wtorek, 31 grudnia 2013
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Najpiękniejsze zdjęcie wszechczasów
Listy gończe za nim rozesłano na cały świat już w 1964 r.
I chociaż nikt go nie widział, to sporządzony portret psychologiczny oddawał jego podstawowe cechy zachowawcze. Wiedziano nie tylko jak się zachowuje, ale i po co to robi. Po czasie przekonano się, że dzięki temu co robi w ogóle istnieje nasz znany świat, a nawet cały Wszechświat.
Poszukiwania jednak nie ustały, a nawet wzmogły się. Do jego wykrycia przez 20 lat budowano największe na ziemi (dostrzegalne nawet z Kosmosu), najdroższe, i najbardziej rozbudowane technologicznie narzędzie pomiarowe, o średnicy kilkudziesięciu kilometrów.
Zaangażowano tysiące naukowców ze wszystkich wiodących krajów świata. Pętla na szyi zbiega zaciskała się. I wreszcie kilkanaście miesięcy temu natrafiono na pierwszy namacalny ślad. Gdy rozległo się gromkie: "Wychodź, jesteś otoczony!" zapadła cisza. Wreszcie Bozon Higgsa wyszedł, poddał się, i dopiero teraz wiemy jak mało wiemy ...
Wykorzystano:
-------------------
http://szkolnictwo.pl/rysunkihasla/61/14261_3.png
http://www.nibyblog.pl/zaskakujace-urzadzenia-i-systemy-ktore-dzialaja-pod-kontrola-linuxa-5463.html
http://shinyhopes.blogspot.com/2010_11_01_archive.html
.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Grafika komputerowa 30 lat temu
Przeglądając urocze zdjęcia na blogu Akwamaryny:
http://my-time-akwamaryna.blogspot.com/
zauważyłem jedno zdjęcie, które przypomniało mi okres, kiedy stawiałem pierwsze kroki w obróbce grafiki komputerowej. W połowie lat 80' ub. w. nie było jeszcze systemów operacyjnych, programów graficznych, i nie było nawet dysków w komputerach, które najczęściej dane zapisywały na zwykłych kasetach magnetofonowych. Gdy więc jedna z zaprzyjaźnionych podziemnych drukarni "Solidarności" poprosiła o pomoc w obsłudze komputera, nie było wyjścia. Tak zacząłem pracę, jako informatyk, potem grafik, a w końcu redaktor odpowiedzialny za całokształt edycji.
Przydzielony mi komputer Amstrad CPC 664 był ostatnim krzykiem techniki jak na tamte czasy. Pozwalał na edycję znaków polskich, które jednak trzeba było sobie samemu zaprogramować i za każdym razem wprowadzać do pamięci komputera. Rewelacyjna grafika o rozdzielczości 200 x 640 px (0,128 Mpx!) z możliwością zastosowania 16 kolorów pozwalała na tworzenie niezwykłych obrazów graficznych. Jednym z pierwszych obrazów, był właśnie posąg Chrystusa. Drukarka jednak drukowała wyłącznie w jednym kolorze, a więc przypadło mi takie "podrasowanie" obrazu, aby wierni nie mieli wątpliwości o co chodzi. I nie mieli.
Jak to zrobiłem przedstawię poniżej, korzystając z bardzo podobnego zdjęcia Akwamaryny "943 a15".
Pierwszym etapem było ponowne skadrowanie obrazu, tutaj wystarczyło obraz lekko pochylić w prawo.
Potem lekkie przyciemnienie obrazu, wprowadzenie refleksów świetlnych, i ostateczna korekta, czyli usunięcie napisów na murach.
Na dzisiejszym komputerze zajęło to kilka minut, na Amstradzie z 1985 r. pracowałem kilka dni.
http://my-time-akwamaryna.blogspot.com/
zauważyłem jedno zdjęcie, które przypomniało mi okres, kiedy stawiałem pierwsze kroki w obróbce grafiki komputerowej. W połowie lat 80' ub. w. nie było jeszcze systemów operacyjnych, programów graficznych, i nie było nawet dysków w komputerach, które najczęściej dane zapisywały na zwykłych kasetach magnetofonowych. Gdy więc jedna z zaprzyjaźnionych podziemnych drukarni "Solidarności" poprosiła o pomoc w obsłudze komputera, nie było wyjścia. Tak zacząłem pracę, jako informatyk, potem grafik, a w końcu redaktor odpowiedzialny za całokształt edycji.
Przydzielony mi komputer Amstrad CPC 664 był ostatnim krzykiem techniki jak na tamte czasy. Pozwalał na edycję znaków polskich, które jednak trzeba było sobie samemu zaprogramować i za każdym razem wprowadzać do pamięci komputera. Rewelacyjna grafika o rozdzielczości 200 x 640 px (0,128 Mpx!) z możliwością zastosowania 16 kolorów pozwalała na tworzenie niezwykłych obrazów graficznych. Jednym z pierwszych obrazów, był właśnie posąg Chrystusa. Drukarka jednak drukowała wyłącznie w jednym kolorze, a więc przypadło mi takie "podrasowanie" obrazu, aby wierni nie mieli wątpliwości o co chodzi. I nie mieli.
Jak to zrobiłem przedstawię poniżej, korzystając z bardzo podobnego zdjęcia Akwamaryny "943 a15".
Pierwszym etapem było ponowne skadrowanie obrazu, tutaj wystarczyło obraz lekko pochylić w prawo.
Potem lekkie przyciemnienie obrazu, wprowadzenie refleksów świetlnych, i ostateczna korekta, czyli usunięcie napisów na murach.
Na dzisiejszym komputerze zajęło to kilka minut, na Amstradzie z 1985 r. pracowałem kilka dni.
poniedziałek, 18 listopada 2013
Kwiaty
Jednym z najbardziej wdzięcznych tematów do fotografowania są kwiaty. Oto co udało mi się wyhodować w domu, i co zarejestrowałem aparatem fotograficznym:
Storczyk, wbrew pozorom jest dość trudną rośliną do hodowli w domu. Rozmnażany za pomocą podziału zachowuje swoje podstawowe cechy. Cuda dzieją się dopiero wtedy, gdy próbujemy krzyżówek poprzez zapylanie. Oto jeden z takich cudów.
Zwykłe storczyki zadziwiają swoim kształtem i barwą. Występują w różnych kolorach, te najbardziej znane prezentuję poniżej.
Niektóre storczyki się pocą.
Inne rosną w dowolnych kierunkach. Wprawdzie można to korygować i dostosowywać do swoich potrzeb. Gdy to się nie uda, uciekamy do innych zabiegów.
Ja zrobiłem to tak.
Wszystkie jednak są piękne, i bezwstydnie się przed nami obnażają.
Storczyk, wbrew pozorom jest dość trudną rośliną do hodowli w domu. Rozmnażany za pomocą podziału zachowuje swoje podstawowe cechy. Cuda dzieją się dopiero wtedy, gdy próbujemy krzyżówek poprzez zapylanie. Oto jeden z takich cudów.
Zwykłe storczyki zadziwiają swoim kształtem i barwą. Występują w różnych kolorach, te najbardziej znane prezentuję poniżej.
Niektóre storczyki się pocą.
Inne rosną w dowolnych kierunkach. Wprawdzie można to korygować i dostosowywać do swoich potrzeb. Gdy to się nie uda, uciekamy do innych zabiegów.
Ja zrobiłem to tak.
Wszystkie jednak są piękne, i bezwstydnie się przed nami obnażają.
sobota, 19 października 2013
Quo vadis - dokąd zmierza fotografika?
Jeszcze w latach 80. ub.w. - mimo, że już od od ponad 20 lat pojawiły się aparaty cyfrowe - polowanie na ciekawe zdjęcia było zajęciem niezwykle intratnym, poważanym, ale i wymagającym dużej wiedzy, zdolności, oraz głównie ogromnego poświęcenia. Mistrzowie zdobywali najwyższe nagrody, często okupując to własnym zdrowiem, a nieraz i życiem. Oczywiście nie wszyscy fotografowali autentyczne sceny wojenne, bo nawet zwykłe polowanie aparatem na zjawiska przyrody wymagało nieraz wielotygodniowego czuwania z aparatem "gotowym do strzału".
Jak to się robi dzisiaj? Jedną z metod jest np. zdalne wykonywanie zdjęć. Aparat zainstalowany np. przed dziuplą jakiegoś rzadkiego ptaka, przy najmniejszym ruchu, wykonuje kilkaset zdjęć na sekundę. Taka sesja na ogół kończy się wykonaniem wielu milionów zdjęć, z których komputer (!) wybiera te najlepsze. Nie twierdzę, że wszystkie zdjęcia wykonywane są w ten sposób, ale efekty bywają nieraz zaskakująco piękne. Na blogach znajomych koleżanek (Malina, AlElla, Akwamaryna, i Bet) pojawiają się niebieskie drzewa, ale zdjęcia przedstawiającego "niebieską drogę" jeszcze nikt nie wykonał.
Piękne zdjęcia gór, ładniejsze nawet od poniższego robi AlElla. Tu jednak, prawdopodobnie przy użyciu filtra polaryzacyjnego, wykonano "zdjęcie pod światło", co w efekcie znacznie zróżnicowało skalę odcieni, dodając tajemniczości.
Mistrzynią w kolejnej kategorii zdjęć krajobrazów "grafitowych" (poniżej) jest także AlElla.
Do kategorii zdjęć krajobrazów i przyrody dołącza także Inkwizycja. Cudowne zdjęcie zamieszczone jest w nagłówku bloga.
Bajkowo kolorowe zdjęcia, balansujące na pograniczu sztuki i landrynkowości zmuszają do zastanowienia się dokąd zmierza sztuka fotografowania? W dzsiejszych czasach, gdy na świecie zarejstrowano ok. 0,8 miliarda urządzeń dających możliwość natychmiastowego wykonania poprawnego technicznie zdjęcia, a w ciągu doby na portal Google i tp. trafia ponad 12 miliardów zdjęć zmienia się także kategoria postrzegania i oceny.
Już od dawna wiadomo, że nawet najlepsi fotograficy, ze swoim sprzętem wartym nieraz setki tysięcy dolarów, nie mają żadnych szans na sprostanie masówce jaka pojawia się w wirtualnej sieci. Nie mają też szans reporterzy i dziennikarze. Wszystkich wyprzedza o kilka długości kilkaset milionów ludzi wyposażonych w zwykły telefon z opcja fotografowania. I niech tak będzie.
Prezentowane zdjęcia trafiły do mnie jako ikonki/avatary załączane do e-maili, nie jestem więc w stanie podać ani źródła, ani nazwiska autora (chociaż w kilku przypadkach domyślam się jto to zrobił), w kolejności podaję więc nazwy zdjęć jakie pojawiły się przy przesłanych mi zdjęciach. I tak w kolejności od góry:
1. 2013 - 1
2. 2048
3. 8677474573_b788449f14_z
4. b8ee49224fd3c35d989422f2131c277a
5. Bory_tucholskie_6287_CC-lg
6. BR8BGSKCQAMXYgk
7. railway-bridge-fukushima_70951_990x742
Autorom zdjęć (lub grafiki) gratuluję.
.
Jak to się robi dzisiaj? Jedną z metod jest np. zdalne wykonywanie zdjęć. Aparat zainstalowany np. przed dziuplą jakiegoś rzadkiego ptaka, przy najmniejszym ruchu, wykonuje kilkaset zdjęć na sekundę. Taka sesja na ogół kończy się wykonaniem wielu milionów zdjęć, z których komputer (!) wybiera te najlepsze. Nie twierdzę, że wszystkie zdjęcia wykonywane są w ten sposób, ale efekty bywają nieraz zaskakująco piękne. Na blogach znajomych koleżanek (Malina, AlElla, Akwamaryna, i Bet) pojawiają się niebieskie drzewa, ale zdjęcia przedstawiającego "niebieską drogę" jeszcze nikt nie wykonał.
Piękne zdjęcia gór, ładniejsze nawet od poniższego robi AlElla. Tu jednak, prawdopodobnie przy użyciu filtra polaryzacyjnego, wykonano "zdjęcie pod światło", co w efekcie znacznie zróżnicowało skalę odcieni, dodając tajemniczości.
Mistrzynią w kolejnej kategorii zdjęć krajobrazów "grafitowych" (poniżej) jest także AlElla.
Do kategorii zdjęć krajobrazów i przyrody dołącza także Inkwizycja. Cudowne zdjęcie zamieszczone jest w nagłówku bloga.
Bajkowo kolorowe zdjęcia, balansujące na pograniczu sztuki i landrynkowości zmuszają do zastanowienia się dokąd zmierza sztuka fotografowania? W dzsiejszych czasach, gdy na świecie zarejstrowano ok. 0,8 miliarda urządzeń dających możliwość natychmiastowego wykonania poprawnego technicznie zdjęcia, a w ciągu doby na portal Google i tp. trafia ponad 12 miliardów zdjęć zmienia się także kategoria postrzegania i oceny.
Już od dawna wiadomo, że nawet najlepsi fotograficy, ze swoim sprzętem wartym nieraz setki tysięcy dolarów, nie mają żadnych szans na sprostanie masówce jaka pojawia się w wirtualnej sieci. Nie mają też szans reporterzy i dziennikarze. Wszystkich wyprzedza o kilka długości kilkaset milionów ludzi wyposażonych w zwykły telefon z opcja fotografowania. I niech tak będzie.
Prezentowane zdjęcia trafiły do mnie jako ikonki/avatary załączane do e-maili, nie jestem więc w stanie podać ani źródła, ani nazwiska autora (chociaż w kilku przypadkach domyślam się jto to zrobił), w kolejności podaję więc nazwy zdjęć jakie pojawiły się przy przesłanych mi zdjęciach. I tak w kolejności od góry:
1. 2013 - 1
2. 2048
3. 8677474573_b788449f14_z
4. b8ee49224fd3c35d989422f2131c277a
5. Bory_tucholskie_6287_CC-lg
6. BR8BGSKCQAMXYgk
7. railway-bridge-fukushima_70951_990x742
Autorom zdjęć (lub grafiki) gratuluję.
.
poniedziałek, 30 września 2013
Odkrywamy tajemnice
Na jednym z blogów znalazłem piękne zdjęcie tajemniczego lasu ("550 a1").
Gdy tak się przyglądałem nagle pojawiły się dwa psy (zdjęcie 550 a2). Ciekawość moja wzmogła się jeszcze bardziej.
Ale po chwili pojawił się także ich właściciel (zdjęcie 550 a3), i wszystko się wyjaśniło.
Proszę nie podejrzewać mnie o niecne myśli, i ciągłe próby poprawiania, albo psucia przepięknych zdjęć moich kolegów (tutaj chyba akurat koleżanki). To jest tylko wstęp do animowania obrazów w technologii "Flash". A, że przy okazji zmusza do przemyśleń ...
Wprawdzie mam zgodę autorki zdjęć na publikację, ale przyznaję się, że nie uprzedziłem w jakim celu chciałbym to zrobić. Dlatego z góry przepraszam, za ewentualne rozczarowanie, czy zaskoczenie.
Gdy tak się przyglądałem nagle pojawiły się dwa psy (zdjęcie 550 a2). Ciekawość moja wzmogła się jeszcze bardziej.
Ale po chwili pojawił się także ich właściciel (zdjęcie 550 a3), i wszystko się wyjaśniło.
Proszę nie podejrzewać mnie o niecne myśli, i ciągłe próby poprawiania, albo psucia przepięknych zdjęć moich kolegów (tutaj chyba akurat koleżanki). To jest tylko wstęp do animowania obrazów w technologii "Flash". A, że przy okazji zmusza do przemyśleń ...
Wprawdzie mam zgodę autorki zdjęć na publikację, ale przyznaję się, że nie uprzedziłem w jakim celu chciałbym to zrobić. Dlatego z góry przepraszam, za ewentualne rozczarowanie, czy zaskoczenie.
wtorek, 17 września 2013
Światłocieniem od Freuda do Rorschacha
Jedną z ciekawszych metod psychoanalizy jest połączenie testu Rorschacha z rozwiniętymi metodami obrazowania mózgu. W olbrzymim uogólnieniu polega on na pokazywaniu badanym określonych plam lub obrazów i badaniu ich reakcji słownej w kontekście zdetektowanych, i zanalizowanych fal mózgowych. Postęp w rozwoju sprzętu do badania mózgu spowodował, że zarzucany już test Rorschacha umożliwił bardzo specyficzne badanie osobowości nawet bez udziału i świadomości badanych.
Okazało się bowiem, że wyniki są uzależnione nie tylko od wieku, rozwoju, i doświadczenia życiowego danego osobnikam ale i od jego różnorodnych cech osobowości, jak n.p. marzeń, predyspozycji, a nawet predestynacji. Do tak uzyskanych wyników podchodzi się jednak z olbrzymią ostrożnością, bo chociaż bardzo precyzyjnie wskazują one psychofizyczne możliwości rozwojowe danej jednostki, to nie uwzględniają różnych złożonych uwarunkowań i oddziaływań środowiskowych.
W latach 1972-1973 r. zajmowałem się m.in. fotografowaniem aktów kobiecych. Prezentowane poniżej zdjęcia w oryginale były czarno-białe, jednak kilkanaście lat temu wykorzystałem je wykonując na ich podstawie kilka barwnych obrazów olejnych, a potem także kilka grafik komputerowych. Moda minęła, jednak pozostały pewne doświadczenia, dowodzące jaką siłę przekazu ma obraz "malowany światłem". Zdjęcie "645 a1" poniżej
na pierwszy rzut oka wydaje się być tylko zbiorem pewnych plam w których trudno dopatrzyć się jakichkolwiek szczegółów.
Dopiero na zdjęciu "643 a1" można się zorientować co jest cieniem, a co fragmentem ciała.
Zdjęcie "620 1a" już pozbawia nas złudzeń ukazując całe ciało modelki. Oczywiście wprawny malarz dostrzeże to wszystko czego nie ma na zdjęciu, i z tak pokazanego obrazu będzie mógł wykonać nawet "trójwymiarówkę".
No i wreszcie zdjęcie "619 a1" już bez żadnych osłonek
pokazuje jak, grając światłem, można przejść do innych form przekazu. Zanim więc zrobimy zdjęcie, przyjrzyjmy się wcześniej, czy słońce (albo inne źródło) będzie nam sprzyjać. A co wspólnego z tematem postu ma Freud? Wiadomo, że temu panu wszystko kojarzyło się z określoną częścią ciała, i niestety, miał rację, choć może niezupełnie do końca. Bo przecież bodźce zewnętrzne możemy rozpoznać i zareagować na nie, tylko wtedy, gdy już ich doświadczyliśmy. Czego wszystkim Czytelnikom życzę.
Okazało się bowiem, że wyniki są uzależnione nie tylko od wieku, rozwoju, i doświadczenia życiowego danego osobnikam ale i od jego różnorodnych cech osobowości, jak n.p. marzeń, predyspozycji, a nawet predestynacji. Do tak uzyskanych wyników podchodzi się jednak z olbrzymią ostrożnością, bo chociaż bardzo precyzyjnie wskazują one psychofizyczne możliwości rozwojowe danej jednostki, to nie uwzględniają różnych złożonych uwarunkowań i oddziaływań środowiskowych.
W latach 1972-1973 r. zajmowałem się m.in. fotografowaniem aktów kobiecych. Prezentowane poniżej zdjęcia w oryginale były czarno-białe, jednak kilkanaście lat temu wykorzystałem je wykonując na ich podstawie kilka barwnych obrazów olejnych, a potem także kilka grafik komputerowych. Moda minęła, jednak pozostały pewne doświadczenia, dowodzące jaką siłę przekazu ma obraz "malowany światłem". Zdjęcie "645 a1" poniżej
na pierwszy rzut oka wydaje się być tylko zbiorem pewnych plam w których trudno dopatrzyć się jakichkolwiek szczegółów.
Dopiero na zdjęciu "643 a1" można się zorientować co jest cieniem, a co fragmentem ciała.
Zdjęcie "620 1a" już pozbawia nas złudzeń ukazując całe ciało modelki. Oczywiście wprawny malarz dostrzeże to wszystko czego nie ma na zdjęciu, i z tak pokazanego obrazu będzie mógł wykonać nawet "trójwymiarówkę".
No i wreszcie zdjęcie "619 a1" już bez żadnych osłonek
pokazuje jak, grając światłem, można przejść do innych form przekazu. Zanim więc zrobimy zdjęcie, przyjrzyjmy się wcześniej, czy słońce (albo inne źródło) będzie nam sprzyjać. A co wspólnego z tematem postu ma Freud? Wiadomo, że temu panu wszystko kojarzyło się z określoną częścią ciała, i niestety, miał rację, choć może niezupełnie do końca. Bo przecież bodźce zewnętrzne możemy rozpoznać i zareagować na nie, tylko wtedy, gdy już ich doświadczyliśmy. Czego wszystkim Czytelnikom życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























