Prawie 20 lat temu uznałem, że skoro w zakresie fotografii "już zjadłem wszystkie rozumy" to warto się przerzucić na grafikę komputerową, a fotografię potraktować tylko jako materiał poglądowy. To dlatego na tym blogu staram się omawiać najważniejsze błędy jakie spotykane są w dziedzinie fotografii amatorskiej zarówno mojej, jak i zaprzyjaźnionych blogerów. I tak w ten sposób dotarłem do naszego rodaka, który postanowił osiedlić się w Ekwadorze, a swoje miejsce utrwala obiektywem. To jest ten blog:
https://widzianezekwadoru.wordpress.com/?wref=bif
I to zdjęcie a1:
Oczywiście od razu rzuca się w oczy niesłychana kolorystyka przyrody. Czyste (mam nadzieję) jeszcze powietrze i nieskażona na wysokości ok. 3000 m. fauna i flora zachęcają do utrwalania tego w obiektywie aparatu fotograficznego. Z racji swojego skrzywienia zawodowego, polegającego na wychwytywaniu błędów, w pierwszej chwili zwróciłem uwagę na brak "pionizacji". To bardzo ważna umiejętność fotografa, czyli nie tylko pewna ręka, ale i wyczucie gdzie pion, a gdzie poziom. Po uzyskaniu zgody autora zająłem się więc poprawianiem jego zdjęcia.
Metoda podobna jak np. ta z maja ub.r.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2017/05/wrazenia-optyczne.html#comment-form
Nie będę już powtarzał wszystkich czynnośc, bo można je ewentualnie przećwiczyć na w.wym. linku. A więc: Oryginalne zdjęcie naszego Ekwadorczyka Marka wygląda tak jak wyżej na zdjęciu a1. Pełna egzotyka, nastrojowość i soczysta kolorystyka pomimo dużego zachmurzenia. Coś jednak nie pasuje, bo przecież młode przydrożne drzewko z prawej strony, nawet pomimo wiatrów górskich, nie powinno rosnąć z takim nachyleniem, kołki przydrożne też nie powinny być pochylone ... Odpowiedzią stało się pnącze opadające z góry. Tu już nie było wątpliwości, pnącze jak murarski pion wskazywało kierunek.
Kilka prostych czynności jeszcze prostszym oprogramowaniu GIMP-a i wszystko wróciło do normy, czyli do pionu.
Oczywiście taka metoda radykalnie zmniejsza powierzchnię obrazu, ale przecież można to uzupełnić. GIMP-em robi się to np. tak:
Jest to jednak długa i żmudna praca, aby potem przekopiować/przerysować odpowiednie fragmenty.
Można też znacznie szybciej wykonać to w innej aplikacji symulującej efekty malarskie - nie będę jednak reklamował produktów za darmo. Mamy więc gotowe spionizowane zdjęcie a4 z uzupełnionymi brakami:
Ale efekt końcowy jakby zginął, nie ma już tego wrażenia "górskości", i to nie byle jakiej, bo z wysokości ok. 3000 m. Jest to chyba dość przekonujący przykład, że nie zawsze wszystko co poprawne jest lepsze od tego co stworzone z błędem. A może to jest sztuka? No cóż - jak chwalił się nasz prezydent - ja też się uczę, uczę, i uczę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotomontaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotomontaż. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 czerwca 2019
środa, 10 października 2018
Wyobraźnia bez granic
Zanim jeszcze pojawiła się teoria kwantowa dopuszczająca istnienie wielu światów równoległych fizycy XVII i XVIII wieku udowodnili, że nasze zmysły nie są na tyle doskonałe, aby rejestrować i przetwarzać wszystkie zewnętrzne bodźce. A więc to co widzimy i słyszymy to tylko wąski wycinek tego co się wokół nas dzieje. Mało tego, ludzkie zmysły dotyku, węchu, i smaku rejestrują bodźce w zakresie znacznie węższym od zmysłów posiadanych przez zwierzęta. Potrafimy określić np. temperaturę, ale tylko w granicach od -10 do + 60 st. C' Także nasz próg wrażliwości na dotyk i węch działa do czasu, gdy natężenie nie przekracza określonego poziomu. Czy w takim razie otaczający nas świat jest jednakowy dla wszystkich form życia? Dlaczego np. zwykły gołąb potrafi wykryć raka nawet z 99-procentową skutecznością, czyli znacznie przekraczającą umiejętności lekarza rentgenologa?!
https://portal.abczdrowie.pl/niezwykle-umiejetnosci-golebi
Skoro już wiemy, że nasze zmysły płatają nam figle, proponuję zerknąć na dalsze obrazy przedstawiające fragmenty dwóch dywanów produkowanych według motywów zaczerpniętych z krajów islamskich. Jak wiadomo w sztuce romańskiej nie dopuszcza się możliwości używania postaci ludzkich i zwierzęcych. No i właśnie. Czy we fragmencie dywanu na obrazie obok można dopatrzyć się rysunku dwóch głów psich?
W tym momencie prawie każdy odpowie negatywnie. Zaznaczam więc kolorem pomarańczowym odpowiedni fragment.
Cienką kreską do głowy wyobrażonego przeze mnie psa dorysowuję resztę postaci, to może być np. mały York.
Podobnie jest z drugim psem. Oba obrazy psów lepiej dostrzegane są w pewnym oddaleniu od ekranu.
W innym fragmencie dywanu (obok) daje się zauważyć twarz grubej kobiety (podobnej do złej czarownicy z bajek W. Disney'a). To jest ten fragment. Tutaj będzie większy problem, bo ornamentyka powoduje duże utrudnienie.
Wymazuję więc niepotrzebne fragmenty

I pozostawiam samą twarz.
Teraz dorysowuję resztę ... i mamy złą czarownicę.
Jeżeli nie udało się zobaczyć na oryginalnych fragmentach dywanów psów i kobiety to proszę się nie martwić. Wyobraźnia płata nam figle, ale na ogół są one bardzo przyjemne. Ja od kilku lat na czarno białym dywanie (to jest "dywanik" mojego szefa na którym bywałem kilka razy w tygodniu w charakterze doradcy) widziałem jeszcze, jak żywego, Azję Tuhajbejowicza z filmu "Potop", ale nie zapamiętałem w którym miejscu. Natomiast dywan po przemeblowaniu zmienił swoje położenie i Azji już nie mogę znaleźć. Może więc Czytelnicy pomogą?
Surfując po Internecie natknąłem się na niezwykle ciekawy blog:
https://narysunku.wordpress.com/?wref=bif
autorki, która skromnie pisze o sobie: "... Nie umiem rysować, ale wcale mi to nie przeszkadza w rysowaniu! ..." Kobietom z reguły nie wierzę, chociaż czasem ufam, więc w tym przypadku przejrzałem blog i stwierdzam, że nad każdym rysunkiem warto się pochylić i zastanowić, bo to sztuka niebywała, a każdy rysunek wnosi nieprawdopodobnie interesujące treści, i budzi wiele skojarzeń.
Jeden z rysunków autorki (link poniżej) nawiązał do moich "dywanowych" skojarzeń i zainicjował powstanie tego postu. Za zgodą autorki pozwolę sobie zalinkować adres:
https://narysunku.wordpress.com/2018/09/23/nietoperz-bat/
Na drewnianej desce widać kształt/zarys, wyobrażający wiszącego nietoperza. Z tego autorka stworzyła rysunek, który po odwróceniu "do góry nogami" wydał się jej małym misiem. Wyobrażenia te zostały przeniesione na kartkę i tak powstały dwa rysunki nietoperza i misia.
Przejrzałem pozostałe rysunki i - jak dla mnie - przebojem jest rysunek "gołębia na wojnie", który ukazuje mistrzowskie władanie ołówkiem:

https://narysunku.files.wordpress.com/2017/02/golab.jpg?w=420&h=403
Kilka kresek, parę kropek, a efekt niesamowity, wywołujący wiele emocji i wyrażający właściwie wszystko co złego i dobrego można powiedzieć o gołębiu na wojnie.
https://portal.abczdrowie.pl/niezwykle-umiejetnosci-golebi
Skoro już wiemy, że nasze zmysły płatają nam figle, proponuję zerknąć na dalsze obrazy przedstawiające fragmenty dwóch dywanów produkowanych według motywów zaczerpniętych z krajów islamskich. Jak wiadomo w sztuce romańskiej nie dopuszcza się możliwości używania postaci ludzkich i zwierzęcych. No i właśnie. Czy we fragmencie dywanu na obrazie obok można dopatrzyć się rysunku dwóch głów psich?
W tym momencie prawie każdy odpowie negatywnie. Zaznaczam więc kolorem pomarańczowym odpowiedni fragment.
Cienką kreską do głowy wyobrażonego przeze mnie psa dorysowuję resztę postaci, to może być np. mały York.
Podobnie jest z drugim psem. Oba obrazy psów lepiej dostrzegane są w pewnym oddaleniu od ekranu.
W innym fragmencie dywanu (obok) daje się zauważyć twarz grubej kobiety (podobnej do złej czarownicy z bajek W. Disney'a). To jest ten fragment. Tutaj będzie większy problem, bo ornamentyka powoduje duże utrudnienie.
Wymazuję więc niepotrzebne fragmenty

I pozostawiam samą twarz.
Teraz dorysowuję resztę ... i mamy złą czarownicę.
Jeżeli nie udało się zobaczyć na oryginalnych fragmentach dywanów psów i kobiety to proszę się nie martwić. Wyobraźnia płata nam figle, ale na ogół są one bardzo przyjemne. Ja od kilku lat na czarno białym dywanie (to jest "dywanik" mojego szefa na którym bywałem kilka razy w tygodniu w charakterze doradcy) widziałem jeszcze, jak żywego, Azję Tuhajbejowicza z filmu "Potop", ale nie zapamiętałem w którym miejscu. Natomiast dywan po przemeblowaniu zmienił swoje położenie i Azji już nie mogę znaleźć. Może więc Czytelnicy pomogą?
Surfując po Internecie natknąłem się na niezwykle ciekawy blog:
https://narysunku.wordpress.com/?wref=bif
autorki, która skromnie pisze o sobie: "... Nie umiem rysować, ale wcale mi to nie przeszkadza w rysowaniu! ..." Kobietom z reguły nie wierzę, chociaż czasem ufam, więc w tym przypadku przejrzałem blog i stwierdzam, że nad każdym rysunkiem warto się pochylić i zastanowić, bo to sztuka niebywała, a każdy rysunek wnosi nieprawdopodobnie interesujące treści, i budzi wiele skojarzeń.
Jeden z rysunków autorki (link poniżej) nawiązał do moich "dywanowych" skojarzeń i zainicjował powstanie tego postu. Za zgodą autorki pozwolę sobie zalinkować adres:
https://narysunku.wordpress.com/2018/09/23/nietoperz-bat/
Na drewnianej desce widać kształt/zarys, wyobrażający wiszącego nietoperza. Z tego autorka stworzyła rysunek, który po odwróceniu "do góry nogami" wydał się jej małym misiem. Wyobrażenia te zostały przeniesione na kartkę i tak powstały dwa rysunki nietoperza i misia.
Przejrzałem pozostałe rysunki i - jak dla mnie - przebojem jest rysunek "gołębia na wojnie", który ukazuje mistrzowskie władanie ołówkiem:

https://narysunku.files.wordpress.com/2017/02/golab.jpg?w=420&h=403
Kilka kresek, parę kropek, a efekt niesamowity, wywołujący wiele emocji i wyrażający właściwie wszystko co złego i dobrego można powiedzieć o gołębiu na wojnie.
sobota, 2 grudnia 2017
Zaczarowany ogród cz. 4. Rodzinny dom.
W poście z
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
pokazałem jak, bazując na własnych wspomnieniach, i nieudanych czarno białych zdjęciach, można wykreować zaczarowany świat dzieciństwa. Zdjęcia z linku j.w. były w miarę proste, bo z bezbarwnych konturów znanego mi ogrodu wyciągałem te fragmenty, które normalnie niczym się nie wyróżniały dla osób postronnych. Ale co zrobić, gdy mamy tylko fragment znanego nam obrazu z dzieciństwa, a wyobraźnia podsuwa dalsze plany? To właśnie chciałbym pokazać w tym poście. Na początek zaczniemy jednak od końca.
Ten wirtualny obraz, zdjęcie 1469 a5 end powyżej, wykreował się w moich wspomnieniach dopiero kilka lat temu, czyli ok. 2014 r., gdy odnalazłem stare negatywy zdjęć nigdy nie wywołanych. Zdjęcia technicznie były nieudane i słabej jakości, na szczęście nie zostały wyrzucone i jako makulatura (z błon totograficznych robiono np. wspaniałe zakładki do książek, ramki do zdjęć, itp.) przetrwały ponad 70 lat. Podstawą wykonania grafiki stało się właśnie jedno z takich zdjęć 1469 a1 prezentowane poniżej:
Plac do połowy XIX w. należał do łódzkich tkaczy. Obok domu płynął mały strumyk, chociaż należy podejrzewać, że był to raczej sztucznie wykopany kanał, w którym ówcześni włókiennicy przerabiali len na tkaniny. Mały 3 izbowy domek, prawdopodobnie z inną architekturą, dla zabezpieczenia przed wiosenno jesiennymi wylewami rzek wybudowany był na niewielkim sztucznie podniesionym terenie, co uwydatniło się na zdjęciu sprowadzonym do pionu. Widać to na zdjęciu nr 1469 a2 poniżej:
Bazowe zdjęcie 1469 a1 zostało wykonane w 1945 r. tuż po odzyskaniu wolności. Mnie jeszcze wtedy nie było ani na świecie, ani w planach, rodzice pobrali się dwa lata później, ja przyszedłem na świat w końcu grudnia 1950 r. Pierwsze migawki z tego okresu zawsze kojarzyły mi się z domem otoczonym krzewami i drzewami, oraz terenem za domem, gdzie nie wolno było mi wchodzić. Nic dziwnego więc, że taki obraz "gołego domu" rozpalił wyobraźnię. Dodajemy więc perspektywę i powoli wyłaniają się kontury całego, już raczej wirtualnego (?), budynku. To zdjęcie nr 1469 a3 poniżej:
Pozostaje tylko usunięcie postaci dobrze mi znanych wujków, cioć, i ojca (bo przecież chodzi tylko o wizerunek domu z zaczarowanego ogrodu), wrzucenie próbnych kolorów, przyjęcie jednego z motywów obrazów, który nie gryzie się z własną wyobraźnią, i mamy wersję próbną jak na zdjęciu poniżej nr 1469 a4.
Celowo pozostawiam niedokończone partie rysunku, aby pokazać w jaki sposób można to zrobić najprościej.
Do bryły gotowego już domu dodaję jeszcze młodą brzoskwinię i obok starszą renklodę - te drzewa zachowały się na innych zdjęciach publikowanych wcześniej. Z prawej strony powinna być wczesna czereśnia, ale z braku laku ... Sposobu dodawania/wkopiowywania obrazów nie będę opisywał, bo to już robiłem we wcześniejszych postach. Czarno biały obraz koloruję jednym z najprostszych programów GIMPem, i mamy obraz 1469 a5 end, zamieszczony na wstępie postu i poniżej:
I teraz mam pytanie: Co byście Drodzy Czytelnicy zrobili, gdyby nagle ktoś wam pokazał wasze ulubione zabawki z dzieciństwa? Gdyby nagle na zdjęciach pojawił się ulubiony miś z naderwanymi uszami, wyszczerbiony motylek na drewnianych kółkach, plastikowa pęknięta lalka, czy pierwszy pistolet na wodę? Pewnie nic byście nie zrobili, bo rzadko kiedy takie wspomnienia się materializują, a jeszcze rzadziej zachowują się na starych rodzinnych zdjęciach.
.
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
pokazałem jak, bazując na własnych wspomnieniach, i nieudanych czarno białych zdjęciach, można wykreować zaczarowany świat dzieciństwa. Zdjęcia z linku j.w. były w miarę proste, bo z bezbarwnych konturów znanego mi ogrodu wyciągałem te fragmenty, które normalnie niczym się nie wyróżniały dla osób postronnych. Ale co zrobić, gdy mamy tylko fragment znanego nam obrazu z dzieciństwa, a wyobraźnia podsuwa dalsze plany? To właśnie chciałbym pokazać w tym poście. Na początek zaczniemy jednak od końca.
Ten wirtualny obraz, zdjęcie 1469 a5 end powyżej, wykreował się w moich wspomnieniach dopiero kilka lat temu, czyli ok. 2014 r., gdy odnalazłem stare negatywy zdjęć nigdy nie wywołanych. Zdjęcia technicznie były nieudane i słabej jakości, na szczęście nie zostały wyrzucone i jako makulatura (z błon totograficznych robiono np. wspaniałe zakładki do książek, ramki do zdjęć, itp.) przetrwały ponad 70 lat. Podstawą wykonania grafiki stało się właśnie jedno z takich zdjęć 1469 a1 prezentowane poniżej:
Plac do połowy XIX w. należał do łódzkich tkaczy. Obok domu płynął mały strumyk, chociaż należy podejrzewać, że był to raczej sztucznie wykopany kanał, w którym ówcześni włókiennicy przerabiali len na tkaniny. Mały 3 izbowy domek, prawdopodobnie z inną architekturą, dla zabezpieczenia przed wiosenno jesiennymi wylewami rzek wybudowany był na niewielkim sztucznie podniesionym terenie, co uwydatniło się na zdjęciu sprowadzonym do pionu. Widać to na zdjęciu nr 1469 a2 poniżej:
Bazowe zdjęcie 1469 a1 zostało wykonane w 1945 r. tuż po odzyskaniu wolności. Mnie jeszcze wtedy nie było ani na świecie, ani w planach, rodzice pobrali się dwa lata później, ja przyszedłem na świat w końcu grudnia 1950 r. Pierwsze migawki z tego okresu zawsze kojarzyły mi się z domem otoczonym krzewami i drzewami, oraz terenem za domem, gdzie nie wolno było mi wchodzić. Nic dziwnego więc, że taki obraz "gołego domu" rozpalił wyobraźnię. Dodajemy więc perspektywę i powoli wyłaniają się kontury całego, już raczej wirtualnego (?), budynku. To zdjęcie nr 1469 a3 poniżej:
Pozostaje tylko usunięcie postaci dobrze mi znanych wujków, cioć, i ojca (bo przecież chodzi tylko o wizerunek domu z zaczarowanego ogrodu), wrzucenie próbnych kolorów, przyjęcie jednego z motywów obrazów, który nie gryzie się z własną wyobraźnią, i mamy wersję próbną jak na zdjęciu poniżej nr 1469 a4.
Celowo pozostawiam niedokończone partie rysunku, aby pokazać w jaki sposób można to zrobić najprościej.
Do bryły gotowego już domu dodaję jeszcze młodą brzoskwinię i obok starszą renklodę - te drzewa zachowały się na innych zdjęciach publikowanych wcześniej. Z prawej strony powinna być wczesna czereśnia, ale z braku laku ... Sposobu dodawania/wkopiowywania obrazów nie będę opisywał, bo to już robiłem we wcześniejszych postach. Czarno biały obraz koloruję jednym z najprostszych programów GIMPem, i mamy obraz 1469 a5 end, zamieszczony na wstępie postu i poniżej:
I teraz mam pytanie: Co byście Drodzy Czytelnicy zrobili, gdyby nagle ktoś wam pokazał wasze ulubione zabawki z dzieciństwa? Gdyby nagle na zdjęciach pojawił się ulubiony miś z naderwanymi uszami, wyszczerbiony motylek na drewnianych kółkach, plastikowa pęknięta lalka, czy pierwszy pistolet na wodę? Pewnie nic byście nie zrobili, bo rzadko kiedy takie wspomnienia się materializują, a jeszcze rzadziej zachowują się na starych rodzinnych zdjęciach.
.
wtorek, 8 sierpnia 2017
Jak "ugrade'ować" nasz aparat? Czyli uruchamiamy GIMP-a
Ten temat miał się pojawić dopiero "za kilka postów", ale było życzenie, aby wcześniej, więc jest. To zdarza się nawet najlepszym fotografom. Chcieliśmy zrobić dobre zdjęcie, ale na wyciągnięcie tego lepszego aparatu nie mieliśmy czasu, albo ... kasy. Tutaj więc pokażę jak ze zdjęcia zrobionego aparatem "mordoobrazkowym" albo inaczej t.zw. "małpką" zrobić zdjęcie prawie profesjonalne. Jako, że od dawna nie chce mi się robić zdjęć, posłużę się zdjęciem zaprzyjaźnionej blogerki, która - na razie - mi to wspaniałomyślnie wybacza. Zdjęcie "a1" poniżej jest obrazem podstawowym, który zostanie poddany obróbce graficznej. Niepełnej oczywiście.
Zaczynamy od pobrania prostego programu do obróbki graficznej, ja proponuję GIMP-a, ponieważ jest on "widziany i czytany" na wszystkich kontynentach, OS-ach i przeglądarkach. Pobieramy aplikację ze strony producenta. I tutaj drobna uwaga. Obecnie producent proponuje wersję od 2.8xxx w góre, ja proponuję pobranie nie wyższej niż 2.6xxx, czyli takiej, która już nie będzie aktualizowana i zostanie na naszym komputerze na wieki wieków. To może być np. wersja "GIMP a1" jak niżej.
Zdjęcie a1, z przyczyn opisanych wyżej, otwieramy w prostej aplikacji PAINT-a, poszerzamy marginesy (ważne!), kopiujemy (zaznacz wszystko) i wklejamy do GIMP-a, tak jak niżej:
Teraz uruchamiamy narzędzie "perspektywa" i modelujemy obraz według uznania. Ja zrobiłem to tak, obraz "a3" jak niżej:.
Dalsze operacje, przedstawione na poniższych zdjęciach a5-a8,

to już tylko wycinanki, wklejanki i sklejanki, którymi, za pomocą PAINT-a, można się bawić do oporu, tak jak nam dusza zagra. Jako były jurysta wielu wystaw fotograficznych przestrzegam jednak przez zbytnim szaleństwem, bo w fazie kwalifikacyjnej można się nie prześlizgnąć przez sito. Fachowcy zresztą wiedzą, że nawet ruszenie jednego piksela na zdjęciu wykrywają już nawet automaty.
Mamy więc poGIMP-owską wersję na zdjęciu "a9" poniżej:
Celowo pozostawiłem braki, które można uzupełnić GIMP-em, np. za pomocą narzędzia "Rozsmarowywanie"
Oczywiście rozsmarowywanie można ułatwić sobie wklejaniem małych fragmencików, można też inaczej, ale o tym - jak zwykle - przy kolejnym spotkaniu. Moja końcowa wersja wygląda więc tak jak zdjęciu "a10" niżej:
PS. Jak zwykle korzystałem z bardzo interesującej strony sympatycznej blogerki:
http://koszyk-bet.blogspot.com/
Zaczynamy od pobrania prostego programu do obróbki graficznej, ja proponuję GIMP-a, ponieważ jest on "widziany i czytany" na wszystkich kontynentach, OS-ach i przeglądarkach. Pobieramy aplikację ze strony producenta. I tutaj drobna uwaga. Obecnie producent proponuje wersję od 2.8xxx w góre, ja proponuję pobranie nie wyższej niż 2.6xxx, czyli takiej, która już nie będzie aktualizowana i zostanie na naszym komputerze na wieki wieków. To może być np. wersja "GIMP a1" jak niżej.
Zdjęcie a1, z przyczyn opisanych wyżej, otwieramy w prostej aplikacji PAINT-a, poszerzamy marginesy (ważne!), kopiujemy (zaznacz wszystko) i wklejamy do GIMP-a, tak jak niżej:
Teraz uruchamiamy narzędzie "perspektywa" i modelujemy obraz według uznania. Ja zrobiłem to tak, obraz "a3" jak niżej:.
Dalsze operacje, przedstawione na poniższych zdjęciach a5-a8,

to już tylko wycinanki, wklejanki i sklejanki, którymi, za pomocą PAINT-a, można się bawić do oporu, tak jak nam dusza zagra. Jako były jurysta wielu wystaw fotograficznych przestrzegam jednak przez zbytnim szaleństwem, bo w fazie kwalifikacyjnej można się nie prześlizgnąć przez sito. Fachowcy zresztą wiedzą, że nawet ruszenie jednego piksela na zdjęciu wykrywają już nawet automaty.
Mamy więc poGIMP-owską wersję na zdjęciu "a9" poniżej:
Celowo pozostawiłem braki, które można uzupełnić GIMP-em, np. za pomocą narzędzia "Rozsmarowywanie"
Oczywiście rozsmarowywanie można ułatwić sobie wklejaniem małych fragmencików, można też inaczej, ale o tym - jak zwykle - przy kolejnym spotkaniu. Moja końcowa wersja wygląda więc tak jak zdjęciu "a10" niżej:
PS. Jak zwykle korzystałem z bardzo interesującej strony sympatycznej blogerki:
http://koszyk-bet.blogspot.com/
czwartek, 9 lutego 2017
Ogniskowa i kąt obiektywu. Fisheye (rybie oko) - mity i fakty
W połowie lat 90' ub.w. udało mi się nabyć starą przenośną kamerę TV ze wspaniałym obiektywem o zmiennej ogniskowej od 3,6 mm do 180 mm, o której wiedziałem tyle, że dawało się z niej wymontować cały układ zmiennej optyki. W połączeniu z cyfrowym aparatem uzyskałem całkiem niezły sprzęt fotograficzny dający zupełnie nowe możliwości fotografowania. No i właśnie. Co zatem kryje się za tymi "nowymi możliwościami", o których nie wspominają nawet najpoważniejsze źródła traktujące o fotografii?
Nie szukając daleko można się natknąć w sieci na pobieżne informacje traktujące dość oszczędnie problem zmiennej ogniskowej. Zerknijmy np. na ten obrazek, opublikowany w sieci.
Nieco inaczej, i nieco lepiej działanie "fisheye" opisał i zilustrował autor zdjęcia poniżej:
O zasadach rządzących w świecie szerokokątnej optyki przekonałem się już w latach 70' ub.w., gdy przyszło mi wykonać reklamowe zdjęcie krosien i przędzarek produkowanych w Polsce. Mogłem wykonać tylko dwa zdjęcia na których powinno znaleźć się jak najwięcej ważnych szczegółów maszyn. Niestety, tak jak wówczas, tak i obecnie nawet w najpoważniejszych poradnikach nie znalazłem omówienia tego tematu. Prawie 50 lat temu problem rozwiązałem stosując dostępne wówczas obiektywy wymienne. Obecnie jednak nadal nie widzę tekstów omawiających teoretycznie i wyjaśniających istotne niuanse i cechy zmiennej optyki.
A więc zakasałem rękawy, i do roboty! Zdjęcie a3 obok, to zdjęcie "bazowe" wykonane standardowym obiektywem 35 mm (dla potrzeb porównawczych zostało skadrowane i oznaczone dalej jako a2). Odległość aparatu od fotografowanego budzika wyniosła tutaj ok. 1,2-1,5 m. Warto zwrócić uwagę na długość zwisającego ze stołu obrusa, która w rzeczywistości wynosi ok. 40 cm. To ważne, bo na zdjęciu a1, wykonanym obiektywem "fisheye" ten fragment obrusa jest także widoczny, ale już tylko w postaci winietowanego marginesu (n.b. stół z kwadratowego "zrobił się" okrągły"!).
Zdjęcie a2 z prawej strony to, tak jak wspomniałem wcześniej, skadrowany, czyli odpowiednio przycięty obraz tak, aby można było porównać go z następnym zdjęciem.
Zdjęcie a1 (gorsza jakość, bo nie chciało mi się rozkalibrowywać aparatu przy wymianie optyki) wykonałem obiektywem o zmiennej optyce. W danym przypadku było to ok. 6,1 mm, a więc obiektyw z kątem widzenia ok. 192 st., "widział" jakby lekko do tyłu. Odległość aparatu od fotografowanego budzika zmniejszyłem ok. 4-5 krotnie, do ok. 30 cm. Pomiędzy jednym zdjęciem, a drugim upłynęło ok. 10 sekund (dlatego nie robiłem kalibracji), co jest widoczne na budziku. Nie budzik jest jednak przedmiotem rozważania.
Teraz bowiem można pokusić się o ocenę eksperymentu. Obiektyw standardowy (a3 i a2) oddaje prawidłową perspektywę, ale nakrętki od butelek są prawie niewidoczne, albo widać tylko ich część. Obiektyw szerokokątny (a1) wprawdzie łamie perspektywę, zniekształcając krawędzie, ale jednocześnie ukazuje nakrętki, niektóre w całości i z widokiem dna! Warto jeszcze zwrócić uwagę na to jak obiektyw szerokokątny "widzi" do tyłu, rejestrując zwisającą część obrusa.
Analogicznie wygląda sytuacja fotografowanych książek wysuniętych maksymalnie do przodu, na zdjęciu a5 obok wykonanym standardowym obiektywem widać tylko grzbiety książek. Odległość aparat - książki ok. 1,5 m.
Obiektyw "fisheye", zdj, a4 po lewej wykonane z odległości 15-20 cm, rejestruje także okładki na skrajnych książkach. Jakie to ma zastosowanie w fotografii? Otóż dla zwykłych pstrykaczy jest to tylko ciekawy gadżet, dla nieco bardziej ambitnych fotografów obiektywy "fisheye" są raczej nieprzydatne. Nie na tym jednak kończy się zastosowanie zmiennej optyki. Wyspecjalizowane firmy fotograficzne, np. działy Google, lub monitorujące np. NASA, nie mogą się już obejść bez optyki zmiennej.
Tam, gdzie w grę wchodzi np. wykrywanie ruchu, obiektywy szerokokątne stają się niezastąpione, a ich cena nierzadko przekracza cenę wysokiej klasy samochodu osobowego. Dla ich oceny proponuję obejrzenie dwóch ciekawych filmików i jedną z wielu - niestety - opinii n.t. tego sprzętu.
https://youtu.be/RRxUc22xfyE
https://www.youtube.com/watch?v=Aw0i_I2TaAM
http://www.spidersweb.pl/2014/11/nikkor-6mm.html
Nie szukając daleko można się natknąć w sieci na pobieżne informacje traktujące dość oszczędnie problem zmiennej ogniskowej. Zerknijmy np. na ten obrazek, opublikowany w sieci.
pobrano ze strony: http://www.fotografia.kopernet.org/obiektywy.html
Autor białymi ramkami zaznacza teoretyczne pole widzenia obiektywów o różnej ogniskowej. To jednak nie uwzględnia kąta widzenia obiektywu, co jest chyba najważniejszym atrybutem. A problem wygląda następująco: Gdybyśmy z aparatem o ogniskowej 34 mm zbliżyli się do obiektu na zdjęciu tak, aby pole widzenia pokryło się z ramką oznaczoną np. 100 mm (bo interesuje nas tylko ten fragment), to zauważylibyśmy bez trudu, że mamy przed sobą nieco inny obraz, bo nagle widzimy boczne ściany pałacu. Autor tego zdjęcia nie pofatygował się jednak na dokonanie takiego eksperymentu, wykonał jedno zdjęcie dorysował ramki i zamknął jeden temat związany z t.zw. polem obrazu.Nieco inaczej, i nieco lepiej działanie "fisheye" opisał i zilustrował autor zdjęcia poniżej:
pobrano ze strony: http://foto-nieobiektywny.blogspot.com/2015/04/jarosaw-brzezinski-test.html
Faktycznie na kolejnych zdjęciach widać, że fotografujący, nie mogąc dalej odsunąć się od fotografowanego obiektu, stosuje zmienną optykę. Proszę więc porównać jak w miarę zmian ogniskowej równocześnie zmienia się pole rejestrowanego obrazu, widać to np. po obrazach wiszących na ścianach, oraz przedmiotach (fotel, leżanka) znajdujących się bliżej obiektywu. Czy jednak jest to jedyna i najważniejsza cecha teleobiektywów i typu "fisheye"? Otóż nie. Inaczej bowiem wygląda fotograficzne zapisywanie obrazu, gdy fotografujący nie może zmienić swojej pozycji, i zupełnie inaczej, gdy wraz ze zmianą ogniskowej przybliża się lub oddala od fotografowanego obiektu.O zasadach rządzących w świecie szerokokątnej optyki przekonałem się już w latach 70' ub.w., gdy przyszło mi wykonać reklamowe zdjęcie krosien i przędzarek produkowanych w Polsce. Mogłem wykonać tylko dwa zdjęcia na których powinno znaleźć się jak najwięcej ważnych szczegółów maszyn. Niestety, tak jak wówczas, tak i obecnie nawet w najpoważniejszych poradnikach nie znalazłem omówienia tego tematu. Prawie 50 lat temu problem rozwiązałem stosując dostępne wówczas obiektywy wymienne. Obecnie jednak nadal nie widzę tekstów omawiających teoretycznie i wyjaśniających istotne niuanse i cechy zmiennej optyki.
A więc zakasałem rękawy, i do roboty! Zdjęcie a3 obok, to zdjęcie "bazowe" wykonane standardowym obiektywem 35 mm (dla potrzeb porównawczych zostało skadrowane i oznaczone dalej jako a2). Odległość aparatu od fotografowanego budzika wyniosła tutaj ok. 1,2-1,5 m. Warto zwrócić uwagę na długość zwisającego ze stołu obrusa, która w rzeczywistości wynosi ok. 40 cm. To ważne, bo na zdjęciu a1, wykonanym obiektywem "fisheye" ten fragment obrusa jest także widoczny, ale już tylko w postaci winietowanego marginesu (n.b. stół z kwadratowego "zrobił się" okrągły"!).
Zdjęcie a2 z prawej strony to, tak jak wspomniałem wcześniej, skadrowany, czyli odpowiednio przycięty obraz tak, aby można było porównać go z następnym zdjęciem.
Zdjęcie a1 (gorsza jakość, bo nie chciało mi się rozkalibrowywać aparatu przy wymianie optyki) wykonałem obiektywem o zmiennej optyce. W danym przypadku było to ok. 6,1 mm, a więc obiektyw z kątem widzenia ok. 192 st., "widział" jakby lekko do tyłu. Odległość aparatu od fotografowanego budzika zmniejszyłem ok. 4-5 krotnie, do ok. 30 cm. Pomiędzy jednym zdjęciem, a drugim upłynęło ok. 10 sekund (dlatego nie robiłem kalibracji), co jest widoczne na budziku. Nie budzik jest jednak przedmiotem rozważania.
Teraz bowiem można pokusić się o ocenę eksperymentu. Obiektyw standardowy (a3 i a2) oddaje prawidłową perspektywę, ale nakrętki od butelek są prawie niewidoczne, albo widać tylko ich część. Obiektyw szerokokątny (a1) wprawdzie łamie perspektywę, zniekształcając krawędzie, ale jednocześnie ukazuje nakrętki, niektóre w całości i z widokiem dna! Warto jeszcze zwrócić uwagę na to jak obiektyw szerokokątny "widzi" do tyłu, rejestrując zwisającą część obrusa.
Analogicznie wygląda sytuacja fotografowanych książek wysuniętych maksymalnie do przodu, na zdjęciu a5 obok wykonanym standardowym obiektywem widać tylko grzbiety książek. Odległość aparat - książki ok. 1,5 m.
Obiektyw "fisheye", zdj, a4 po lewej wykonane z odległości 15-20 cm, rejestruje także okładki na skrajnych książkach. Jakie to ma zastosowanie w fotografii? Otóż dla zwykłych pstrykaczy jest to tylko ciekawy gadżet, dla nieco bardziej ambitnych fotografów obiektywy "fisheye" są raczej nieprzydatne. Nie na tym jednak kończy się zastosowanie zmiennej optyki. Wyspecjalizowane firmy fotograficzne, np. działy Google, lub monitorujące np. NASA, nie mogą się już obejść bez optyki zmiennej.
Tam, gdzie w grę wchodzi np. wykrywanie ruchu, obiektywy szerokokątne stają się niezastąpione, a ich cena nierzadko przekracza cenę wysokiej klasy samochodu osobowego. Dla ich oceny proponuję obejrzenie dwóch ciekawych filmików i jedną z wielu - niestety - opinii n.t. tego sprzętu.
https://youtu.be/RRxUc22xfyE
https://www.youtube.com/watch?v=Aw0i_I2TaAM
http://www.spidersweb.pl/2014/11/nikkor-6mm.html
poniedziałek, 28 listopada 2016
Portrety cd. Robimy transseksa!
Dokładnie rok temu w poście j.n.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/11/goe-baby-czyli-knechci-markietanki-i.html
pokazałem jak z manekina można graficznymi metodami, i bez posługiwania się fotoszopowymi metodami, zrobić całkiem uroczą modelkę. Teraz chciałbym wrócić do historii fotografowania sprzed ponad 100 lat. Na początek pytanie: Czy ktoś wie co przedstawiają poniższe obrazki i do czego mogłymogą służyć?
Zapewne większość Czytelników interesujących się metodami i technikami stosowanymi przed wiekami pamięta, że były to proste narzędzia (wycinanki papierowe), możliwe do wykonania przez każdego, i ułatwiające wykonywanie zdjęć specjalnych, m.in. takich jak np. nagrobkowych, medalionowych, portretowych, czy nawet studyjnych. Owalny kształt motywu nadawał się praktycznie do każdej głowy i postaci fotografowanej osoby, sprawdzał się także w krajobrazach i malarstwie.
O technice fotografowania z użyciem tych wycinanek opowiem przy innej okazji. Tutaj tylko na jednym przykładzie pokażę jak można z osobnika płci męskiej zrobić całkiem niezłą laskę. W archiwach z połowy lat 60' ub.w. znalazłem takie oto zdjęcie (poniżej) nieco zniewieściałego osobnika, który nadawał się idealnie na wirtualnego "transseksa".
A więc główkę wycinamy ze zdjęcia i obracamy do pionu tak jak na rys. 1. Rys. 2 przedstawia etap końcowy do jakiego będziemy zmierzali. Teraz, tak jak na rys. 3, poprawiamy geometrię twarzy. Tutaj widać, że na oryginale wszystkie elementy twarzy są jakby skupione w środku, a więc decentralizujemy i przy okazji powiększamy oczy, nos i usta, oraz usuwamy mechaniczne usterki (oko).
Wg rys. 4 dorzucamy minimalną ilość kolorów, aby sprawdzić kolorystykę, i usuwamy "zwis męski prosty", który jest nieodłącznym atrybutem męskości.
Do tak przygotowanej wstępnie twarzy dopasowujemy szablon z rys. 5 z wyciętym owalem (do tego służyły czarne wycinanki zaprezentowane na pierwszym zdjęciu) i wstawiamy nową facjatę, rys. 6. Teraz pozostaje tylko wygładzenie obrazu (można to robić GIMP-em) i ewentualne pokolorowanie.
Jak widać w poszczególnych etapach obróbki celowo pozostawiłem niedociągnięcia, aby Czytelnicy mogli bliżej zapoznać się z tą techniką. I tak mamy transseksa, widocznego na rys. 2!
.
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/11/goe-baby-czyli-knechci-markietanki-i.html
pokazałem jak z manekina można graficznymi metodami, i bez posługiwania się fotoszopowymi metodami, zrobić całkiem uroczą modelkę. Teraz chciałbym wrócić do historii fotografowania sprzed ponad 100 lat. Na początek pytanie: Czy ktoś wie co przedstawiają poniższe obrazki i do czego mogłymogą służyć?
Zapewne większość Czytelników interesujących się metodami i technikami stosowanymi przed wiekami pamięta, że były to proste narzędzia (wycinanki papierowe), możliwe do wykonania przez każdego, i ułatwiające wykonywanie zdjęć specjalnych, m.in. takich jak np. nagrobkowych, medalionowych, portretowych, czy nawet studyjnych. Owalny kształt motywu nadawał się praktycznie do każdej głowy i postaci fotografowanej osoby, sprawdzał się także w krajobrazach i malarstwie.
O technice fotografowania z użyciem tych wycinanek opowiem przy innej okazji. Tutaj tylko na jednym przykładzie pokażę jak można z osobnika płci męskiej zrobić całkiem niezłą laskę. W archiwach z połowy lat 60' ub.w. znalazłem takie oto zdjęcie (poniżej) nieco zniewieściałego osobnika, który nadawał się idealnie na wirtualnego "transseksa".
A więc główkę wycinamy ze zdjęcia i obracamy do pionu tak jak na rys. 1. Rys. 2 przedstawia etap końcowy do jakiego będziemy zmierzali. Teraz, tak jak na rys. 3, poprawiamy geometrię twarzy. Tutaj widać, że na oryginale wszystkie elementy twarzy są jakby skupione w środku, a więc decentralizujemy i przy okazji powiększamy oczy, nos i usta, oraz usuwamy mechaniczne usterki (oko).
Wg rys. 4 dorzucamy minimalną ilość kolorów, aby sprawdzić kolorystykę, i usuwamy "zwis męski prosty", który jest nieodłącznym atrybutem męskości.
Do tak przygotowanej wstępnie twarzy dopasowujemy szablon z rys. 5 z wyciętym owalem (do tego służyły czarne wycinanki zaprezentowane na pierwszym zdjęciu) i wstawiamy nową facjatę, rys. 6. Teraz pozostaje tylko wygładzenie obrazu (można to robić GIMP-em) i ewentualne pokolorowanie.
Jak widać w poszczególnych etapach obróbki celowo pozostawiłem niedociągnięcia, aby Czytelnicy mogli bliżej zapoznać się z tą techniką. I tak mamy transseksa, widocznego na rys. 2!
.
wtorek, 9 sierpnia 2016
Jak zepsuć zdjęcie. Obróbka graficzna
Zdarza się czasami, że nagle pojawia się możliwość zrobienia dobrego zdjęcia, ale brakuje nam czasu na jego wykonanie. Wprawdzie zdjęć już nie robię od kilkunastu lat, ale przyroda nadal nie rezygnuje i zaskakuje. To zdjęcie niżej:
zrobiłem telefonem mając świadomość, że nie zdążę wyciągnąć lepszego sprzętu do fotografowania, bo słońce "przesuwające się" między kominami, tylko na kilka sekund stworzy niepowtarzalny obraz. Strzeliłem migawką mając nadzieję, że oczywiste złe skadrowanie (nie trzyma horyzont) uda się usunąć w trakcie obróbki graficznej.
Po ustaleniu prawidłowego horyzontu (to ta cienka ukośna czarna linia poniżej zdjęcia), obraz przekręciłem o ok. 35%, a dalej sklejkami i wklejkami uzupełniłem braki obrazu. Wyszło to co wyszło niżej:
Na kolejnym zdjęciu poprawiłem miejsca łączenia wklejek (kilka zostawiłem w lewym górnym rogu dla odszukania przez bardziej dociekliwych Czytelników) i wyrównałem ogólny balans struktury powierzchni zdjęcia. Tak zdjęcie mogło by tak wyglądać:
gdybym miał czas na przygotowanie sprzętu.
Wyobraźnia jednak działa. Zwykłym programem graficznym, dostępnym nawet w smartfonach, poprawiam ogólny balans i kolorystykę zdjęcia/obrazu, nasycając je barwami i zwiększając kontrast. No teraz jest już całkiem fajnie i poniższe zdjęcie/obrazek
można ... wyrzucić do kosza. O tym warto pamiętać. Wykonywane zdjęcia, jeżeli chcemy je wykorzystać profesjonalnie nie mogą być poddawane obróbce graficznej. Starajmy się więc pomyśleć wcześniej o tym co chcemy utrwalić naszym sprzętem.
.
zrobiłem telefonem mając świadomość, że nie zdążę wyciągnąć lepszego sprzętu do fotografowania, bo słońce "przesuwające się" między kominami, tylko na kilka sekund stworzy niepowtarzalny obraz. Strzeliłem migawką mając nadzieję, że oczywiste złe skadrowanie (nie trzyma horyzont) uda się usunąć w trakcie obróbki graficznej.
Po ustaleniu prawidłowego horyzontu (to ta cienka ukośna czarna linia poniżej zdjęcia), obraz przekręciłem o ok. 35%, a dalej sklejkami i wklejkami uzupełniłem braki obrazu. Wyszło to co wyszło niżej:
Na kolejnym zdjęciu poprawiłem miejsca łączenia wklejek (kilka zostawiłem w lewym górnym rogu dla odszukania przez bardziej dociekliwych Czytelników) i wyrównałem ogólny balans struktury powierzchni zdjęcia. Tak zdjęcie mogło by tak wyglądać:
gdybym miał czas na przygotowanie sprzętu.
Wyobraźnia jednak działa. Zwykłym programem graficznym, dostępnym nawet w smartfonach, poprawiam ogólny balans i kolorystykę zdjęcia/obrazu, nasycając je barwami i zwiększając kontrast. No teraz jest już całkiem fajnie i poniższe zdjęcie/obrazek
można ... wyrzucić do kosza. O tym warto pamiętać. Wykonywane zdjęcia, jeżeli chcemy je wykorzystać profesjonalnie nie mogą być poddawane obróbce graficznej. Starajmy się więc pomyśleć wcześniej o tym co chcemy utrwalić naszym sprzętem.
.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Oko, rozum i aparat fotograficzny. c.d.
W poprzednim poście starałem się wykazać, że to co widzimy niekoniecznie musi być rzeczywistością. Nie wiem, czy moje zamiary udały się, bowiem mgła, parujące liście, oraz szczegóły w cieniu widoczne były tylko na monitorach wyższej klasy. Wprawdzie na kolejnych obrazach domalowywałem przedmiotowe elementy, ale wątpliwości chyba pozostały. Jedna z komentujących, pani Ewa, zadała ważne pytanie: Dlaczego fotografuje różowy kwiatek, a na zdjęciu jest on niebieski? Proponuję więc test możliwy do wykonania przez każdą osobę dysponującą telefonem i aparatem.
Płytę kompaktową, t.zw. CD, umieszczamy tak jak na zdjęciu powyżej w jakimś stabilnym miejscu (ja wykorzystałem opakowanie po serku), i tak kierujemy aparat, aby sfotografować pełną tęczę. To zdjęcie powyżej, jak i następne poniżej, wykonałem lustrzanką wysokiej klasy operującą na plikach RAW.
Na obu powyższych zdjęciach widać, że akurat te ustawienia aparatu (lustrzanka ma możliwość wymiany oprogramowania, i płynnego przechodzenia w inne tryby) preferują t.zw. "zimne kolory" zawężając pasmo żółto czerwone.
Kolejne zdjęcie prezentowane powyżej wykonane zostało standardowym aparatem mordoobrazkowym, którego fragment odbija się z prawej strony (w testach można użyć takiego aparatu i zwykłego aparatu telefonicznego). Myślę, że porównując oba rodzaje zdjęć daje się zauważyć, że aparaty w zależności od wewnętrznego oprogramowania, matrycy, itp. czynników rejestrują te same obrazy w różnych zakresach barw. Dlaczego tak się dzieje można dowiedzieć się n.p. z Wikipedii, albo od ucznia 5-6 klasy szkoły podstawowej. Ja tylko chciałbym przypomnieć, że nasze oko nie rejestruje (nie widzi) takich barw jak podczerwień i nadfiolet.
Barwy niewidoczne dla nas odbierają jednak niektóre owady. Na ogól jednak zwierzęta widzą świat głównie czarno biały, lub właśnie niebiesko różowy. Niektóre gatunki, np. ryby, i płazy w ogóle nie odbierają barw, ale są za to niezwykle wyczulone na ruch, i widzą np. 25 klatek wyświetlanych w ciągu sekundy na ekranie TV, gdy my widzimy tylko ciągły ruch. Ruch jest jednocześnie zmianą kontrastu, a więc najmniejszy ruch plamy o dowolnej szarości i na dowolnym tle jest natychmiast zauważalny w świecie ryb, ale i gadów. Czułością, wrażliwością i tp. cechami wzroku ludzkiego chwilowo nie będziemy się zajmowali, chociaż jest to też niezwykle interesujący temat.
Jeżeli jeszcze nie wszyscy się przekonali, że nasz wzrok jest ułomny i nie wszystko widzi zgodnie z rzeczywistością to proponuję kolejny, bardzo prościutki test, przydatny także w przypadku uszkodzenia pilota zdalnego sterowania. Pilot ustawiamy tak jak na zdjęciu poniżej
i kierujemy na niego dowolny aparat fotograficzny. Uruchamiamy oba urządzenia i wtedy okazuje się, że to czego my nie widzimy, widzi nasz aparat - to błyskająca dioda na zdjęciu poniżej!
Jak pisałem ten test także umożliwia sprawdzenie czy nasz pilot jeszcze działa.
O złudzeniach optycznych pisałem wielokrotnie, teraz jednak nasuwa mi się proste pytanie: Otóż w poprzednim poście próbowałem namalować to czego nie udało się utrwalić zdjęciem. Załóżmy jednak, że nie chodzi o mgłę, czy parujące liście, ale właśnie o szczegóły widoczne w cieniu. Dla lepszego efektu przyjmijmy, że tym szczegółem jest słynny już "kwantowy kot Schrödingera”, na dodatek barwy czarnej. Nietrudno wyobrazić sobie, że razem z zachodzącym Słońcem, także kot staje się coraz bardziej niewidoczny. Gdy już nie widzimy nic to można przyjąć, że kot tam jest nadal, ale równie dobrze mógł sobie pójść.
Jak więc namalować kota (a także mgłę, czy parujące liście), który "jest, ale jakby go nie było"? Miłośnicy fizyki kwantowej zapewne dadzą sobie radę z tym problemem, prawdopodobnie filozofowie również. Ale jak namalować wspomnienia i marzenia? I z tym pytaniem zostawiam Czytelników do następnego postu.
.
Płytę kompaktową, t.zw. CD, umieszczamy tak jak na zdjęciu powyżej w jakimś stabilnym miejscu (ja wykorzystałem opakowanie po serku), i tak kierujemy aparat, aby sfotografować pełną tęczę. To zdjęcie powyżej, jak i następne poniżej, wykonałem lustrzanką wysokiej klasy operującą na plikach RAW.
Na obu powyższych zdjęciach widać, że akurat te ustawienia aparatu (lustrzanka ma możliwość wymiany oprogramowania, i płynnego przechodzenia w inne tryby) preferują t.zw. "zimne kolory" zawężając pasmo żółto czerwone.
Kolejne zdjęcie prezentowane powyżej wykonane zostało standardowym aparatem mordoobrazkowym, którego fragment odbija się z prawej strony (w testach można użyć takiego aparatu i zwykłego aparatu telefonicznego). Myślę, że porównując oba rodzaje zdjęć daje się zauważyć, że aparaty w zależności od wewnętrznego oprogramowania, matrycy, itp. czynników rejestrują te same obrazy w różnych zakresach barw. Dlaczego tak się dzieje można dowiedzieć się n.p. z Wikipedii, albo od ucznia 5-6 klasy szkoły podstawowej. Ja tylko chciałbym przypomnieć, że nasze oko nie rejestruje (nie widzi) takich barw jak podczerwień i nadfiolet.
Barwy niewidoczne dla nas odbierają jednak niektóre owady. Na ogól jednak zwierzęta widzą świat głównie czarno biały, lub właśnie niebiesko różowy. Niektóre gatunki, np. ryby, i płazy w ogóle nie odbierają barw, ale są za to niezwykle wyczulone na ruch, i widzą np. 25 klatek wyświetlanych w ciągu sekundy na ekranie TV, gdy my widzimy tylko ciągły ruch. Ruch jest jednocześnie zmianą kontrastu, a więc najmniejszy ruch plamy o dowolnej szarości i na dowolnym tle jest natychmiast zauważalny w świecie ryb, ale i gadów. Czułością, wrażliwością i tp. cechami wzroku ludzkiego chwilowo nie będziemy się zajmowali, chociaż jest to też niezwykle interesujący temat.
Jeżeli jeszcze nie wszyscy się przekonali, że nasz wzrok jest ułomny i nie wszystko widzi zgodnie z rzeczywistością to proponuję kolejny, bardzo prościutki test, przydatny także w przypadku uszkodzenia pilota zdalnego sterowania. Pilot ustawiamy tak jak na zdjęciu poniżej
i kierujemy na niego dowolny aparat fotograficzny. Uruchamiamy oba urządzenia i wtedy okazuje się, że to czego my nie widzimy, widzi nasz aparat - to błyskająca dioda na zdjęciu poniżej!
Jak pisałem ten test także umożliwia sprawdzenie czy nasz pilot jeszcze działa.
O złudzeniach optycznych pisałem wielokrotnie, teraz jednak nasuwa mi się proste pytanie: Otóż w poprzednim poście próbowałem namalować to czego nie udało się utrwalić zdjęciem. Załóżmy jednak, że nie chodzi o mgłę, czy parujące liście, ale właśnie o szczegóły widoczne w cieniu. Dla lepszego efektu przyjmijmy, że tym szczegółem jest słynny już "kwantowy kot Schrödingera”, na dodatek barwy czarnej. Nietrudno wyobrazić sobie, że razem z zachodzącym Słońcem, także kot staje się coraz bardziej niewidoczny. Gdy już nie widzimy nic to można przyjąć, że kot tam jest nadal, ale równie dobrze mógł sobie pójść.
Jak więc namalować kota (a także mgłę, czy parujące liście), który "jest, ale jakby go nie było"? Miłośnicy fizyki kwantowej zapewne dadzą sobie radę z tym problemem, prawdopodobnie filozofowie również. Ale jak namalować wspomnienia i marzenia? I z tym pytaniem zostawiam Czytelników do następnego postu.
.
czwartek, 10 marca 2016
Teraz będzie o gustach, czyli modelki od XS do XXL
Poprzedni post miał być o kompozycji obrazu jednak rozwinął się w kierunku gustów. Pomyślałem więc, że ten post spróbuję napisać o gustach, z nadzieją, że może nawróci się do kompozycji obrazu. Bo przecież właściwe podanie treści, nawet jeżeli jest to estetycznie ułożone niezbyt smaczne danie na talerzu, potrafi wzmóc apetyt na konsumpcję chociażby wzrokową. Z góry też odcinam się od podejrzeń o seksizm, na razie bowiem nie dojrzałem w sobie predyspozycji o możliwości dyskutowania na podstawie innych niż heteroseksualnych w odbiorze modeli.
Wbrew zapewnieniom autorów ściągniętej poniżej strony nie jest to najchudsza modelka świata, bo tamta rekordzistka już nie miała sił chodzić. Po kilku godzinach od wykonania jej zdjęcia na leżąco zmarła. Zdjęcia absolutnej rekordzistki nie publikuję, bo ... bo.

Pobrane ze strony: http://www.kobietkowo.pl/9609/1/najchudsze-modelki-na-swiecie-uwaga-drastyczne-zdjecia-material-18-tylko-dla-doroslych.html
Także pani na zdjęciu poniżej nie jest najgrubszą modelką, rekordzistka nie chciała jednak pozować, więc wybrałem tą modelkę zajmującą nieco dalsze miejsce w rankingu.

Pobrano ze strony: http://kobieta.wp.pl/query,christina%20paez,szukaj.html?ticaid=1169f4
Jak widać wszystkie panie, i te chude, i te grubsze, dość poprawnie zaprezentowały swoją sylwetkę. Można mieć pewne zarzuty w stosunku do labilności niektórych fragmentów ciała (jednym przeszkadza brak body, u innych jest tego nadmiar), w określonej pozycji, ale z uwagi na budowę anatomiczną ten fakt pomijamy. Na szczególną uwagę zasługuje chyba to, iż modelka na powyższym zdjęciu pięknie wyeksponowała mięśnie uda: grzbietowy i przywodziciel długi (obszar nad czerwonymi majteczkami). To tyle o kompozycji.
Teraz o gustach. Jak doniosły media kilka tygodni temu doszło do niecodziennego rozwodu, gdzie mąż uzyskał rozwód na podstawie udowodnionego faktu, iż jego żona ważąca 147 kg, bez jego zgody odchudziła się aż o ponad 70 kg! Czy jednak gabaryty i waga kobiety są najważniejszym argumentem w pożyciu małżeńskim, oraz damsko męskim? Trudno przecież ocenić odwrotną sytuację, gdy kobieta (np. modelka z górnego zdjęcia po lewej stronie) z medycznego punktu widzenia stanowiąca etap przejściowy pomiędzy skrajnym wyniszczeniem a stanem terminalnym, nadal bierze udział w "wybiegach", odnosi znaczące sukcesy, i ubrana "od stóp do głów" pięknie się prezentuje.
Skoro rozmiary osobnicze i proporcje budowy ciała nie mają znaczenia przy ostatecznej ocenie to może decydującym jest wiek?
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/zobaczcie-jak-wyglada-najmlodsza-modelka-swiata_59794.html
Jak widać wiek w kontekście oceny modelki także może nie mieć większego znaczenia. Tu nasuwa mi się pewna dygresja. Patrząc na 5 letnią modelkę (to ta wyżej) nie mamy pewności co z niej wyrośnie, i czasami przychodzi rozczarowanie. Patrząc na 86 letnią Daphne, na zdjęciu poniżej, zastanawiamy się jak ślicznie mogła wyglądać w młodości.
Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/oto-najstarsza-modelka-swiata-ma-lat/jq4hs17
Wprawdzie nie gustuję w młodzieży poniżej 13 r.ż. jednak zdarzyło mi się być "poderwanym" przez 5-latkę. Otóż na imprezie gwiazdkowej (ok. 1972 r.), jako fotograf musiałem rozebrać swoją lustrzankę 6x6 cm. Gdy robiłem to nieco na uboczu na podłodze, nagle poczułem jak jakaś delikatna rączka obejmuje mnie za szyję, a do ucha wpada pytanie: "Cio jobiś?". Wyjaśniłem więc uroczej śnieżynce, bo to ona była i mogła wyglądać mniej więcej tak:

Pobrano ze strony: http://www.bazarek.pl/searchx.php/fraza,str%C3%B3j+%C5%9Bnie%C5%BCynki
"cio jobię", i rozejrzałem się za najbliższą dorosłą osobą, aby przekazać/ oddać zagubioną śnieżynkę. Osobą tą okazała się jej matka przyglądająca się nam z zaciekawieniem, która zalotnie wyjaśniła, że śnieżynka "nie ma ojca", więc go sobie szuka. No, i wszystko jasne! Dama nie ma kawalera więc szuka. Wiadomo dla pań szukających mężczyzny wiek i wygląd nie gra roli (ale jestem złośliwy). ;) To potwierdziła moja przygoda ze starszą o ok. 37 lat panią docent poznaną na uczelni, gdzie robiłem II-gą specjalizację.
Pani docent była w wieku przedemerytalnym, ale mieszkała kilkaset metrów od uczelni, a że lubiła biegać, więc często jako studenci widywaliśmy ją na boisku, lub na sali gimnastycznej. Lubiła też tańczyć, co dla mnie, wtedy już "dansiora" z ponad 7 letnim półprofesjonalnym stażem, było dodatkową atrakcją. Poznaliśmy się na juwenaliach, awansując do finałowych rozgrywek w maratonie tanecznym. Mogliśmy wtedy (1980-82) mniej więcej wyglądać tak:

Pobrano ze strony: https://www.pudelek.pl/artykul/71612/najstarsza_modelka_swiata_staruszka_tez_chce_czuc_sie_piekna/
Jeśli:
Nie grube, nie chude, nie młode, nie stare
Nie wątłe, nie jare, a przy tym "brunetki, blondynki
Ja wszystkie was dziewczynki ..." to pozostaje przedstawić opcję popularną i standardową.
To zdjęcie po lewej, to najczęściej pojawiająca się na tym blogu modelka mieszcząca się w wymaganej kategorii "rozmiarowagowzrostu". Czy jednak zawsze najlepszym rozwiązaniem jest opcja "standard"? W poprzednim poście przedstawiłem standardową modelkę CocoAustin prezentującą styl: "full wypas - czyli stanęła jak krowa do wydojenia" - ale przecież wiadomo, że w życiu bywa tak, iż bardziej od gabarytów liczy się filuterne i zalotne spojrzenie, sposób mówienia, chodzenia (nie idzie, a płynie), inteligencja ogólna, elokwencja, erudycja, obycie towarzyskie (żeby nie byłą kurą domową, albo żeby właśnie była!), stosunek do życia i świata zewnętrznego, itd., itp., ... Zapraszam więc do dyskusji.
Aby nie było za łatwo przedstawiam znane zdjęcie naszej pięknej polskiej aktorki i modelki pani Heleny Norowicz.
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/helena-norowicz-na-okladce-pani-razem-z-nia-dwie-znane-aktorki-zdjecie_125819.html
Mój komentarz jednak nie odnosi się akurat do tego zdjęcia. Wystarczy bowiem poszperać w biografiach znanych aktorek i modelek, które chemią i skalpelem poprawiły swoją urodę, aby przekonać się, że z naturą nie jest tak łatwo. Tu również decyduje genetyka, a na wygląd trzeba sobie zapracować także ... w poprzednich pokoleniach. Rada więc dla panów: Zanim oświadczysz się swojej wybrance, poznaj jej przodków, szczególnie w linii żeńskiej. I tym optymistycznym akcentem ...
.
Wbrew zapewnieniom autorów ściągniętej poniżej strony nie jest to najchudsza modelka świata, bo tamta rekordzistka już nie miała sił chodzić. Po kilku godzinach od wykonania jej zdjęcia na leżąco zmarła. Zdjęcia absolutnej rekordzistki nie publikuję, bo ... bo.

Pobrane ze strony: http://www.kobietkowo.pl/9609/1/najchudsze-modelki-na-swiecie-uwaga-drastyczne-zdjecia-material-18-tylko-dla-doroslych.html
Także pani na zdjęciu poniżej nie jest najgrubszą modelką, rekordzistka nie chciała jednak pozować, więc wybrałem tą modelkę zajmującą nieco dalsze miejsce w rankingu.

Pobrano ze strony: http://kobieta.wp.pl/query,christina%20paez,szukaj.html?ticaid=1169f4
Jak widać wszystkie panie, i te chude, i te grubsze, dość poprawnie zaprezentowały swoją sylwetkę. Można mieć pewne zarzuty w stosunku do labilności niektórych fragmentów ciała (jednym przeszkadza brak body, u innych jest tego nadmiar), w określonej pozycji, ale z uwagi na budowę anatomiczną ten fakt pomijamy. Na szczególną uwagę zasługuje chyba to, iż modelka na powyższym zdjęciu pięknie wyeksponowała mięśnie uda: grzbietowy i przywodziciel długi (obszar nad czerwonymi majteczkami). To tyle o kompozycji.
Teraz o gustach. Jak doniosły media kilka tygodni temu doszło do niecodziennego rozwodu, gdzie mąż uzyskał rozwód na podstawie udowodnionego faktu, iż jego żona ważąca 147 kg, bez jego zgody odchudziła się aż o ponad 70 kg! Czy jednak gabaryty i waga kobiety są najważniejszym argumentem w pożyciu małżeńskim, oraz damsko męskim? Trudno przecież ocenić odwrotną sytuację, gdy kobieta (np. modelka z górnego zdjęcia po lewej stronie) z medycznego punktu widzenia stanowiąca etap przejściowy pomiędzy skrajnym wyniszczeniem a stanem terminalnym, nadal bierze udział w "wybiegach", odnosi znaczące sukcesy, i ubrana "od stóp do głów" pięknie się prezentuje.
Skoro rozmiary osobnicze i proporcje budowy ciała nie mają znaczenia przy ostatecznej ocenie to może decydującym jest wiek?
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/zobaczcie-jak-wyglada-najmlodsza-modelka-swiata_59794.html
Jak widać wiek w kontekście oceny modelki także może nie mieć większego znaczenia. Tu nasuwa mi się pewna dygresja. Patrząc na 5 letnią modelkę (to ta wyżej) nie mamy pewności co z niej wyrośnie, i czasami przychodzi rozczarowanie. Patrząc na 86 letnią Daphne, na zdjęciu poniżej, zastanawiamy się jak ślicznie mogła wyglądać w młodości.
Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/oto-najstarsza-modelka-swiata-ma-lat/jq4hs17
Wprawdzie nie gustuję w młodzieży poniżej 13 r.ż. jednak zdarzyło mi się być "poderwanym" przez 5-latkę. Otóż na imprezie gwiazdkowej (ok. 1972 r.), jako fotograf musiałem rozebrać swoją lustrzankę 6x6 cm. Gdy robiłem to nieco na uboczu na podłodze, nagle poczułem jak jakaś delikatna rączka obejmuje mnie za szyję, a do ucha wpada pytanie: "Cio jobiś?". Wyjaśniłem więc uroczej śnieżynce, bo to ona była i mogła wyglądać mniej więcej tak:

Pobrano ze strony: http://www.bazarek.pl/searchx.php/fraza,str%C3%B3j+%C5%9Bnie%C5%BCynki
"cio jobię", i rozejrzałem się za najbliższą dorosłą osobą, aby przekazać/ oddać zagubioną śnieżynkę. Osobą tą okazała się jej matka przyglądająca się nam z zaciekawieniem, która zalotnie wyjaśniła, że śnieżynka "nie ma ojca", więc go sobie szuka. No, i wszystko jasne! Dama nie ma kawalera więc szuka. Wiadomo dla pań szukających mężczyzny wiek i wygląd nie gra roli (ale jestem złośliwy). ;) To potwierdziła moja przygoda ze starszą o ok. 37 lat panią docent poznaną na uczelni, gdzie robiłem II-gą specjalizację.
Pani docent była w wieku przedemerytalnym, ale mieszkała kilkaset metrów od uczelni, a że lubiła biegać, więc często jako studenci widywaliśmy ją na boisku, lub na sali gimnastycznej. Lubiła też tańczyć, co dla mnie, wtedy już "dansiora" z ponad 7 letnim półprofesjonalnym stażem, było dodatkową atrakcją. Poznaliśmy się na juwenaliach, awansując do finałowych rozgrywek w maratonie tanecznym. Mogliśmy wtedy (1980-82) mniej więcej wyglądać tak:

Pobrano ze strony: https://www.pudelek.pl/artykul/71612/najstarsza_modelka_swiata_staruszka_tez_chce_czuc_sie_piekna/
Jeśli:
Nie grube, nie chude, nie młode, nie stare
Nie wątłe, nie jare, a przy tym "brunetki, blondynki
Ja wszystkie was dziewczynki ..." to pozostaje przedstawić opcję popularną i standardową.
To zdjęcie po lewej, to najczęściej pojawiająca się na tym blogu modelka mieszcząca się w wymaganej kategorii "rozmiarowagowzrostu". Czy jednak zawsze najlepszym rozwiązaniem jest opcja "standard"? W poprzednim poście przedstawiłem standardową modelkę CocoAustin prezentującą styl: "full wypas - czyli stanęła jak krowa do wydojenia" - ale przecież wiadomo, że w życiu bywa tak, iż bardziej od gabarytów liczy się filuterne i zalotne spojrzenie, sposób mówienia, chodzenia (nie idzie, a płynie), inteligencja ogólna, elokwencja, erudycja, obycie towarzyskie (żeby nie byłą kurą domową, albo żeby właśnie była!), stosunek do życia i świata zewnętrznego, itd., itp., ... Zapraszam więc do dyskusji.
Aby nie było za łatwo przedstawiam znane zdjęcie naszej pięknej polskiej aktorki i modelki pani Heleny Norowicz.
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/helena-norowicz-na-okladce-pani-razem-z-nia-dwie-znane-aktorki-zdjecie_125819.html
Mój komentarz jednak nie odnosi się akurat do tego zdjęcia. Wystarczy bowiem poszperać w biografiach znanych aktorek i modelek, które chemią i skalpelem poprawiły swoją urodę, aby przekonać się, że z naturą nie jest tak łatwo. Tu również decyduje genetyka, a na wygląd trzeba sobie zapracować także ... w poprzednich pokoleniach. Rada więc dla panów: Zanim oświadczysz się swojej wybrance, poznaj jej przodków, szczególnie w linii żeńskiej. I tym optymistycznym akcentem ...
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































