poniedziałek, 6 czerwca 2016

Oko, rozum i aparat fotograficzny. c.d.

W poprzednim poście starałem się wykazać, że to co widzimy niekoniecznie musi być rzeczywistością. Nie wiem, czy moje zamiary udały się, bowiem mgła, parujące liście, oraz szczegóły w cieniu widoczne były tylko na monitorach wyższej klasy. Wprawdzie na kolejnych obrazach domalowywałem przedmiotowe elementy, ale wątpliwości chyba pozostały. Jedna z komentujących, pani Ewa, zadała ważne pytanie: Dlaczego fotografuje różowy kwiatek, a na zdjęciu jest on niebieski? Proponuję więc test możliwy do wykonania przez każdą osobę dysponującą telefonem i aparatem.


Płytę kompaktową, t.zw. CD, umieszczamy tak jak na zdjęciu powyżej w jakimś stabilnym miejscu (ja wykorzystałem opakowanie po serku), i tak kierujemy aparat, aby sfotografować pełną tęczę. To zdjęcie powyżej, jak i następne poniżej, wykonałem lustrzanką wysokiej klasy operującą na plikach RAW.
Na obu powyższych zdjęciach widać, że akurat te ustawienia aparatu (lustrzanka ma możliwość wymiany oprogramowania, i płynnego przechodzenia w inne tryby) preferują t.zw. "zimne kolory" zawężając pasmo żółto czerwone.




Kolejne zdjęcie prezentowane powyżej wykonane zostało standardowym aparatem mordoobrazkowym, którego fragment odbija się z prawej strony (w testach można użyć takiego aparatu i zwykłego aparatu telefonicznego). Myślę, że porównując oba rodzaje zdjęć daje się zauważyć, że aparaty w zależności od wewnętrznego oprogramowania, matrycy, itp. czynników rejestrują te same obrazy w różnych zakresach barw. Dlaczego tak się dzieje można dowiedzieć się n.p. z Wikipedii, albo od ucznia 5-6 klasy szkoły podstawowej. Ja tylko chciałbym przypomnieć, że nasze oko nie rejestruje (nie widzi) takich barw jak podczerwień i nadfiolet.  


Barwy niewidoczne dla nas odbierają jednak niektóre owady. Na ogól jednak zwierzęta widzą świat głównie czarno biały, lub właśnie niebiesko różowy. Niektóre gatunki, np. ryby, i płazy w ogóle nie odbierają barw, ale są za to niezwykle wyczulone na ruch, i widzą np. 25 klatek wyświetlanych w ciągu sekundy na ekranie TV, gdy my widzimy tylko ciągły ruch. Ruch jest jednocześnie zmianą kontrastu, a więc najmniejszy ruch plamy o dowolnej szarości i na dowolnym tle jest natychmiast zauważalny w świecie ryb, ale i gadów. Czułością, wrażliwością i tp. cechami wzroku ludzkiego chwilowo nie będziemy się zajmowali, chociaż jest to też niezwykle interesujący temat.


Jeżeli jeszcze nie wszyscy się przekonali, że nasz wzrok jest ułomny i nie wszystko widzi zgodnie z rzeczywistością to proponuję kolejny, bardzo prościutki test, przydatny także w przypadku uszkodzenia pilota zdalnego sterowania. Pilot ustawiamy tak jak na zdjęciu poniżej
i kierujemy na niego dowolny aparat fotograficzny. Uruchamiamy oba urządzenia i wtedy okazuje się, że to czego my nie widzimy, widzi nasz aparat - to błyskająca dioda na zdjęciu poniżej!
Jak pisałem ten test także umożliwia sprawdzenie czy nasz pilot jeszcze działa.


O złudzeniach optycznych pisałem wielokrotnie, teraz jednak nasuwa mi się proste pytanie: Otóż w poprzednim poście próbowałem namalować to czego nie udało się utrwalić zdjęciem. Załóżmy jednak, że nie chodzi o mgłę, czy parujące liście, ale właśnie o szczegóły widoczne w cieniu. Dla lepszego efektu przyjmijmy, że tym szczegółem jest słynny już "kwantowy kot Schrödingera”, na dodatek barwy czarnej. Nietrudno wyobrazić sobie, że razem z zachodzącym Słońcem, także kot staje się coraz bardziej niewidoczny. Gdy już nie widzimy nic to można przyjąć, że kot tam jest nadal, ale równie dobrze mógł sobie pójść.


Jak więc namalować kota (a także mgłę, czy parujące liście), który "jest, ale jakby go nie było"? Miłośnicy fizyki kwantowej zapewne dadzą sobie radę z tym problemem, prawdopodobnie filozofowie również. Ale jak namalować wspomnienia i marzenia? I z tym pytaniem zostawiam Czytelników do następnego postu.
.

poniedziałek, 30 maja 2016

Świat jaki widzimy okiem, rozumem i aparatem fotograficznym. Wyobraźnia, a rzeczywistość

To, że otaczający nas świat widzimy "do góry nogami" nie powinno być tajemnicą nawet dla tych, którzy niezbyt chętnie uczęszczali na lekcje fizyki, lub anatomii człowieka w szkole średniej, bo prawdą jest, że obraz docierający za pośrednictwem naszego oka na siatkówkę, jest odwrócony zgodnie z prawami fizyki, i ma też nieco inne barwy. Bardziej skomplikowanym procesem jest natomiast przetwarzanie tego co odbiera siatkówka tak, abyśmy w miarę poprawnie odbierali to co dzieje się wokół nas. Ważne jest też abyśmy potrafili odróżnić złudzenia od rzeczywistości, w czym pomóc może kilka najprostszych testów:  
http://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/2015/05/15-niesamowitych-zludzen-optycznych,4.aspx


W poprzednim poście zaprezentowałem sposób tworzenia obrazów graficznych trudnych, bo wymagających stosowania nietypowego oświetlenia, oddania mgły, gry światłocieni, odbić w wodzie, itp. artefaktów. W tym poście poprzeczkę stawiamy nieco wyżej. Wcześniej jednak mały test, który można wykonać na domowym sprzęcie. Powyżej obraz, do którego wykorzystałem nietypowe barwy (złota i srebrna), które w różny sposób odtwarzane są na różnych wyświetlaczach. Na wyświetlaczach o minimalnych wymaganiach jakościowych kolory: żółty i złoty, oraz szary i srebrny powinny być rozróżnialne. Jeżeli tak jest to przedstawiam fotkę poniżej:


Zdjęcie zostało wykonane jednym z najlepszych obecnie telefonów ...''iPhone'ów (marki nie podaję, bo nie znoszę reklamy),  o parametrach znacznie lepszych od typowych aparatów "mordoobrazkowych". Zdjęcie przypadkowe, więc i parametry techniczne kiepskie. Jak widać jest to zachód Słońca widziany przez gałęzie drzew. Zachmurzenie prawie całkowite, godzina po 20-ej, czas przechwytywania 8 sek. Zdjęcie jest nieostre, bo robione "z ręki" podpartej na pniu drzewa. Poza urokliwą barwą Słońca przebijającego się przez zieleń, chciałem uchwycić ogólne zamglenie i odbłyski na liściach i gałęziach. Czy to się udało?


Zrezygnowany tym co uzyskałem, korzystając z tego, że mój "telefon do zdjęć" pracuje także na plikach RAW zacząłem je obrabiać graficznie. Już pierwsza czynność desaturacji
czyli pozbawienia kolorów i naniesienia tylko wybranych barw spowodowała, że ujawniły się miejsca dodatkowo oświetlone interferującymi promieniami Słońca. Nadal jednak pozostał problem doboru barw, i ogólnego skontrastowania. Po przycięciu zdjęcia z lewej strony zaczęło się więc graficzne wydobywanie barw i refleksów świetlnych. Poniżej pierwszy efekt, oddający z fotograficznego punktu widzenia to co zarejestrował mój aparatotelefon, chociaż nadal daleki od tego co widział mój umysł.


Prawdopodobnie standardowe aparaty w tym miejscu same by dokonały stosownych standardowych korekt doprowadzających obraz do najczęstszych upodobań użytkowników, ale jednak jest to opcja sprowadzająca się do wyboru "coś za coś", kontrast za utratę barw, barwy za rozmycie obrazu, itd., itp., ... Ja jednak postanowiłem inaczej. Wrzuciłem więc zdjęcie (jeszcze zdjęcie!) na piksele i zaczęło się kolejne malowanie penem. Nie chcąc zanudzać kolejnymi etapami obróbki graficznej na poniższym obrazie
przedstawiam to co się działo później. Jak zwykle najtrudniejszym zadaniem okazał się wybór tego "najlepszego" obrazu, ja wybrałem ten poniżej.



Weryfikacji i oceny dokonywaliśmy wspólnie z obserwatorami moich zmagań. Poza moją wersją uznanie zdobyły 4 inne! Była opcja czarno biała, czarno biała z minimalnym podbarwianiem, wersja kolorowa, i kolorowa zamglona. Jak widać nie tylko aparat potrafi własnym oprogramowaniem zmieniać barwy i kształty obiektów na wykonanych przez nas zdjęciach. Na szczęście nadal tylko człowiek potrafi uzupełniać w świecie wirtualnym to czego aparat nie widzi swoim okiem w świecie rzeczywistym. Ale nie cieszmy się, nauka, technika i technologia coraz śmielej kroczą naprzód, my raczej pozostajemy w tyle. Pozostaje nam tylko wyobraźnia i improwizacja, ale na jak długo? ;)
.

sobota, 7 maja 2016

Długi weekend na żaglach, sztalugach i grillach

To miał być długi przyjemny weekend i w zasadzie taki był, gdyby nie obowiązek wszechpolskiego grillowania, ale o tym napiszę w innym miejscu. Efektem weekendu miał być typowy "widoczek", który prezentuję poniżej:


A teraz o obiecanych wcześniej technikach wirtualnego "malowania" na sztalugach. Wykorzystałem ogólnodostępne graficzne programy tworzenia grafiki rastrowej i wektorowej. A więc, tak jak w realnym malarstwie olejnym (można też robić akwarelami, czy ołówkiem) przygotowujemy blejtram. Oczywiście pomijamy etap naciągania płótna na własnoręcznie zbite ramy i pokrywania różnorodnymi czarodziejskimi podkładami, suszenia, garbowania, itd., itp., tak jak to robili dawni mistrzowie pędzla i palety.


W grafice wirtualnej wystarczy zakreślić ramy obrazu, w moim przypadku było to tylko 1024x768 px, rozdzielczość najczęściej pojawiająca się na różnego rodzaju wyświetlaczach. Grafika wektorowa wymaga wcześniejszego położenia tła (zwanego także gruntowaniem), wtedy możemy wykorzystać możliwości łączenia się kolorów, przenikania, rozmazywania, uzyskiwania wypukłości, drukowania w 3D, itp, efektów, pisałem o tym tutaj:      
http://foto-anzai.blogspot.com/search/label/Teoria


Jak widać na rys. "etap 1" poniżej
ograniczyłem się tylko do położenia podstawowych barw. Ta podstawowa czynność, czyli wybór koloru, jest chyba najważniejszym etapem tworzenia obrazu zarówno w wirtualu, jak i w realu. Dalej poszło już gładko.


Etap 2 poniżej to naniesienie konturów głównych elementów obrazu. Tu należy tylko dbać o proporcje, kształty i perspektywę.



Na etapie 3 rozmazujemy kolory i ewentualnie uwidaczniamy szczegóły obrazu.



Teraz - etap 4 - staramy się odtworzyć główne elementy obrazu powyżej lustra wody. To ważne, bo w następnym etapie, elementy te, będą musiały się "odbić" w wodzie.



Etap 5 stanowi o prawdziwej wartości naszego obrazu. Problemem jest to, że obraz odbity w wodzie jest zmieniony o tę samą wartość tonalną, czyli po prostu jest nieco "zimniejszy". Dodatkową trudnością jest to, że woda w rzece płynie, a więc obraz odbity, będzie miejscami zniekształcony, a nawet przerywany. Pojawią się też barwy niewidoczne na wybranym kadrze obrazu. Jest to niebo, które odbija się w wodzie.



Etap 6 to właściwie ostatnie "pociągnięcia pędzlem", tutaj - jest to obraz "6" zamieszczony na wstępie postu, widać wzmocnienie czerwonych barw liści na krzakach z prawej strony, oraz poprawienie kontrastu liści na drzewie. Pisząc "właściwie" mam na myśli to, że "prawdziwy" obraz zostanie jeszcze upiększony automatycznymi technikami barwienia, zakodowany, opublikowany, "przycięty" i ... sprzedany, oczywiście o ile spodoba się odbiorcom.
.

środa, 6 kwietnia 2016

Kolorowe, czy czarno białe? Wycieczka szkolna 1968 r.

Tytuł jest mylący, bo nie chodzi o rozstrzyganie, które z technik fotograficznych są lepsze, czy atrakcyjniejsze. W 1968 r. pojechaliśmy na wycieczkę szkolną w góry. 4 dniowa trasa była tak zaplanowana, że nocowaliśmy w luksusowych hotelach w Krakowie i we Wrocławiu. Zwiedzaliśmy oba miasta i górskie atrakcje takie jak okolice Śnieżki i Morskiego Oka. Zdjęcia, które publikuję w tym poście nie są atrakcyjne, bo trafiliśmy na wyjątkowo złą pogodę, ale oddają nieco śmieszną atmosferę jakiej byłem autorem.



Zdjęcie powyższe "1571" zrobiłem przy zejściu do schroniska "Samotnia" nad Małym Stawem. Warunki oświetleniowe były fatalne, nie padało, ale niebo było zaciągnięte grubymi szarymi chmurami, stąd i zdjęcie szarobure. Jak widać trudno odróżnić zieleń od skał jakimi pokryte było zbocze góry, tu szare, i tam szare.
To zdjęcie "1571 a3" jest już lekko pokryte barwami, co - jak dla mnie - pozwoliło na wyciągnięcie wielu szczegółów (skały, zieleń), które nie były do odróżnienia na zdjęciu "1571".



Dla porównania niżej publikuję kolorowe zdjęcie "Samotni" (1780 a1) zrobione kilkanaście lat później:


oraz wersję tego samego zdjęcia (1780 a0) po desaturacji, czyli pozbawionego kolorów.:

Co do opisywanej wycieczki szkolnej to miałem olbrzymie wątpliwości, czy zabrać się na nią, bo oba miasta znałem, mieszkała tam moja dalsza rodzina, a więc także Śnieżkę, jak i Morskie Oko już zaliczyłem. Przeważyła jednak możliwość noclegu w luksusowych hotelach (nazw nie pamiętam), które oferowały salę dancingową. Jak już wcześniej wspominałem od dwóch lat uczęszczałem na kurs tańca, i podobno nawet miałem talent. Był jednak problem jak niepostrzeżenie wyrwać się po szkolnym "capstrzyku" i dotrzeć na "hulankę i swawolę" na parkiecie.












Sprawę rozwiązałem na t.zw. "wyrwę". Uznałem, że nie ma szans na przebieranie się ze stroju sportowego na galowy, więc w góry poszedłem ubrany tak jak do tańca: biała koszula z krawatem, na to naciągnięty gruby golf, który ukrywał moje niecne zamiary, na wierzchu marynarka, spodnie "w kancik", i oczywiście mięciutkie mokasyny przeznaczone do tańca. Zdziwionym nauczycielom wyjaśniłem, że strój sportowy zapomniałem zabrać ze sobą.


















W górach taniec po zaśnieżonych trasach szedł mi raczej kiepsko, bo mokasyny ślizgały się jak na lodowisku, jednak wieczorem, gdy wszyscy poszli spać, na parkiecie byłem już niekoronowanym królem tańca. Teraz z lekkim przymrużeniem oka wspominam swoją wspinaczkę, którą trudno nazwać wysokogórską. I pewnie bym nawet zapomniał, że w butach do tańca zdobywałem szczyty polskich gór, gdyby nie poniższe dowody. Zdobywaliśmy po drodze każdy wzgórek i pagórek. Te na zdjęciach wyżej i obok (1567 a3, i 1569 a1) to jedne z nich.















W krótkich chwilach wypoczynku/sjesty, najczęściej w oczekiwaniu na podanie obiadu (tak jak tutaj na zdjęciu niżej 1568 a3), bo wiadomo wycieczka czekać ma, udawało się zrobić zdjęcie grupowe. Było to dość trudne zadanie, bo w aparacie nastawiałem samowyzwalacz, a potem szybko doskakiwałem do grupy.


Czasami udawało się komuś z grupy wytłumaczyć, gdzie ma nacisnąć spust wyzwalacza a wtedy fotografowane panie uwalniały uśmiech nr 3, a panowie robili wdech, i prężyli swoje muskuły (1566 a3).




















To zdjęcie obok (1570 a2) prawdopodobnie powstało przed jakimś hotelem/schroniskiem w Zakopanem, gdzie jedliśmy obiad.














Kilka lat po niezapomnianej wycieczce szkolnej, chyba około 1972/1973 r., wybrałem się na wycieczkę do ZSRR. To zdjęcie na dole "1572 a1" wykonałem u podnóża Elbrusa. Pogoda także była fatalna, dlatego nie zakładałem do aparatu filmu barwnego. Przyroda jednak zaskoczyła mnie, bo w pewnym momencie szczyty gór przesłoniły ogromne obłoki, a jednocześnie z tyłu co jakiś czas słońce przebijało się przez chmury nietypowo oświetlając zbocza gór. Zdjęcie czarno białe nie oddaje tego co zobaczyłem, tamtego wrażenia sprzed ponad 50 lat nie oddaje również pokolorowanie zdjęcia, zdecydowałem się jednak na ten zabieg, bo pozwolił na utrwalenie niezapomnianego wrażenia.

.

czwartek, 10 marca 2016

Teraz będzie o gustach, czyli modelki od XS do XXL

Poprzedni post miał być o kompozycji obrazu jednak rozwinął się w kierunku gustów. Pomyślałem więc, że ten post spróbuję napisać o gustach, z nadzieją, że może nawróci się do kompozycji obrazu. Bo przecież właściwe podanie treści, nawet jeżeli jest to estetycznie ułożone niezbyt smaczne danie na talerzu, potrafi wzmóc apetyt na konsumpcję chociażby wzrokową. Z góry też odcinam się od podejrzeń o seksizm, na razie bowiem nie dojrzałem w sobie predyspozycji o możliwości dyskutowania na podstawie innych niż heteroseksualnych w odbiorze modeli.


Wbrew zapewnieniom autorów ściągniętej poniżej strony nie jest to najchudsza modelka świata, bo tamta rekordzistka już nie miała sił chodzić. Po kilku godzinach od wykonania jej zdjęcia na leżąco zmarła. Zdjęcia absolutnej rekordzistki nie publikuję, bo ... bo.

Pobrane ze strony: http://www.kobietkowo.pl/9609/1/najchudsze-modelki-na-swiecie-uwaga-drastyczne-zdjecia-material-18-tylko-dla-doroslych.html



Także pani na zdjęciu poniżej nie jest najgrubszą modelką, rekordzistka nie chciała jednak pozować, więc wybrałem tą modelkę zajmującą nieco dalsze miejsce w rankingu.
Christina Paez, from Medford, Oregon, binged on cakes until she was bed-bound with obesity and anxiety about her size -- but after stumbling upon a group of fat admirers who loved her super sized body, the 39-year-old's life was transformed
Pobrano ze strony: http://kobieta.wp.pl/query,christina%20paez,szukaj.html?ticaid=1169f4
Jak widać wszystkie panie, i te chude, i te grubsze, dość poprawnie zaprezentowały swoją sylwetkę. Można mieć pewne zarzuty w stosunku do labilności niektórych fragmentów ciała (jednym przeszkadza brak body, u innych jest tego nadmiar), w określonej pozycji, ale z uwagi na budowę anatomiczną ten fakt pomijamy. Na szczególną uwagę zasługuje chyba to, iż modelka na powyższym zdjęciu pięknie wyeksponowała mięśnie uda: grzbietowy i przywodziciel długi (obszar nad czerwonymi majteczkami). To tyle o kompozycji.


Teraz o gustach. Jak doniosły media kilka tygodni temu doszło do niecodziennego rozwodu, gdzie mąż uzyskał rozwód na podstawie udowodnionego faktu, iż jego żona ważąca 147 kg, bez jego zgody odchudziła się aż o ponad 70 kg! Czy jednak gabaryty i waga kobiety są najważniejszym argumentem w pożyciu małżeńskim, oraz damsko męskim? Trudno przecież ocenić odwrotną sytuację, gdy kobieta (np. modelka z górnego zdjęcia po lewej stronie) z medycznego punktu widzenia stanowiąca etap przejściowy pomiędzy skrajnym wyniszczeniem a stanem terminalnym, nadal bierze udział w "wybiegach", odnosi znaczące sukcesy, i ubrana "od stóp do głów" pięknie się prezentuje.


Skoro rozmiary osobnicze i proporcje budowy ciała  nie mają znaczenia przy ostatecznej ocenie to może decydującym jest wiek?


Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/zobaczcie-jak-wyglada-najmlodsza-modelka-swiata_59794.html




Jak widać wiek w kontekście oceny modelki także może nie mieć większego znaczenia. Tu nasuwa mi się pewna dygresja. Patrząc na 5 letnią modelkę (to ta wyżej) nie mamy pewności co z niej wyrośnie, i czasami przychodzi rozczarowanie. Patrząc na 86 letnią Daphne, na zdjęciu poniżej, zastanawiamy się jak ślicznie mogła wyglądać w młodości.
Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/oto-najstarsza-modelka-swiata-ma-lat/jq4hs17


Wprawdzie nie gustuję w młodzieży poniżej 13 r.ż. jednak zdarzyło mi się być "poderwanym" przez 5-latkę. Otóż na imprezie gwiazdkowej (ok. 1972 r.), jako fotograf musiałem rozebrać swoją lustrzankę 6x6 cm. Gdy robiłem to nieco na uboczu na podłodze, nagle poczułem jak jakaś delikatna rączka obejmuje mnie za szyję, a do ucha wpada pytanie: "Cio jobiś?". Wyjaśniłem więc uroczej śnieżynce, bo to ona była i mogła wyglądać mniej więcej tak:


Pobrano ze strony: http://www.bazarek.pl/searchx.php/fraza,str%C3%B3j+%C5%9Bnie%C5%BCynki
"cio jobię", i rozejrzałem się za najbliższą dorosłą osobą, aby przekazać/ oddać zagubioną śnieżynkę. Osobą tą okazała się jej matka przyglądająca się nam z zaciekawieniem, która zalotnie wyjaśniła, że śnieżynka "nie ma ojca", więc go sobie szuka. No, i wszystko jasne! Dama nie ma kawalera więc szuka. Wiadomo dla pań szukających mężczyzny wiek i wygląd nie gra roli (ale jestem złośliwy). ;) To potwierdziła moja przygoda ze starszą o ok. 37 lat panią docent poznaną na uczelni, gdzie robiłem II-gą specjalizację.


Pani docent była w wieku przedemerytalnym, ale mieszkała kilkaset metrów od uczelni, a że lubiła biegać, więc często jako studenci widywaliśmy ją na boisku, lub na sali gimnastycznej. Lubiła też tańczyć, co dla mnie, wtedy już "dansiora" z ponad 7 letnim półprofesjonalnym stażem, było dodatkową atrakcją. Poznaliśmy się na juwenaliach, awansując do finałowych rozgrywek w maratonie tanecznym. Mogliśmy wtedy (1980-82) mniej więcej wyglądać tak:

Pobrano ze strony: https://www.pudelek.pl/artykul/71612/najstarsza_modelka_swiata_staruszka_tez_chce_czuc_sie_piekna/

















Jeśli:
Nie grube, nie chude, nie młode, nie stare
Nie wątłe, nie jare, a przy tym "brunetki, blondynki
Ja wszystkie was dziewczynki ..." to pozostaje przedstawić opcję popularną i standardową.

To zdjęcie po lewej, to najczęściej pojawiająca się na tym blogu modelka mieszcząca się w wymaganej kategorii "rozmiarowagowzrostu". Czy jednak zawsze najlepszym rozwiązaniem jest opcja "standard"? W poprzednim poście przedstawiłem standardową modelkę CocoAustin prezentującą styl: "full wypas - czyli stanęła jak krowa do wydojenia" - ale przecież wiadomo, że w życiu bywa tak, iż bardziej od gabarytów liczy się filuterne i zalotne spojrzenie, sposób mówienia, chodzenia (nie idzie, a płynie), inteligencja ogólna, elokwencja, erudycja, obycie towarzyskie (żeby nie byłą kurą domową, albo żeby właśnie była!), stosunek do życia i świata zewnętrznego, itd., itp., ... Zapraszam więc do dyskusji.




















Aby nie było za łatwo przedstawiam znane zdjęcie naszej pięknej polskiej aktorki i modelki pani Heleny Norowicz.
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/helena-norowicz-na-okladce-pani-razem-z-nia-dwie-znane-aktorki-zdjecie_125819.html
Mój komentarz jednak nie odnosi się akurat do tego zdjęcia. Wystarczy bowiem poszperać w biografiach znanych aktorek i modelek, które chemią i skalpelem poprawiły swoją urodę, aby przekonać się, że z naturą nie jest tak łatwo. Tu również decyduje genetyka, a na wygląd trzeba sobie zapracować także ... w poprzednich pokoleniach. Rada więc dla panów: Zanim oświadczysz się swojej wybrance, poznaj jej przodków, szczególnie w linii żeńskiej. I tym optymistycznym akcentem ...
.

środa, 24 lutego 2016

Reklama jest dźwignią handlu, a w dziedzinie erotyki potrafi także dźwignąć to, co już nie chciało się podnieść.

Coco's Hottest Bikini Moments
Pobrano ze strony: http://tracara.com/americka-starleta-ponosno-srpkinja-sam/


Widoczna na zdjęciu powyżej super seks bomba według zawistnych kobiet, głównie dziennikarek (cytat ze strony: http://www.se.pl/rozrywka/gwiazdy/szok-silikonowe-monstrum-nicole-coco-austin-byla-kiedys-ladna-kobieta_188398.html to:
"... Nicole 'Coco' Austin (32 l.) przed laty była ładną brunetką o szczupłej figurze. Dziś wygląda jak kobieta ponton, który może lada chwila wybuchnąć i zatopić wszystko w silikonowym tsunami ..." To tyle co mogą powiedzieć/napisać kobiety o kobietach. A co mówią mężczyźni?

No cóż, prawdopodobnie większość t.zw. prawdziwych "macho" chciała by się znaleźć choć raz w życiu na takim pontonie. Gusta jednak się zmieniają, więc nie będzie o gustach. Spróbujmy podywagować o potrzebach, proszę sobie wyobrazić, że po zjedzeniu kilku tłustych i słodkich ciastek marzymy o korniszonku z czosnkiem, lub grzybku w occie, a ktoś nadal częstuje nas pralinkami!!! Podobnie jest z kobietami i mężczyznami (oczywiście tymi statystycznymi!), bo przecież "brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki ...


Po tym wstępie możemy przejść do do fotografii reklamowej, i głównie do podstaw kompozycji obrazu. Wśród wielu zdjęć słynnej "Coco" można znaleźć dobre i całkiem dobre, trudniej znaleźć te kiepskie. Ja jednak znalazłem, i proponuję zagadkę.
zdjecie z lewej pobrano ze strony: https://es.pinterest.com/pin/474426141968238345/, natomiast na zdjęciu z prawej strony naniosłem kilka retuszerskich korekt. Czym różnią się te poniższe dwa zdjęcia, dla ułatwienia umieszczone obok siebie? Pozornie niczym, to ta sama Coco tyle, że na zdjęciu z prawej strony, dla potrzeb tej notki, wykonałem dokonałem drobnego fotomontażu. Różnice proponuję odnaleźć samemu.


Nie chodzi zresztą o różnice, ale o ogólny odbiór obrazu. Modelka na zdjęciu z lewej, gwarowo to opisując, stoi "jak do wydojenia", na zdjęciu  z prawej próbuje wyeksponować erotykę. Oczywiście w zdjęciu po prawej można jeszcze wiele poprawić (głowa powinna być ustawiona nieco profilem i zwrócona do góry, należało usunąć rozpraszające tło, modelka mogła jedną ręką lekko unieść włosy, itd., itd., ), nie zrobiono tego, stąd zdjęcie należy zakwalifikować do t.zw. "mordojebek sytuacyjnych".


Dla kontrastu chciałbym przedstawić typowe zdjęcie reklamowe
moim zdaniem wykonane perfekcyjnie (nawet palce dłoni są ułożone poprawnie - n.b. to była zagadka z poprzedniego zdjęcia, gdzie okazało się, że modelka lubi układać paluszki lewej dłoni w zalęzności od umiejscowienia drogiego pierścionka), obie sylwetki, męska i damska, niosą duży ładunek erotyzmu i mają duże oddziaływanie na klientów wszelakiej płci, wieku i zapatrywań. To po prostu dobra fotografia reklamowa wykonana zgodnie z zasadami starej dobrej szkoły.



Po zbadaniu źródła okazało się, że wykonawcą zdjęcia powyżej jest firma rosyjska skutecznie działająca na polskim rynku marketingowym. I wówczas przypomniałem sobie własne problemy sprzed ponad 40 lat. Zdjęcie po lewej stronie wykonałem na zwykłym czarno białym filmie pod koniec lat .60 ub.w. (tutaj jest zabarwione metodą graficzną). Już wtedy byłem przekonany, że mam przed sobą doskonale zbudowaną i wysportowaną modelkę, która jednak nie potrafi wyeksponować tego co ma najlepsze.


Zdjęcia powtarzaliśmy kilkadziesiąt razy na przestrzeni kilku dni. Problem był prozaiczny, ale trudny w realizacji. Modelka powinna między innymi na czas otwarcia migawki: a/ wciągnąć maksymalnie brzuch, b/ napiąć wszystkie mięśnie, c/ utrzymać stopy w zadanej pozycji (to trudne przy ekspozycji mięśni nóg), i chyba najtrudniejsze d/ zachować stan podniecenia tak, aby widać było profil piersi. Oczywiście do tego powinna się miło uśmiechać i zalotnie "łypnąć oczkiem".


Pomimo ścisłej współpracy założonego efektu nie osiągnęliśmy, bo zawsze pojawiała się jakaś wada. I tak przegrałem największe wyzwanie jakie podsunął mi los. Uparłem się bowiem, że zdjęcie reklamowe można wykonać jednym aparatem fotograficznym. Po kilku latach trafiła do mnie radziecka wersja "Playboy'a", gdzie zobaczyłem perfekcyjnie wykonane w kolorze zdjęcie "mojej" modelki. I wtedy przypomniało mi się powiedzenie: kasa Misiu, kasa.


Zdjęcia studyjne wykonywano bowiem w jednym czasie wieloma aparatami z tego samego miejsca, a potem składano je w jeden obraz. Dla mnie fotoamatora, zdobycie jednego aparatu "Pentacon six" (a takim wówczas dysponowałem) równało się zdobyciu kasy równoważnej wartości połowy "malucha". Dzisiaj takie zdjęcie można na dobrą sprawę wykonać kilkoma smartami za zlotówkę. No cóż, czasy się  zmieniają ...



.

czwartek, 4 lutego 2016

Męski tyłeczek, gusta i guściki



Przyznaję, że w poprzednim świątecznym poście zlekceważyłem płeć piękną pozbawiając jej wrażeń estetytcznych. No to teraz, w ramach rekompensaty będzie o płci brzydkiej. Kulturystyka różnie "się miała" na przestrzeni wieków, raz lepiej, raz gorzej, jednak kult ciała był nagradzany we wszystkich epokach od czasów kiedy na ziemi pojawili się ludzie. Dopiero produkcja wyspecjalizowanej broni, umożliwiającej sprawniejsze zabicie wroga nawet bez fizycznego kontaktu z nim, zaczęła przechylać szalę meskiej waleczności w kierunku nie bezwzględnej i tępej siły, jaką na rysunku niżej prezentował Herkules, ale specyficznych umiejętności.









"... Półboski Herkules (przez Greków nazywany Heraklesem), jedna z najważniejszych postaci greckiej mitologii, stał się już w starożytności symbolem nadludzkiej siły, nieposkromionej odwagi, seksualnej witalności, ale również obżarstwa i pijaństwa. Obraz tępego siłacza, złagodzony nieco przez erudycję pokoleń uczących się jeszcze języków klasycznych, obowiązuje w kulturze do dziś, i niemałą zasługę można tu przypisać X Muzie ..."






Pobrano ze strony: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1586681,1,jest-nowy-film-o-legendarnym-herkulesie-kim-jest-ten-mityczny-heros.read


O upowszechnieniu kulturystyki można właściwie mówić dopiero wtedy, gdy pojawiły się publiczne media. To właśnie możliwość publikowania zdjęć i tekstów znacząco zwiększyła zainteresowanie budową ciała. Czy było to takie zainteresowanie jakiego panowie oczekiwali? No cóż, na ten temat niewiele jest doniesień z przeszłości. Wprawdzie pozostały zdjęcia panów, którzy body building uprawiali już ponad 100 lat temu, jednak reakcje dzisiejsze są zastanawiające. Oto jedno z takich zdjęć

http://www.fabrykasily.pl/Kulturysci_z_1910_roku-13491
i kilka komentarzy naszych rodzimych internautów, z których wypowiedzi widać jak budowanie masy mięśniowej wpływa na degenerowanie i upośledzanie innych czynności przynależnych gatunkowi ludzkiemu.  


Wśród wielu książek jakie czytałem, a właściwie pożerałem w dzieciństwie, znalazło się kilka z gatunku instruktaży dla początkujących kulturystów. W jednej z nich zaprezentowano zdjęcia najsławniejszych wówczas kulturystów z opisem jak, i jakie partie mięśni należy ćwiczyć, aby upodobnić się do wzorcowego modelu. Niestety nie znajduję tych zdjęć w sieci, a więc i nie ma sensu dla porównania publikować też moich zdjęć z lat dziecięcych, czyli połowy lat '65 ub.w. Efekty były jednak widoczne i odczuwalne także przez moich rówieśników, którzy z coraz większym szacunkiem odnosili się do mnie.


Marzyłem o uzyskaniu sylwetki trójkąta (pisałem o tym w poście: http://foto-anzai.blogspot.com/2014/03/kulturysci.html#comment-form), a więc rozbudowana klata, wąska talia, i średnio umięśnione nogi. Mniej więcej powinno to wyglądać jak coś pośredniego pomiędzy tym zdjęciem:

Pobrano ze strony: http://www.sportowiec.org/freddy-ortiz--oldschoolowy-kulturysta
a tym:

Pobrano ze strony: http://www.budujmase.pl/component/content/article/65-sylwetki/6148-zawodowi-kulturysci-frank-zane.html


"Machanie sztangą" rozpocząłem w wieku 13 lat (!), i skończyłem po wielu latach, gdy jedna z kolejnych wcześniej znanych dziewczyn stwierdziła, że stałem się "taki jakiś kwadratowy". No cóż, "kobieta zmienną jest" ... jednym to się podobało, innym nie. Przestałem więc budować, a zacząłem rozciągać. I myślę, że dobrze zrobiłem, bo już w "Złotej Epoce Gierka" pojawiły się "dopalacze", oparte na sterydach, umożliwiające powiększanie jednego mięśnia, kosztem zmniejszania innego, tego znacznie ważniejszego. ;)


Wracam jednak do tematu "Męskiego tyłeczka", o którym nie mam zbytniego pojęcia, jako, że na razie jeszcze w tym nie gustuję. Mniej więcej domyślam się o jakim tyłeczku myślą panie, dlatego dla przeciwwagi przedstawiam zdjęcie tyłeczka:

jakie znalazłem na stronie: http://www.sportowiec.org/tommi-posladkowiec-thorvildsen


Nie wiem ilu panów stosuje niedozwolone środki na budowanie masy mięśniowej, ale chciałbym przypomnieć jakim poświęceniem dysponuje płeć piękna. Oto czego się nie robi dla wystających pośladków!

Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/wydarzenia/nieudana-operacja-plastyczna-chciala-miec-tylek-jak-kardashian,artykuly,473563.html


Czy jednak jest to ostatnie słowo w kulturystyce? Otóż nie, Synthol to specyfik sporządzony z wielu zakazanych substancji chemicznych. Wstrzyknięty do mięśni zwiększa ich objętość. Jest to bardzo niebezpieczny środek, ponieważ nie ma żadnej kontroli w jego przemieszczaniu się.
Najdziwniejsi "kulturyści" świata
Pobrano ze strony: http://sportowybar.wp.pl/gid,17886326,kat,1041241,page,13,title,Wygladaja-niesamowicie-Zobacz-miesniakow-po-syntholu,galeria.html?ticaid=1166b7


Tańczący męski tyłeczek znalazłem na stronie:
http://imladis.p2a.pl/viewtopic.php?id=6765
niestety jest to plik typu "gif" i na razie blogspot takich wklejek nie akceptuje. Tak więc proszę sobie kliknąć na linka.