodzie, i zapewne nie zdająca sobie z tego sprawy. Nigdy nie używała żadnych kosmetyków, nawet zwykłej szminki do ust. Nie musiała! Natura obdarzyła ją niepowtarzalną urodą. Piękne duże oczy i usta, regularnie ukształtowana twarz, bujne i gęste włosy, myte zwykłym mydłem i wywarem z ziół, do tego nieskazitelna budowa ciała, spowodowały, że prawie zapłakałem tak jak M. Kondrat, gdy w słynnym filmie "Pułkownik Kwiatkowski" ujrzał Renatę Dancewicz.
.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Jak zepsuć zdjęcie. Obróbka graficzna

Zdarza się czasami, że nagle pojawia się możliwość zrobienia dobrego zdjęcia, ale brakuje nam czasu na jego wykonanie. Wprawdzie zdjęć już nie robię od kilkunastu lat, ale przyroda nadal nie rezygnuje i zaskakuje. To zdjęcie niżej:
zrobiłem telefonem mając świadomość, że nie zdążę wyciągnąć lepszego sprzętu do fotografowania, bo słońce "przesuwające się" między kominami, tylko na kilka sekund stworzy niepowtarzalny obraz. Strzeliłem migawką mając nadzieję, że oczywiste złe skadrowanie (nie trzyma horyzont) uda się usunąć w trakcie obróbki graficznej.


Po ustaleniu prawidłowego horyzontu (to ta cienka ukośna czarna linia poniżej zdjęcia), obraz przekręciłem o ok. 35%, a dalej sklejkami i wklejkami uzupełniłem braki obrazu. Wyszło to co wyszło niżej:


Na kolejnym zdjęciu poprawiłem miejsca łączenia wklejek (kilka zostawiłem w lewym górnym rogu dla odszukania przez bardziej dociekliwych Czytelników) i wyrównałem ogólny balans struktury powierzchni zdjęcia. Tak zdjęcie mogło by tak wyglądać:
gdybym miał czas na przygotowanie sprzętu.


Wyobraźnia jednak działa. Zwykłym programem graficznym, dostępnym nawet w smartfonach, poprawiam ogólny balans i kolorystykę zdjęcia/obrazu, nasycając je barwami  i zwiększając kontrast. No teraz jest już całkiem fajnie i poniższe zdjęcie/obrazek
można ... wyrzucić do kosza. O tym warto pamiętać. Wykonywane zdjęcia, jeżeli chcemy je wykorzystać profesjonalnie nie mogą być poddawane obróbce graficznej. Starajmy się więc pomyśleć wcześniej o tym co chcemy utrwalić naszym sprzętem.
.

poniedziałek, 30 maja 2016

Świat jaki widzimy okiem, rozumem i aparatem fotograficznym. Wyobraźnia, a rzeczywistość

To, że otaczający nas świat widzimy "do góry nogami" nie powinno być tajemnicą nawet dla tych, którzy niezbyt chętnie uczęszczali na lekcje fizyki, lub anatomii człowieka w szkole średniej, bo prawdą jest, że obraz docierający za pośrednictwem naszego oka na siatkówkę, jest odwrócony zgodnie z prawami fizyki, i ma też nieco inne barwy. Bardziej skomplikowanym procesem jest natomiast przetwarzanie tego co odbiera siatkówka tak, abyśmy w miarę poprawnie odbierali to co dzieje się wokół nas. Ważne jest też abyśmy potrafili odróżnić złudzenia od rzeczywistości, w czym pomóc może kilka najprostszych testów:  
http://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/2015/05/15-niesamowitych-zludzen-optycznych,4.aspx


W poprzednim poście zaprezentowałem sposób tworzenia obrazów graficznych trudnych, bo wymagających stosowania nietypowego oświetlenia, oddania mgły, gry światłocieni, odbić w wodzie, itp. artefaktów. W tym poście poprzeczkę stawiamy nieco wyżej. Wcześniej jednak mały test, który można wykonać na domowym sprzęcie. Powyżej obraz, do którego wykorzystałem nietypowe barwy (złota i srebrna), które w różny sposób odtwarzane są na różnych wyświetlaczach. Na wyświetlaczach o minimalnych wymaganiach jakościowych kolory: żółty i złoty, oraz szary i srebrny powinny być rozróżnialne. Jeżeli tak jest to przedstawiam fotkę poniżej:


Zdjęcie zostało wykonane jednym z najlepszych obecnie telefonów ...''iPhone'ów (marki nie podaję, bo nie znoszę reklamy),  o parametrach znacznie lepszych od typowych aparatów "mordoobrazkowych". Zdjęcie przypadkowe, więc i parametry techniczne kiepskie. Jak widać jest to zachód Słońca widziany przez gałęzie drzew. Zachmurzenie prawie całkowite, godzina po 20-ej, czas przechwytywania 8 sek. Zdjęcie jest nieostre, bo robione "z ręki" podpartej na pniu drzewa. Poza urokliwą barwą Słońca przebijającego się przez zieleń, chciałem uchwycić ogólne zamglenie i odbłyski na liściach i gałęziach. Czy to się udało?


Zrezygnowany tym co uzyskałem, korzystając z tego, że mój "telefon do zdjęć" pracuje także na plikach RAW zacząłem je obrabiać graficznie. Już pierwsza czynność desaturacji
czyli pozbawienia kolorów i naniesienia tylko wybranych barw spowodowała, że ujawniły się miejsca dodatkowo oświetlone interferującymi promieniami Słońca. Nadal jednak pozostał problem doboru barw, i ogólnego skontrastowania. Po przycięciu zdjęcia z lewej strony zaczęło się więc graficzne wydobywanie barw i refleksów świetlnych. Poniżej pierwszy efekt, oddający z fotograficznego punktu widzenia to co zarejestrował mój aparatotelefon, chociaż nadal daleki od tego co widział mój umysł.


Prawdopodobnie standardowe aparaty w tym miejscu same by dokonały stosownych standardowych korekt doprowadzających obraz do najczęstszych upodobań użytkowników, ale jednak jest to opcja sprowadzająca się do wyboru "coś za coś", kontrast za utratę barw, barwy za rozmycie obrazu, itd., itp., ... Ja jednak postanowiłem inaczej. Wrzuciłem więc zdjęcie (jeszcze zdjęcie!) na piksele i zaczęło się kolejne malowanie penem. Nie chcąc zanudzać kolejnymi etapami obróbki graficznej na poniższym obrazie
przedstawiam to co się działo później. Jak zwykle najtrudniejszym zadaniem okazał się wybór tego "najlepszego" obrazu, ja wybrałem ten poniżej.



Weryfikacji i oceny dokonywaliśmy wspólnie z obserwatorami moich zmagań. Poza moją wersją uznanie zdobyły 4 inne! Była opcja czarno biała, czarno biała z minimalnym podbarwianiem, wersja kolorowa, i kolorowa zamglona. Jak widać nie tylko aparat potrafi własnym oprogramowaniem zmieniać barwy i kształty obiektów na wykonanych przez nas zdjęciach. Na szczęście nadal tylko człowiek potrafi uzupełniać w świecie wirtualnym to czego aparat nie widzi swoim okiem w świecie rzeczywistym. Ale nie cieszmy się, nauka, technika i technologia coraz śmielej kroczą naprzód, my raczej pozostajemy w tyle. Pozostaje nam tylko wyobraźnia i improwizacja, ale na jak długo? ;)
.

wtorek, 28 lipca 2015

Oko Opatrzności - pożegnanie z chmurami












O chmurach miało już nie być postów, ale jak przestać skoro za oknem aura płata takie figle? W środku lata na niebie pojawiły się dość dziwne chmury z których po chwili spadł grad.
















Następnego dnia poranek był niezwykle krwawy






















Poranki zdarzają się różne, ten wyglądał dość niepokojąco.











.
Kolejne dwa dni (zdjęcie górne i dolne) przyniosły jednak odprężenie















Chmury także bywają różne. Te powstały w wyniku dwóch ogromnych pożarów jakie nawiedziły ostatnio Łódź. To jest widok pożaru w Pabianicach, odległość ok. 30 km.

































To pożar sprzed kilkunastu godzin. Kilkadziesiąt metrów za widocznym wieżowcem płonie zakład przetwórstwa tworzyw sztucznych. Dym rozciągnął się nad miastem na długości ponad 20 km.











A to inne ujęcie tego samego pożaru.



















Ofiar nie było. Nad wszystkim czuwało "Oko Opatrzności". Zdjęcie, robione komórką, jest niewyraźne, zamglone i lekko poruszone, nie było jednak czasu na wyciągnięcie aparatu, za oknem padał gęsty deszcz, a oko opatrzności ukazało się tylko na kilkadziesiąt sekund.
.



środa, 1 lipca 2015

Modelki w środowisku

Na jednym z egzaminów kwalifikacyjnych jakie odbyły się w lutym tego roku, grafikom komputerowym zadano prosty temat: Na podstawie własnego portfolio utworzyć obraz składający się z min. 3 elementów innych obrazów (w tym jeden nadający się do t.zw. "blue screen"). Czas - 40 minut. Wyszło to co powyżej. Niestety zabrakło czasu na wygładzenie konturów (prawa pierś i biodro), a komisja w takim stanie pracy nie zaliczyła.


Kolejne zadanie to: W ciągu 30 min. z dowolnego zdjęcia wyciąć podświetlany obraz. Przeznaczenie - gry komputerowe.


Podobnie potoczyło się z drugą pracą (obraz wyżej "1136 f1"). Tutaj chodziło o przekształcenie obrazu/zdjęcia na obraz nadający się do drukowania w 3D (symulacja obrazu olejnego). Czas - 30 minut. Ćwiczenia też nie zaliczyłem, ale jako jednemu z kilku (na ponad 60 osób) zdających, mój obraz wydrukował się bezbłędnie.











W ostatnich dwóch zadaniach ("1136 n1", i zdjęcie obok) decydowała kolorystyka, która powinna być odstraszająca. Czas wykonania 2x15 minut. Przeznaczenie - komiksy SF. Tutaj poległem na niezrozumieniu tematu.












Z egzaminu wyszedłem rozczarowany, głównie dlatego, że zabrakło czasu do dokładnego wykończenia grafiki. Po za tym na sali byłem jednym z najstarszych (wice lider) grafików. Tym bardziej mile zaskoczył mnie telefon na początku czerwca zapraszający na rozmowę kwalifikacyjną. Okazało się, że egzaminu nie zdałem (tego akurat się spodziewałem), ale firma chętnie by mnie zatrudniła na stanowisku HR, bo dokładnie prześledziła moje CV. No i tak zakończyła się moja kariera grafika komputerowego. Ale co tam, ważne, że wydrukowany obraz "1136 f7" sprzedał się za całe 46 zł., z czego ok. 30 zł. trafi do mojej kieszeni. Na pocieszenie przypominam sobie jak w 1993 r. wygrałem konkurs na szefa kadr (wtedy jeszcze nie było HR-owców) w elitarnej łódzkiej firmie. Jednak już po kilku tygodniach dyrektor stwierdził, że kadrowców może mieć na pęczki, ale woli elektronika, który jest informatykiem. No i jak tu budować karierę zawodową?
.

niedziela, 21 grudnia 2014

Jak to z drzewami bywa ...

Jakiś czas temu na blogu Akwamaryny (http://my-time-akwamaryna.blogspot.com/) pojawiło się frapujące zdjęcie drzewa, wykonane nietypowo, bo "pod światło"
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjPgxN6swIQZ3bzQhBvZfXRtntja3C0NMtBg0te9iBOIetu_EmX8vf8kZC7aZeMi6_T5QYPTaodc8sKIJLR6BfIrF9bP3R9IiNXV2RBjYoCJXOo-A4bxCMILpva6-qGuX76SwgYi1Zs43M/s1600/akwa+krajobraz.jpg

Gdy, za zgodą autorki, opublikowałem je na swoim blogu, zaczęła się dyskusja. Kilka dni temu drzewo Akwamaryny ponownie pojawiło się także na blogu w formie wspaniałej "szpachelki".
http://witrazezcukru.blogspot.com/2014/12/swieze-bueczki.html#comment-form

http://2.bp.blogspot.com/-UxXo9dB3WMQ/VIMWpiDH9OI/AAAAAAAABwI/plsiK-AlNLw/s1600/JD600203.JPG




No cóż olejem też lubię się bawić, jednak w dobie grafiki komputerowej chciałbym zaprezentować możliwości kilku prostych programów graficznych. Zaczynamy więc od początku. Na obrazie obok, podobnie jak w przypadku obrazów olejnych, zaznaczamy kontury obrazu, i malujemy tło.










Teraz wybieramy pędzel jakim będziemy malować liście, i krzewy (na obrazie obok punkty 1-4). Od wyboru pędzla zależeć będzie to, czy nasz obraz będzie "wykonany" w oleju, nakładany szpachelką, malowany akwarelą, czy rysowany ołówkiem. Ja wybrałem olej.








Przy nakładaniu mokrej farby na mokry podkład następuje dyfuzja, czyli t.zw. przenikanie barw. W grafice efekt taki można uzyskać np. zmiękczaniem obrazu. Dla porównania w kole zakreślonym na czerwono przekopiowałem fragment oryginału zdjęcia. Wybór zdecydowanie padł na korzyść zmiękczonego obrazu.










Liście krzewu /paproci i kłosów trawy (zaznaczone czerwonymi obwódkami) wymagały innego pędzla, co wymusiło kilka prób.










Teraz możemy uzupełnić resztę listowia w prawej górnej części obrazu, wykończyć korę obu gałęzi drzewa, i prowizorycznie zaznaczyć kłosy trawy.









Oryginalny obraz Akwamaryny i Maradag składa się z barw jasnych i ciepłych, ja zaryzykowałem użycie bardziej zimnych barw, co sprawiło, że obraz stał się bardziej ponury (tajemniczy?). I chociaż w grafice komputerowej przejście z barw jasnych do ciemnych odbywa się głównie za pomocą jednego kliknięcia, to jednak program programem, a człowiek człowiekiem. Konieczne były drobne poprawki.






Obraz jest już prawie "gotowy" ... do poprawienia go w całości i w szczegółach. Wykonanie w formie graficznej zajęło ok. 2 godzin. Wnioski jakie wyciągnąłem z malowania tego obrazu na podstawie zdjęcia nie są jednak zachęcające. Trzy obrazy, czyli zdjęcie, szpachelkowanie, i grafika komputerowa to wynik wyłącznie osobistych wrażeń ich autorów. Każda z osób widziała ten obraz inaczej, i nawet Akwamaryna kierująca obiektyw na drzewo, przyznała, że wahała się czy opublikować to - jej zdaniem nieudane - zdjęcie.


Oczywiście głównym problemem, przewidywanym w zasadzie od samego początku, jest oddanie refleksów świateł prześwitujących przez gałęzie drzewa, i feerii tych barw. Jest to zawsze najtrudniejsze zadanie, bo wszystko zależy od wrażeń osobistych. Wypada więc cieszyć się, że wrażenia te okazały się wspólnymi.