Perspektywa: "żabia, naturalna (zwana też planem amerykańskim), i ptasia" to terminy już znane, ale warto je przypomnieć w nieco innym kontekście, i na przykładzie kwiatu, który wybrałem w poprzednim poście. Kwiat ze zdjęcia 1a w poprzednim poście to po prostu oszust, który udaje nenufara! Wprawdzie na zdjęciu płynie wśród zieleni, ale doskonale wyważony potrafiłby zapewne pływać i w wodzie.
Prawdopodobnie gdyby aparat był ustawiony idealnie poziomo to otrzymalibyśmy widok jak na powyższym zdjęciu 4a, a wtedy nietrudno zauważyć, że kwiat na zasadzie geotropizmu idealnie trzyma pion i poziom. Na kolejnym poniższym zdjęciu 5a dodatkowymi kreskami zaznaczyłem prawdopodobny punkt dla perspektywy naturalnej, która intuicyjnie została tutaj zastosowana.
Oczywiście autorka ma rację, że można było ustabilizować tło (aby nie rywalizowało z głównym motywem zdjęcia) poprzez zastosowanie perspektywy ptasiej, bo wtedy kwiat byłby pokazany na tle trawy. No tak, tylko wtedy zdjęcie by utraciło swój dodatkowy walor dokumentalny. W wersji jak na 4a wyżej jest to idealny materiał do albumu botanicznego.
W poprzednim poście nieco zaimprowizowałem i umieściłem kilka peonii razem. Wiadomo, że w naturze tak to nie wygląda. Ale czego się nie robi dla "sztuki"? Kilkanaście lat temu uczestniczyłem w międzynarodowej wystawie kwiatów w Hadze. Razem z koleżanką mieliśmy akredytacje, ale samochód szwankował i dojechaliśmy grubo po umówionym terminie.
W założeniach mieliśmy zrobić zdjęcia pięknych róż wcześnie rano, gdy na płatkach jest jeszcze rosa. Przyjechaliśmy sporo po południu. Ale Polak potrafi, gdy więc pozostawiono nas samych w szklarni, koleżanka szybko zdjęła rajstopy i ściągnęła do siebie kilka pięknych, ale oddalonych róż, potem stanęła nad nimi i zrobiła im ... rosę. Delegację zaliczyliśmy. Zdjęcia, po powrocie do redakcji wywołały zachwyt przełożonych. Nie wiem, tylko, czy różom to się podobało ...
Na blogach też znajduję sporo cudownych zdjęć z kroplami "rosy" na płatkach (niestety do tej pory nie otrzymałem zgody na ich publikację), i wtedy zawsze wracam do wspomnień. Nie będę już zadawał nudnych zagadek. Te rozważania przytoczyłem po to, abyśmy chociaż wiedzieli jak nazwać nasze, nieraz cudowne, zdjęcia. Ten sam kwiat (4a) prawidłowo opisany, skadrowany, i skorygowany może występować aż w trzech kategoriach tematycznych.
Problemem jest jednak to, że korekty można dokonywać WYŁĄCZNIE przed lub w trakcie wykonywania zdjęcia. To co ja robię to tylko zabawa, być może służąca celom poglądowym, ale niedopuszczalna, gdy chcemy zachować oryginalność zdjęcia.
wtorek, 9 lipca 2013
poniedziałek, 8 lipca 2013
Mikro, makro - kwiaty cz. 2
Mistrzyni czarodziejskich krajobrazów i klimatów Akwamaryna
http://my-time-akwamaryna.blogspot.com/
przoduje także w fotografowaniu kwiatów i głównie zakątków swojego czarodziejskiego ogrodu. Oto co dzisiaj złowiłem na Jej blogu (zdj. 1a):
Oczywiście, ponieważ jestem już znany jako "psuja", natychmiast przystąpiłem do roboty. W efekcie mamy zdjęcie 2a.
Mam nadzieję, że rozszyfrowanie zagadki: Co różni oba zdjęcia? - nie przysporzy kłopotów tym Czytelnikom, którzy już wcześniej wyrażali opinie o moich podejrzanych przedsięwzięciach.
Dla ułatwienia poniżej przedstawiam jeszcze jedno zdjęcie 3a tej samej autorki, gdzie uznałem, że jest na tyle interesujące, że nie można ruszyć nawet jednego piksela. No i nie ruszyłem.
Dodatek: 08-07-2013 godz. 18:45
-------------------------------------------
http://my-time-akwamaryna.blogspot.com/
przoduje także w fotografowaniu kwiatów i głównie zakątków swojego czarodziejskiego ogrodu. Oto co dzisiaj złowiłem na Jej blogu (zdj. 1a):
Oczywiście, ponieważ jestem już znany jako "psuja", natychmiast przystąpiłem do roboty. W efekcie mamy zdjęcie 2a.
Mam nadzieję, że rozszyfrowanie zagadki: Co różni oba zdjęcia? - nie przysporzy kłopotów tym Czytelnikom, którzy już wcześniej wyrażali opinie o moich podejrzanych przedsięwzięciach.
Dla ułatwienia poniżej przedstawiam jeszcze jedno zdjęcie 3a tej samej autorki, gdzie uznałem, że jest na tyle interesujące, że nie można ruszyć nawet jednego piksela. No i nie ruszyłem.
Dodatek: 08-07-2013 godz. 18:45
-------------------------------------------
sobota, 6 lipca 2013
LaborFot. Czarno-białe, czy kolor?
Fotografia czarno - biała była prosta jak pytanie: Co to jest? Czarne, białe, czarne, białe, czarne, białe, jeeeeb. Tym co znają ten dowcip podpowiadam, że nie chodzi o zakonnicę spadającą ze schodów, ale o proces budowania obrazu czarno białego w oparciu o efekt światłoczułości. Tak bowiem, w dużym uproszczeniu, tworzy się obraz za pomocą małych mniej lub bardziej naświetlonych (czyli czarnych) drobinek chlorku srebra.
Fotografia kolorowa jest oparta na podobnej zasadzie, z tą drobną różnicą, że obraz jest zapisywany na trzech warstwach uczulonych na trzy podstawowe kolory: Red, Green, Bleu. Dodatkowym elementem jest poziom nasycenia tych barw. Uogólniając jest to podstawa widzenia kolorowego świata i odwzorowania go przez różnego rodzaju urządzenia analogowe, cyfrowe, a nawet nasz zmysł wzroku.
Gdyby jednak iść dalej tym torem porównawczym zakładając, że kolor jest tylko trzykrotnym powieleniem czarno - białej technologii, to przy obróbce fotochemicznej można by się srogo zawieść. Kiedyś, zmuszony sytuacją, wywołałem film czarno biały w talerzach kuchennych, a następnie wykonałem najważniejsze zdjęcie wykorzystując aparat jako powiększalnik. Całość operacji przeprowadziłem w łazience hotelowej.
Na wyposażenie domowej ciemni fotografii barwnej musiałem przeznaczyć kilka lat starań i środki porównywalne do zakupu samochodu. Najważniejszym problemem było utrzymanie stałej temperatury nie tylko roztworów, ale i pomieszczenia. Różnica temperatur powodowała to, że na brzegach kuwet (tam, gdzie dochodziło do wymiany temperatury) pojawiały się inne kolory, a całość obrazu zachowywała się niestabilnie. Kolejny problem to izolacja poszczególnych punktów obróbki. W fotografii cz.b. nawet przypadkowe chlapnięcie wywoływacza do utrwalacza (a nawet odwrotnie!) nie miało większego znaczenia. Obróbka odbywała się przy jasno czerwonym świetle i można było wszystko skorygować.
W fotografii kolorowej - z uwagi na wrażliwość na wszystkie barwy - panowała absolutna ciemność. Współczynnik ph roztworów był tak duży, i rozrzucony, że wpływ na kolory mogły mieć nawet opary unoszące się nad otwartymi kuwetami. Dodatkowo aktywność roztworów spadała po każdym wywołaniu jednego zdjęcia, trudno więc było wykonać idealnie powtarzalne zdjęcia. Zanim jednak do Polski dotarły pierwsze fotolaby na obróbce zdjęć kolorowych można było się nieźle obłowić.
O ile jednak obróbka cz.b. umożliwiała zastosowanie wszelkich technik retuszerskich, na wszystkich etapach tworzenia zdjęcia, to w fotografii kolorowej był to proces niezwykle utrudniony. Podobnie było z wykonywaniem zdjęć aparatem. O zastosowaniu odpowiedniego filtru w fotografii czarno białej można było zdecydować spoglądając przez ten filtr na fotografowany obiekt. W fotografii kolorowej wynik można było ocenić dopiero po wykonaniu odbitki kolorowej.
Tak właśnie doszło do wykonania moich "bezcennych" zdjęć, które opublikowałem w poprzednim poście, jako zdjęcia beznadziejne. Dopiero po kilku miesiącach, po przestudiowaniu właściwości filtrów jakie zastosowałem, charakterystyki światłoczułości barwnej filmu, i rodzaju odczynnników, dowiedziałem się dlaczego moje zdjęcia kolorowe, wykonywane w Moskwie i Tbilisi, zasadniczo niczym nie różniły się od fotografii jednobarwnej, jak to widać na zdjęciu po niżej.
Nie udawały się żadne korekty, bo poszczególnymi etapami obróbki nieświadomie znosiłem poprzednio uzyskane efekty. Dopiero po kilku latach, gdy przerzuciłem się z technologii Agfa na Orwo udało mi się wykonać te same, ale już bezbłędne zdjęcia. Niestety jednak zmieniła się towarzysząca mi modelka (kulturystka), a i tych prac ze względów objętych prawami autorskimi nie mogę publikować.
Fotografia kolorowa jest oparta na podobnej zasadzie, z tą drobną różnicą, że obraz jest zapisywany na trzech warstwach uczulonych na trzy podstawowe kolory: Red, Green, Bleu. Dodatkowym elementem jest poziom nasycenia tych barw. Uogólniając jest to podstawa widzenia kolorowego świata i odwzorowania go przez różnego rodzaju urządzenia analogowe, cyfrowe, a nawet nasz zmysł wzroku.
Gdyby jednak iść dalej tym torem porównawczym zakładając, że kolor jest tylko trzykrotnym powieleniem czarno - białej technologii, to przy obróbce fotochemicznej można by się srogo zawieść. Kiedyś, zmuszony sytuacją, wywołałem film czarno biały w talerzach kuchennych, a następnie wykonałem najważniejsze zdjęcie wykorzystując aparat jako powiększalnik. Całość operacji przeprowadziłem w łazience hotelowej.
Na wyposażenie domowej ciemni fotografii barwnej musiałem przeznaczyć kilka lat starań i środki porównywalne do zakupu samochodu. Najważniejszym problemem było utrzymanie stałej temperatury nie tylko roztworów, ale i pomieszczenia. Różnica temperatur powodowała to, że na brzegach kuwet (tam, gdzie dochodziło do wymiany temperatury) pojawiały się inne kolory, a całość obrazu zachowywała się niestabilnie. Kolejny problem to izolacja poszczególnych punktów obróbki. W fotografii cz.b. nawet przypadkowe chlapnięcie wywoływacza do utrwalacza (a nawet odwrotnie!) nie miało większego znaczenia. Obróbka odbywała się przy jasno czerwonym świetle i można było wszystko skorygować.
W fotografii kolorowej - z uwagi na wrażliwość na wszystkie barwy - panowała absolutna ciemność. Współczynnik ph roztworów był tak duży, i rozrzucony, że wpływ na kolory mogły mieć nawet opary unoszące się nad otwartymi kuwetami. Dodatkowo aktywność roztworów spadała po każdym wywołaniu jednego zdjęcia, trudno więc było wykonać idealnie powtarzalne zdjęcia. Zanim jednak do Polski dotarły pierwsze fotolaby na obróbce zdjęć kolorowych można było się nieźle obłowić.
O ile jednak obróbka cz.b. umożliwiała zastosowanie wszelkich technik retuszerskich, na wszystkich etapach tworzenia zdjęcia, to w fotografii kolorowej był to proces niezwykle utrudniony. Podobnie było z wykonywaniem zdjęć aparatem. O zastosowaniu odpowiedniego filtru w fotografii czarno białej można było zdecydować spoglądając przez ten filtr na fotografowany obiekt. W fotografii kolorowej wynik można było ocenić dopiero po wykonaniu odbitki kolorowej.
Tak właśnie doszło do wykonania moich "bezcennych" zdjęć, które opublikowałem w poprzednim poście, jako zdjęcia beznadziejne. Dopiero po kilku miesiącach, po przestudiowaniu właściwości filtrów jakie zastosowałem, charakterystyki światłoczułości barwnej filmu, i rodzaju odczynnników, dowiedziałem się dlaczego moje zdjęcia kolorowe, wykonywane w Moskwie i Tbilisi, zasadniczo niczym nie różniły się od fotografii jednobarwnej, jak to widać na zdjęciu po niżej.
Nie udawały się żadne korekty, bo poszczególnymi etapami obróbki nieświadomie znosiłem poprzednio uzyskane efekty. Dopiero po kilku latach, gdy przerzuciłem się z technologii Agfa na Orwo udało mi się wykonać te same, ale już bezbłędne zdjęcia. Niestety jednak zmieniła się towarzysząca mi modelka (kulturystka), a i tych prac ze względów objętych prawami autorskimi nie mogę publikować.
piątek, 5 lipca 2013
Zdjęcia beznadziejne - kolory
Pod koniec lat 60' ub.w., upojony sukcesami w fotografii czarno-białej, zacząłem eksperymentować z kolorami. Pierwsze poważne zlecenie (chyba będąc "znajomym króliczka") otrzymałem od "Orbisu" z którym już kilka razy podróżowałem. Wcześniejsze zdjęcia małoobrazkowe, na których udało mi się złapać wschody i zachodu słońca, urzekły na tyle, że do Moskwy i Tbilisi pojechałem już wyposażony w rasowy sprzęt Hasselblada z wyposażeniem (szkła, filtry, pryzmaty, itp.)
Polowanie na "inne światło" zaczynałem tuż przed i po zachodzie słońca. Szczególnie obiecujący był orientalny ogród położony nad miastem Tbilisi. Popełniłem jednak znaczący błąd, filmy małoobrazkowe (przeznaczone głównie dla fotoamatorów) różniły się technologią wykonania i reagowały zupełnie inaczej niż profesjonalne błony 6x9. Podobnie było z optyką. Gdy więc czerwone słońce zalało wytypowane przeze mnie obiekty (tutaj jeszcze Kreml) strzeliłem, i był to typowy "strzał w stopę".
Rozjechała się korekcja barwna, bo słońce wstające nad horyzontem odbiło się od pozłacanych dachów, i w efekcie, złapałem się na typowe złudzenie optyczne. W wizjerze wszystko było piękne, a na filmie rysowały się zupełnie inne kolory. W fotografii czarno-białej im barwniejszy obiekt, tym lepsze zdjęcia. W fotografii kolorowej analogowej, z barwami nie należało przesadzać. Po powrocie wywołałem standardowo film i ... zdębiałem, negatyw był prawie jednobarwnie zielony. Oznaczało to, że na papierach przeważy kolor przeciwstawny - czerwony. I tak się stało jak widać to na załączonych zdjęciach.
Początki są zawsze trudne, potem było już znacznie lepiej. Zobowiązany obietnicą chciałbym przedstawić jeszcze jeden przykład koniecznego retuszu przewodów energetycznych, które najczęściej psują obraz, oraz odkryć tajemnicę miejsca robionych zdjęć, którym jest Tbilisi z lat przełomu lat 60/70 ub.w. Poniżej zdjęcie przed retuszem, a kolejne dwa to uzupełnienie zagadki z poprzedniego posta, i zdjęcie już po retuszu.
Polowanie na "inne światło" zaczynałem tuż przed i po zachodzie słońca. Szczególnie obiecujący był orientalny ogród położony nad miastem Tbilisi. Popełniłem jednak znaczący błąd, filmy małoobrazkowe (przeznaczone głównie dla fotoamatorów) różniły się technologią wykonania i reagowały zupełnie inaczej niż profesjonalne błony 6x9. Podobnie było z optyką. Gdy więc czerwone słońce zalało wytypowane przeze mnie obiekty (tutaj jeszcze Kreml) strzeliłem, i był to typowy "strzał w stopę".
Rozjechała się korekcja barwna, bo słońce wstające nad horyzontem odbiło się od pozłacanych dachów, i w efekcie, złapałem się na typowe złudzenie optyczne. W wizjerze wszystko było piękne, a na filmie rysowały się zupełnie inne kolory. W fotografii czarno-białej im barwniejszy obiekt, tym lepsze zdjęcia. W fotografii kolorowej analogowej, z barwami nie należało przesadzać. Po powrocie wywołałem standardowo film i ... zdębiałem, negatyw był prawie jednobarwnie zielony. Oznaczało to, że na papierach przeważy kolor przeciwstawny - czerwony. I tak się stało jak widać to na załączonych zdjęciach.
Początki są zawsze trudne, potem było już znacznie lepiej. Zobowiązany obietnicą chciałbym przedstawić jeszcze jeden przykład koniecznego retuszu przewodów energetycznych, które najczęściej psują obraz, oraz odkryć tajemnicę miejsca robionych zdjęć, którym jest Tbilisi z lat przełomu lat 60/70 ub.w. Poniżej zdjęcie przed retuszem, a kolejne dwa to uzupełnienie zagadki z poprzedniego posta, i zdjęcie już po retuszu.
środa, 3 lipca 2013
Fotomontaż, czy retusz?
W 1974 r. w jednym z krajów muzułmańskich (odgadnięcie w jakim pozostawiam Czytelnikom) wykonałem takie oto zdjęcie.
No może niekoniecznie ono takie było od początku. Bo w rzeczywistości początkowo wyglądało tak jak na poniższym zdjęciu 1a. Widać sporo błędów. A więc:
1.
Zdjęcie na negatywie było dobrze wykadrowane, jednak w ciemni maskownica została źle ustawiona i całość po naświetleniu poleciała w tył, czyli w lewo. W trakcie skanowania możemy tę wadę usunąć, ale kosztem powierzchni zdjęcia zostawiamy więc bez zmian. Po zeskanowaniu, lub sfotografowaniu nasze zdjęcie powinno w zasadzie wyglądać podobnie jak na 1a, ale z tym bywa różnie.
Digitalizację, czyli zamianę zdjęcia analogowego na cyfrowe możemy przeprowadzić na wiele sposobów. Najbardziej znane to sfotografowanie, lub zeskanowanie zdjęcia ... Po takiej obróbce najczęściej powinniśmy otrzymać takie np. cudo jak na wyjściowym zdjęciu 1a. Kadrowanie i przycinanie pozostawiamy do końca, a dlaczego wyjaśnię później.
2.
W lewym rogu na dole zdjęcia 1a widać niepożądane fragmenty drzwi i elementów zaplecza. To możemy usunąć wieloma metodami oferowanymi w programie malarskim Paint, który opcjonalnie znajduje się w Akcesoriach każdego oprogramowania Windows. Można np. wkleić ciemne fragmenty zdjęcia, lub opcją "Wybierz kolor" i "Aerografem" pokryć niechciane płaszczyzny. Mamy więc zdjęcie 2a
3.
Zdjęcie wymaga przycięcia na brzegach, ale to nadal pozostawiamy do czasu wyprostowania zdjęcia, bo wtedy zmieni się także położenie obrazu. Zabieramy się za wyprostowanie zdjęcia. W zakładce "Obraz" " wybieramy "Atrybuty" i zwiększamy pole obrazu o jakieś 20%, pojawiają się wtedy z prawej strony i na dole białe szerokie pasy. Zaznaczamy obraz i przesuwamy go na środek.
4.
Ponownie "Obraz" i zakładka "Zmień rozmiar/pochyl". W pozycji "Pochylanie w poziomie" wpisujemy kąt od 2, do 4 stopni zależny od stopnia przechylenia naszego obrazu, kończymy OK, i po tych operacjach nasz produkt powinien wyglądać tak jak na zdjęciu 3a. Dopiero teraz przycinamy i zdjęcie, jak na 4a gotowe, prawie ...
Wszystkie opisane wyżej operacje zostały wykonane podstawowym opcjonalnym narzędziem "Paint" z zestawu "Akcesoria" Windowsa. W trakcie tego straciliśmy jednak kilka procent obrazu i w wyniku pochylenia zmieniły się proporcje prawej górnej i lewej dolnej strony zdjęcia. To może być nieraz spora wada.
Dla porównania wszystkie powyższe operacje wykonałem w innym specjalistycznym programie malarskim. Na porównawczym zdjęciu "foto-anzai i 4a"
wyraźnie widać, że w wyniku pochylenia obrazu "Paintem" zmieniła się odległość pomiędzy koronami drzew, i obcięte zostały fragmenty prawej górnej i lewej dolnej części obrazu. Widać też na powiększeniu, że różnią się elementy w zaciemnianej dolnej lewej części. Program "Paint" działa na zasadzie grafiki rastrowej, a program malarski grafiką wektorową wygładza kreślone powierzchnie.
No może niekoniecznie ono takie było od początku. Bo w rzeczywistości początkowo wyglądało tak jak na poniższym zdjęciu 1a. Widać sporo błędów. A więc:
1.
Zdjęcie na negatywie było dobrze wykadrowane, jednak w ciemni maskownica została źle ustawiona i całość po naświetleniu poleciała w tył, czyli w lewo. W trakcie skanowania możemy tę wadę usunąć, ale kosztem powierzchni zdjęcia zostawiamy więc bez zmian. Po zeskanowaniu, lub sfotografowaniu nasze zdjęcie powinno w zasadzie wyglądać podobnie jak na 1a, ale z tym bywa różnie.
Digitalizację, czyli zamianę zdjęcia analogowego na cyfrowe możemy przeprowadzić na wiele sposobów. Najbardziej znane to sfotografowanie, lub zeskanowanie zdjęcia ... Po takiej obróbce najczęściej powinniśmy otrzymać takie np. cudo jak na wyjściowym zdjęciu 1a. Kadrowanie i przycinanie pozostawiamy do końca, a dlaczego wyjaśnię później.
2.
W lewym rogu na dole zdjęcia 1a widać niepożądane fragmenty drzwi i elementów zaplecza. To możemy usunąć wieloma metodami oferowanymi w programie malarskim Paint, który opcjonalnie znajduje się w Akcesoriach każdego oprogramowania Windows. Można np. wkleić ciemne fragmenty zdjęcia, lub opcją "Wybierz kolor" i "Aerografem" pokryć niechciane płaszczyzny. Mamy więc zdjęcie 2a
3.
Zdjęcie wymaga przycięcia na brzegach, ale to nadal pozostawiamy do czasu wyprostowania zdjęcia, bo wtedy zmieni się także położenie obrazu. Zabieramy się za wyprostowanie zdjęcia. W zakładce "Obraz" " wybieramy "Atrybuty" i zwiększamy pole obrazu o jakieś 20%, pojawiają się wtedy z prawej strony i na dole białe szerokie pasy. Zaznaczamy obraz i przesuwamy go na środek.
4.
Ponownie "Obraz" i zakładka "Zmień rozmiar/pochyl". W pozycji "Pochylanie w poziomie" wpisujemy kąt od 2, do 4 stopni zależny od stopnia przechylenia naszego obrazu, kończymy OK, i po tych operacjach nasz produkt powinien wyglądać tak jak na zdjęciu 3a. Dopiero teraz przycinamy i zdjęcie, jak na 4a gotowe, prawie ...
Wszystkie opisane wyżej operacje zostały wykonane podstawowym opcjonalnym narzędziem "Paint" z zestawu "Akcesoria" Windowsa. W trakcie tego straciliśmy jednak kilka procent obrazu i w wyniku pochylenia zmieniły się proporcje prawej górnej i lewej dolnej strony zdjęcia. To może być nieraz spora wada.
Dla porównania wszystkie powyższe operacje wykonałem w innym specjalistycznym programie malarskim. Na porównawczym zdjęciu "foto-anzai i 4a"
wyraźnie widać, że w wyniku pochylenia obrazu "Paintem" zmieniła się odległość pomiędzy koronami drzew, i obcięte zostały fragmenty prawej górnej i lewej dolnej części obrazu. Widać też na powiększeniu, że różnią się elementy w zaciemnianej dolnej lewej części. Program "Paint" działa na zasadzie grafiki rastrowej, a program malarski grafiką wektorową wygładza kreślone powierzchnie.
wtorek, 2 lipca 2013
Plener zdjęciowy
To pojęcie zapewne większości z nas kojarzy się ze zdjęciami, lub obrazami wykonanymi na łonie przyrody, czyli głównie pod gołym niebem, i w zauroczeniu pięknem otoczenia. To może być np. poniższe zdjęcie, pierwsze od góry. Ale ... "...łono, gołe, i zauroczenie..." 16 letniemu wówczas młokosowi, kojarzyło się nieco inaczej. Na poniższych zdjęciach chodzi mi głównie o ukazanie trendów jakie panowały w połowie ubiegłego wieku.
Przypominam, że chodzi o lata 1960-1970, a w tamtych latach, aby zrobić ciekawe czarno-białe zdjęcia należało znaleźć ciekawe otoczenie, i wykonać perfekcyjną fotografię. Obecnie, operując kolorem, i sprzętem nienaturalnie wzmacniającym światło, i kolory, można strzelić ładną fotę nawet na tle przydomowego śmietnika.
Na przedstawianych zdjęciach ukryłem twarze modelek, zastępując je podobizną znanej aktorki. Pomimo tego zapewniam, że modelki były jeszcze ładniejsze. Nie wiem jednak, czy by miały chęć na taką publikację. Jeżeli więc przypomną sobie i wyrażą zgodę, to chętnie wrócę do tematu. Nie modelki są jednak tematem zdjęcia. A co nim jest? O tym w następnych postach.
Dodatek: 03-07-2013 godz. 10:30
-----------------------------------------
W związku z dwoma e-mailami w których powtórzył się wątek nienaturalnie podwiniętych stóp modelki "wbitej na pal" wyjaśniam:
Uznaliśmy wtedy, że fajne by było zdjęcie na tych falochronach. Ale od pomysłu do przemysłu droga daleka, a pal oślizgły od glonów. Podsadziłem więc dziewczynę, ona zrobiła piękną pozę i ... wylądowała w morzu. Nie było rady, rękoma nie wypadało się trzymać, więc objęła pal stopami.
Przypominam, że chodzi o lata 1960-1970, a w tamtych latach, aby zrobić ciekawe czarno-białe zdjęcia należało znaleźć ciekawe otoczenie, i wykonać perfekcyjną fotografię. Obecnie, operując kolorem, i sprzętem nienaturalnie wzmacniającym światło, i kolory, można strzelić ładną fotę nawet na tle przydomowego śmietnika.
Na przedstawianych zdjęciach ukryłem twarze modelek, zastępując je podobizną znanej aktorki. Pomimo tego zapewniam, że modelki były jeszcze ładniejsze. Nie wiem jednak, czy by miały chęć na taką publikację. Jeżeli więc przypomną sobie i wyrażą zgodę, to chętnie wrócę do tematu. Nie modelki są jednak tematem zdjęcia. A co nim jest? O tym w następnych postach.
Dodatek: 03-07-2013 godz. 10:30
-----------------------------------------
W związku z dwoma e-mailami w których powtórzył się wątek nienaturalnie podwiniętych stóp modelki "wbitej na pal" wyjaśniam:
Uznaliśmy wtedy, że fajne by było zdjęcie na tych falochronach. Ale od pomysłu do przemysłu droga daleka, a pal oślizgły od glonów. Podsadziłem więc dziewczynę, ona zrobiła piękną pozę i ... wylądowała w morzu. Nie było rady, rękoma nie wypadało się trzymać, więc objęła pal stopami.
poniedziałek, 1 lipca 2013
Wnętrza architektoniczne - Krzeszów, Gdańsk cz.2
Temat wnętrz architektonicznych Krzeszowa i Gdańska w zasadzie miał się zakończyć poprzednim postem, otrzymałem jednak interesującego e-maila od Konrada z Wrocławia, który twierdzi, że jest w posiadaniu wszystkich albumów i przewodników o Krzeszowie, ale tych zdjęć tam nie ma. To znaczy są, ale inne gorsze jakościowo (oczywiście chodzi o lata 1969/1970).
I jest to prawda. "Orbis" nie dogadał się z ówczesnym Głównym Konserwatorem zabytków, natomiast moje zdjęcia jako dokładnie oddające stan techniczny zabytkowego wystroju wnętrz (ornamenty ze stiuku) wykorzystano do prac kosztorysowych remontu kościoła. Dla tych właśnie potrzeb wykonałem kontrastowe odbitki zdjęć (z jasno czerwonym filtrem), nienadające się jednak do innych celów.
Konrad chciałby także dowiedzieć się które rzeźby zostały skradzione, a które zostały odtworzone. Tego niestety też nie wiem, podejrzewam, że skradzioną jest pierwsza z lewej strony rzeźba na baldachimie, co do odtwarzania, to nie mam złudzeń, że nikt się tym nie przejmował. Zrobiono nowe po swojemu. Na drugim zdjęciu (ambona z przodu) widać na samym rogu z lewej górnej strony pęknięcie gzymsu. Te uszkodzenia pojawiły się praktycznie na całej południowo wschodniej stronie ścian.
Korzystając z okazji chciałbym zaprezentować niektóre sposoby zabarwiania czarno białych zdjęć stosowane w latach 60 ub.w. Najczęściej nadawano zdjęciom barwy sepii, jasno niebieskie, i jasno zielone. Poniższe zdjęcia - innych ujęć wnętrz Ratusza Gdańskiego - ukazują jedną z tych metod.
Moda przetrwała krótko, bo od 1970 r. zaczęto sprowadzać odczynniki dla fotografii Barwnej. Rozpoczęła się era kolorów.
I jest to prawda. "Orbis" nie dogadał się z ówczesnym Głównym Konserwatorem zabytków, natomiast moje zdjęcia jako dokładnie oddające stan techniczny zabytkowego wystroju wnętrz (ornamenty ze stiuku) wykorzystano do prac kosztorysowych remontu kościoła. Dla tych właśnie potrzeb wykonałem kontrastowe odbitki zdjęć (z jasno czerwonym filtrem), nienadające się jednak do innych celów.
Konrad chciałby także dowiedzieć się które rzeźby zostały skradzione, a które zostały odtworzone. Tego niestety też nie wiem, podejrzewam, że skradzioną jest pierwsza z lewej strony rzeźba na baldachimie, co do odtwarzania, to nie mam złudzeń, że nikt się tym nie przejmował. Zrobiono nowe po swojemu. Na drugim zdjęciu (ambona z przodu) widać na samym rogu z lewej górnej strony pęknięcie gzymsu. Te uszkodzenia pojawiły się praktycznie na całej południowo wschodniej stronie ścian.
Korzystając z okazji chciałbym zaprezentować niektóre sposoby zabarwiania czarno białych zdjęć stosowane w latach 60 ub.w. Najczęściej nadawano zdjęciom barwy sepii, jasno niebieskie, i jasno zielone. Poniższe zdjęcia - innych ujęć wnętrz Ratusza Gdańskiego - ukazują jedną z tych metod.
Moda przetrwała krótko, bo od 1970 r. zaczęto sprowadzać odczynniki dla fotografii Barwnej. Rozpoczęła się era kolorów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























