czwartek, 10 marca 2016

Teraz będzie o gustach, czyli modelki od XS do XXL

Poprzedni post miał być o kompozycji obrazu jednak rozwinął się w kierunku gustów. Pomyślałem więc, że ten post spróbuję napisać o gustach, z nadzieją, że może nawróci się do kompozycji obrazu. Bo przecież właściwe podanie treści, nawet jeżeli jest to estetycznie ułożone niezbyt smaczne danie na talerzu, potrafi wzmóc apetyt na konsumpcję chociażby wzrokową. Z góry też odcinam się od podejrzeń o seksizm, na razie bowiem nie dojrzałem w sobie predyspozycji o możliwości dyskutowania na podstawie innych niż heteroseksualnych w odbiorze modeli.


Wbrew zapewnieniom autorów ściągniętej poniżej strony nie jest to najchudsza modelka świata, bo tamta rekordzistka już nie miała sił chodzić. Po kilku godzinach od wykonania jej zdjęcia na leżąco zmarła. Zdjęcia absolutnej rekordzistki nie publikuję, bo ... bo.

Pobrane ze strony: http://www.kobietkowo.pl/9609/1/najchudsze-modelki-na-swiecie-uwaga-drastyczne-zdjecia-material-18-tylko-dla-doroslych.html



Także pani na zdjęciu poniżej nie jest najgrubszą modelką, rekordzistka nie chciała jednak pozować, więc wybrałem tą modelkę zajmującą nieco dalsze miejsce w rankingu.
Christina Paez, from Medford, Oregon, binged on cakes until she was bed-bound with obesity and anxiety about her size -- but after stumbling upon a group of fat admirers who loved her super sized body, the 39-year-old's life was transformed
Pobrano ze strony: http://kobieta.wp.pl/query,christina%20paez,szukaj.html?ticaid=1169f4
Jak widać wszystkie panie, i te chude, i te grubsze, dość poprawnie zaprezentowały swoją sylwetkę. Można mieć pewne zarzuty w stosunku do labilności niektórych fragmentów ciała (jednym przeszkadza brak body, u innych jest tego nadmiar), w określonej pozycji, ale z uwagi na budowę anatomiczną ten fakt pomijamy. Na szczególną uwagę zasługuje chyba to, iż modelka na powyższym zdjęciu pięknie wyeksponowała mięśnie uda: grzbietowy i przywodziciel długi (obszar nad czerwonymi majteczkami). To tyle o kompozycji.


Teraz o gustach. Jak doniosły media kilka tygodni temu doszło do niecodziennego rozwodu, gdzie mąż uzyskał rozwód na podstawie udowodnionego faktu, iż jego żona ważąca 147 kg, bez jego zgody odchudziła się aż o ponad 70 kg! Czy jednak gabaryty i waga kobiety są najważniejszym argumentem w pożyciu małżeńskim, oraz damsko męskim? Trudno przecież ocenić odwrotną sytuację, gdy kobieta (np. modelka z górnego zdjęcia po lewej stronie) z medycznego punktu widzenia stanowiąca etap przejściowy pomiędzy skrajnym wyniszczeniem a stanem terminalnym, nadal bierze udział w "wybiegach", odnosi znaczące sukcesy, i ubrana "od stóp do głów" pięknie się prezentuje.


Skoro rozmiary osobnicze i proporcje budowy ciała  nie mają znaczenia przy ostatecznej ocenie to może decydującym jest wiek?


Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/zobaczcie-jak-wyglada-najmlodsza-modelka-swiata_59794.html




Jak widać wiek w kontekście oceny modelki także może nie mieć większego znaczenia. Tu nasuwa mi się pewna dygresja. Patrząc na 5 letnią modelkę (to ta wyżej) nie mamy pewności co z niej wyrośnie, i czasami przychodzi rozczarowanie. Patrząc na 86 letnią Daphne, na zdjęciu poniżej, zastanawiamy się jak ślicznie mogła wyglądać w młodości.
Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/kobieta/plotki/oto-najstarsza-modelka-swiata-ma-lat/jq4hs17


Wprawdzie nie gustuję w młodzieży poniżej 13 r.ż. jednak zdarzyło mi się być "poderwanym" przez 5-latkę. Otóż na imprezie gwiazdkowej (ok. 1972 r.), jako fotograf musiałem rozebrać swoją lustrzankę 6x6 cm. Gdy robiłem to nieco na uboczu na podłodze, nagle poczułem jak jakaś delikatna rączka obejmuje mnie za szyję, a do ucha wpada pytanie: "Cio jobiś?". Wyjaśniłem więc uroczej śnieżynce, bo to ona była i mogła wyglądać mniej więcej tak:


Pobrano ze strony: http://www.bazarek.pl/searchx.php/fraza,str%C3%B3j+%C5%9Bnie%C5%BCynki
"cio jobię", i rozejrzałem się za najbliższą dorosłą osobą, aby przekazać/ oddać zagubioną śnieżynkę. Osobą tą okazała się jej matka przyglądająca się nam z zaciekawieniem, która zalotnie wyjaśniła, że śnieżynka "nie ma ojca", więc go sobie szuka. No, i wszystko jasne! Dama nie ma kawalera więc szuka. Wiadomo dla pań szukających mężczyzny wiek i wygląd nie gra roli (ale jestem złośliwy). ;) To potwierdziła moja przygoda ze starszą o ok. 37 lat panią docent poznaną na uczelni, gdzie robiłem II-gą specjalizację.


Pani docent była w wieku przedemerytalnym, ale mieszkała kilkaset metrów od uczelni, a że lubiła biegać, więc często jako studenci widywaliśmy ją na boisku, lub na sali gimnastycznej. Lubiła też tańczyć, co dla mnie, wtedy już "dansiora" z ponad 7 letnim półprofesjonalnym stażem, było dodatkową atrakcją. Poznaliśmy się na juwenaliach, awansując do finałowych rozgrywek w maratonie tanecznym. Mogliśmy wtedy (1980-82) mniej więcej wyglądać tak:

Pobrano ze strony: https://www.pudelek.pl/artykul/71612/najstarsza_modelka_swiata_staruszka_tez_chce_czuc_sie_piekna/

















Jeśli:
Nie grube, nie chude, nie młode, nie stare
Nie wątłe, nie jare, a przy tym "brunetki, blondynki
Ja wszystkie was dziewczynki ..." to pozostaje przedstawić opcję popularną i standardową.

To zdjęcie po lewej, to najczęściej pojawiająca się na tym blogu modelka mieszcząca się w wymaganej kategorii "rozmiarowagowzrostu". Czy jednak zawsze najlepszym rozwiązaniem jest opcja "standard"? W poprzednim poście przedstawiłem standardową modelkę CocoAustin prezentującą styl: "full wypas - czyli stanęła jak krowa do wydojenia" - ale przecież wiadomo, że w życiu bywa tak, iż bardziej od gabarytów liczy się filuterne i zalotne spojrzenie, sposób mówienia, chodzenia (nie idzie, a płynie), inteligencja ogólna, elokwencja, erudycja, obycie towarzyskie (żeby nie byłą kurą domową, albo żeby właśnie była!), stosunek do życia i świata zewnętrznego, itd., itp., ... Zapraszam więc do dyskusji.




















Aby nie było za łatwo przedstawiam znane zdjęcie naszej pięknej polskiej aktorki i modelki pani Heleny Norowicz.
Pobrano ze strony: http://jastrzabpost.pl/newsy/helena-norowicz-na-okladce-pani-razem-z-nia-dwie-znane-aktorki-zdjecie_125819.html
Mój komentarz jednak nie odnosi się akurat do tego zdjęcia. Wystarczy bowiem poszperać w biografiach znanych aktorek i modelek, które chemią i skalpelem poprawiły swoją urodę, aby przekonać się, że z naturą nie jest tak łatwo. Tu również decyduje genetyka, a na wygląd trzeba sobie zapracować także ... w poprzednich pokoleniach. Rada więc dla panów: Zanim oświadczysz się swojej wybrance, poznaj jej przodków, szczególnie w linii żeńskiej. I tym optymistycznym akcentem ...
.

środa, 24 lutego 2016

Reklama jest dźwignią handlu, a w dziedzinie erotyki potrafi także dźwignąć to, co już nie chciało się podnieść.

Coco's Hottest Bikini Moments
Pobrano ze strony: http://tracara.com/americka-starleta-ponosno-srpkinja-sam/


Widoczna na zdjęciu powyżej super seks bomba według zawistnych kobiet, głównie dziennikarek (cytat ze strony: http://www.se.pl/rozrywka/gwiazdy/szok-silikonowe-monstrum-nicole-coco-austin-byla-kiedys-ladna-kobieta_188398.html to:
"... Nicole 'Coco' Austin (32 l.) przed laty była ładną brunetką o szczupłej figurze. Dziś wygląda jak kobieta ponton, który może lada chwila wybuchnąć i zatopić wszystko w silikonowym tsunami ..." To tyle co mogą powiedzieć/napisać kobiety o kobietach. A co mówią mężczyźni?

No cóż, prawdopodobnie większość t.zw. prawdziwych "macho" chciała by się znaleźć choć raz w życiu na takim pontonie. Gusta jednak się zmieniają, więc nie będzie o gustach. Spróbujmy podywagować o potrzebach, proszę sobie wyobrazić, że po zjedzeniu kilku tłustych i słodkich ciastek marzymy o korniszonku z czosnkiem, lub grzybku w occie, a ktoś nadal częstuje nas pralinkami!!! Podobnie jest z kobietami i mężczyznami (oczywiście tymi statystycznymi!), bo przecież "brunetki, blondynki ja wszystkie was dziewczynki ...


Po tym wstępie możemy przejść do do fotografii reklamowej, i głównie do podstaw kompozycji obrazu. Wśród wielu zdjęć słynnej "Coco" można znaleźć dobre i całkiem dobre, trudniej znaleźć te kiepskie. Ja jednak znalazłem, i proponuję zagadkę.
zdjecie z lewej pobrano ze strony: https://es.pinterest.com/pin/474426141968238345/, natomiast na zdjęciu z prawej strony naniosłem kilka retuszerskich korekt. Czym różnią się te poniższe dwa zdjęcia, dla ułatwienia umieszczone obok siebie? Pozornie niczym, to ta sama Coco tyle, że na zdjęciu z prawej strony, dla potrzeb tej notki, wykonałem dokonałem drobnego fotomontażu. Różnice proponuję odnaleźć samemu.


Nie chodzi zresztą o różnice, ale o ogólny odbiór obrazu. Modelka na zdjęciu z lewej, gwarowo to opisując, stoi "jak do wydojenia", na zdjęciu  z prawej próbuje wyeksponować erotykę. Oczywiście w zdjęciu po prawej można jeszcze wiele poprawić (głowa powinna być ustawiona nieco profilem i zwrócona do góry, należało usunąć rozpraszające tło, modelka mogła jedną ręką lekko unieść włosy, itd., itd., ), nie zrobiono tego, stąd zdjęcie należy zakwalifikować do t.zw. "mordojebek sytuacyjnych".


Dla kontrastu chciałbym przedstawić typowe zdjęcie reklamowe
moim zdaniem wykonane perfekcyjnie (nawet palce dłoni są ułożone poprawnie - n.b. to była zagadka z poprzedniego zdjęcia, gdzie okazało się, że modelka lubi układać paluszki lewej dłoni w zalęzności od umiejscowienia drogiego pierścionka), obie sylwetki, męska i damska, niosą duży ładunek erotyzmu i mają duże oddziaływanie na klientów wszelakiej płci, wieku i zapatrywań. To po prostu dobra fotografia reklamowa wykonana zgodnie z zasadami starej dobrej szkoły.



Po zbadaniu źródła okazało się, że wykonawcą zdjęcia powyżej jest firma rosyjska skutecznie działająca na polskim rynku marketingowym. I wówczas przypomniałem sobie własne problemy sprzed ponad 40 lat. Zdjęcie po lewej stronie wykonałem na zwykłym czarno białym filmie pod koniec lat .60 ub.w. (tutaj jest zabarwione metodą graficzną). Już wtedy byłem przekonany, że mam przed sobą doskonale zbudowaną i wysportowaną modelkę, która jednak nie potrafi wyeksponować tego co ma najlepsze.


Zdjęcia powtarzaliśmy kilkadziesiąt razy na przestrzeni kilku dni. Problem był prozaiczny, ale trudny w realizacji. Modelka powinna między innymi na czas otwarcia migawki: a/ wciągnąć maksymalnie brzuch, b/ napiąć wszystkie mięśnie, c/ utrzymać stopy w zadanej pozycji (to trudne przy ekspozycji mięśni nóg), i chyba najtrudniejsze d/ zachować stan podniecenia tak, aby widać było profil piersi. Oczywiście do tego powinna się miło uśmiechać i zalotnie "łypnąć oczkiem".


Pomimo ścisłej współpracy założonego efektu nie osiągnęliśmy, bo zawsze pojawiała się jakaś wada. I tak przegrałem największe wyzwanie jakie podsunął mi los. Uparłem się bowiem, że zdjęcie reklamowe można wykonać jednym aparatem fotograficznym. Po kilku latach trafiła do mnie radziecka wersja "Playboy'a", gdzie zobaczyłem perfekcyjnie wykonane w kolorze zdjęcie "mojej" modelki. I wtedy przypomniało mi się powiedzenie: kasa Misiu, kasa.


Zdjęcia studyjne wykonywano bowiem w jednym czasie wieloma aparatami z tego samego miejsca, a potem składano je w jeden obraz. Dla mnie fotoamatora, zdobycie jednego aparatu "Pentacon six" (a takim wówczas dysponowałem) równało się zdobyciu kasy równoważnej wartości połowy "malucha". Dzisiaj takie zdjęcie można na dobrą sprawę wykonać kilkoma smartami za zlotówkę. No cóż, czasy się  zmieniają ...



.

czwartek, 4 lutego 2016

Męski tyłeczek, gusta i guściki



Przyznaję, że w poprzednim świątecznym poście zlekceważyłem płeć piękną pozbawiając jej wrażeń estetytcznych. No to teraz, w ramach rekompensaty będzie o płci brzydkiej. Kulturystyka różnie "się miała" na przestrzeni wieków, raz lepiej, raz gorzej, jednak kult ciała był nagradzany we wszystkich epokach od czasów kiedy na ziemi pojawili się ludzie. Dopiero produkcja wyspecjalizowanej broni, umożliwiającej sprawniejsze zabicie wroga nawet bez fizycznego kontaktu z nim, zaczęła przechylać szalę meskiej waleczności w kierunku nie bezwzględnej i tępej siły, jaką na rysunku niżej prezentował Herkules, ale specyficznych umiejętności.









"... Półboski Herkules (przez Greków nazywany Heraklesem), jedna z najważniejszych postaci greckiej mitologii, stał się już w starożytności symbolem nadludzkiej siły, nieposkromionej odwagi, seksualnej witalności, ale również obżarstwa i pijaństwa. Obraz tępego siłacza, złagodzony nieco przez erudycję pokoleń uczących się jeszcze języków klasycznych, obowiązuje w kulturze do dziś, i niemałą zasługę można tu przypisać X Muzie ..."






Pobrano ze strony: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1586681,1,jest-nowy-film-o-legendarnym-herkulesie-kim-jest-ten-mityczny-heros.read


O upowszechnieniu kulturystyki można właściwie mówić dopiero wtedy, gdy pojawiły się publiczne media. To właśnie możliwość publikowania zdjęć i tekstów znacząco zwiększyła zainteresowanie budową ciała. Czy było to takie zainteresowanie jakiego panowie oczekiwali? No cóż, na ten temat niewiele jest doniesień z przeszłości. Wprawdzie pozostały zdjęcia panów, którzy body building uprawiali już ponad 100 lat temu, jednak reakcje dzisiejsze są zastanawiające. Oto jedno z takich zdjęć

http://www.fabrykasily.pl/Kulturysci_z_1910_roku-13491
i kilka komentarzy naszych rodzimych internautów, z których wypowiedzi widać jak budowanie masy mięśniowej wpływa na degenerowanie i upośledzanie innych czynności przynależnych gatunkowi ludzkiemu.  


Wśród wielu książek jakie czytałem, a właściwie pożerałem w dzieciństwie, znalazło się kilka z gatunku instruktaży dla początkujących kulturystów. W jednej z nich zaprezentowano zdjęcia najsławniejszych wówczas kulturystów z opisem jak, i jakie partie mięśni należy ćwiczyć, aby upodobnić się do wzorcowego modelu. Niestety nie znajduję tych zdjęć w sieci, a więc i nie ma sensu dla porównania publikować też moich zdjęć z lat dziecięcych, czyli połowy lat '65 ub.w. Efekty były jednak widoczne i odczuwalne także przez moich rówieśników, którzy z coraz większym szacunkiem odnosili się do mnie.


Marzyłem o uzyskaniu sylwetki trójkąta (pisałem o tym w poście: http://foto-anzai.blogspot.com/2014/03/kulturysci.html#comment-form), a więc rozbudowana klata, wąska talia, i średnio umięśnione nogi. Mniej więcej powinno to wyglądać jak coś pośredniego pomiędzy tym zdjęciem:

Pobrano ze strony: http://www.sportowiec.org/freddy-ortiz--oldschoolowy-kulturysta
a tym:

Pobrano ze strony: http://www.budujmase.pl/component/content/article/65-sylwetki/6148-zawodowi-kulturysci-frank-zane.html


"Machanie sztangą" rozpocząłem w wieku 13 lat (!), i skończyłem po wielu latach, gdy jedna z kolejnych wcześniej znanych dziewczyn stwierdziła, że stałem się "taki jakiś kwadratowy". No cóż, "kobieta zmienną jest" ... jednym to się podobało, innym nie. Przestałem więc budować, a zacząłem rozciągać. I myślę, że dobrze zrobiłem, bo już w "Złotej Epoce Gierka" pojawiły się "dopalacze", oparte na sterydach, umożliwiające powiększanie jednego mięśnia, kosztem zmniejszania innego, tego znacznie ważniejszego. ;)


Wracam jednak do tematu "Męskiego tyłeczka", o którym nie mam zbytniego pojęcia, jako, że na razie jeszcze w tym nie gustuję. Mniej więcej domyślam się o jakim tyłeczku myślą panie, dlatego dla przeciwwagi przedstawiam zdjęcie tyłeczka:

jakie znalazłem na stronie: http://www.sportowiec.org/tommi-posladkowiec-thorvildsen


Nie wiem ilu panów stosuje niedozwolone środki na budowanie masy mięśniowej, ale chciałbym przypomnieć jakim poświęceniem dysponuje płeć piękna. Oto czego się nie robi dla wystających pośladków!

Pobrano ze strony: http://www.fakt.pl/wydarzenia/nieudana-operacja-plastyczna-chciala-miec-tylek-jak-kardashian,artykuly,473563.html


Czy jednak jest to ostatnie słowo w kulturystyce? Otóż nie, Synthol to specyfik sporządzony z wielu zakazanych substancji chemicznych. Wstrzyknięty do mięśni zwiększa ich objętość. Jest to bardzo niebezpieczny środek, ponieważ nie ma żadnej kontroli w jego przemieszczaniu się.
Najdziwniejsi "kulturyści" świata
Pobrano ze strony: http://sportowybar.wp.pl/gid,17886326,kat,1041241,page,13,title,Wygladaja-niesamowicie-Zobacz-miesniakow-po-syntholu,galeria.html?ticaid=1166b7


Tańczący męski tyłeczek znalazłem na stronie:
http://imladis.p2a.pl/viewtopic.php?id=6765
niestety jest to plik typu "gif" i na razie blogspot takich wklejek nie akceptuje. Tak więc proszę sobie kliknąć na linka.


czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku 2016!






Oto prawdziwy przystojny mężczyzna w tańcu na rurze:



Pobrane ze strony:
https://k44.kn3.net/taringa/3/6/5/7/8/2//saborami/81A.jpg?7210

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Idą święta. Jak to bywało ponad 60 lat temu

Około 1950 r. ojciec zrobił kilka zdjęć z okazji Świąt Bożego Narodzenia, wywołał film, zorientował się, że nic prawie się na nim nie utrwaliło, i przeznaczył błonę do ponownego wykorzystania. Na szczęście nie zdążył usunąć emulsji, i tak zachowały się migawki /obrazy z tamtych zamierzchłych czasów. Poza mną nie żyją już osoby sfotografowane na zdjęciach. A więc wypada skomentować niektóre sytuacje i przedmioty.













Na wszystkich zdjęciach choinka jest już skrajnie "wyczerpana", widać wyginające się ku dołowi gałązki obciążone dużymi i ciężkimi bombkami. To widać na zdjęciach: 1516 a1, i 1517 a1. Mocno ogrzewane pokoje nie sprzyjały zielonemu drzewku. Choinki z reguły były ubierane na kilka dni przed wigilią, niektórzy robili to jeszcze wcześniej, bo przed 6 grudnia. Razem z Mikołajem do choinek były podczepiane wszelkie słodkości, pyszne, ale i ciężkie. W sumie poświąteczne choinki wyglądały dość żałośnie. Tremo, to starodawne, kryształowe lustro widoczne na zdjęciu 1517 a1 można było odchylać w pionie i w poziomie. Jest ono na wielu zdjęciach, które być może uda mi się zaprezentować w kolejnym poście.






































Na zdjęciu 1520 a1 choinki prawie nie widać, błyskają za to różne świecidełka i lampki zawieszone na gałązkach. To był I dzień świąt. Na prawym oku mamy można zauważyć czarny rysunek o kształcie rombu. To prześwietlona "od tyłu" błona zwojowa formatu 6x9 cm. Ojciec lubił robić zdjęcia w t.zw. "świetle zastanym". Nie stosował lamp błyskowych, ani sztucznego oświetlenia, dlatego musiał korzystać z wysokoczułych błon. W przypadku przewijania błony na świetle dziennym okazywało się, że czerwony filtr i czarny papier nie zabezpieczał przed prześwietleniem.





Na zdjęciu 1518 a1 wprawdzie nie ma choinki, ale jest za to urocza kuzynka rodziny, która wyemigrowała do USA. Kuzynka Lusia przyjeżdżała prawie na każde święta do Polski, była jedyną osobą, której nie groziło aresztowanie w Polsce, Lusia była bowiem żoną amerykańskiego dyplomaty.














Jak widać na zdjęciu 1515 a1 Lusia miała na nogach modne w USA szpilki na cienkim i wysokim obcasie i metalizowane pończochy, na których podobno "puściłem" jej oczko (1514 a1).























































Obie ciotki ze zdjęcia 1514 a1 mimo, że były fotogeniczne, nie dawały się fotografować. Ojcu jednak udało się obie "ustrzelić" pięknymi zdjęciami, no i wreszcie także ciotka Lusia lekko "wyczerpana" prośbami o pozowanie łaskawie zezwoliła. I tak powstało zdjęcie 1513 a1.


Zdjęcie 1512 a1 wyżej to jedno z niewielu na którym "dała się sfotografować" jedna z kurierek międzywojennnej II Rzeczypospolitej. Tutaj na zdjęciu pochodzącym z innego postu m.in. ze swoją bliźniaczo podobną siostrą.:


Niestety obie sympatyczne ciotki po 1956 r. - t.j. po okresie odprężenia i destalinizacji w Polsce - uznały, że ich pomoc jest zbyteczna i przestały przyjeżdżać do Polski.
.

czwartek, 26 listopada 2015

"Gołe baby", czyli knechci, markietanki i takie tam ... Cenzura pornografii. Część 2

Czasy są takie, że nawet wicepremier rządu polskiego, będący jednocześnie ministrem "od kultury i czegoś tam" ściga pornografię, nie bardzo wiedząc co to takiego umyka mu przed nosem. Jest to tym bardziej dziwne, bo "ścigant" jest ponoć profesorem socjologii. Skoro tak, więc spróbuję na paru przykładach i definicjach, a głównie w podsumowaniu tej notki, podjąć się wyjaśnienia tego zagadnienia.







Wprawdzie dla purystów zajmujących się definicją pornografii (np., że: "Pornografia – wizerunek osób lub przedmiotów o cechach jednoznacznie seksualnych utworzony z zamiarem wywołania pobudzenia seksualnego lub podniecenia u osób oglądających.) to zdjęcie manekina obok już może być ostatnim stadium ostrej pornografii, to jednak przyjmijmy, że na razie jest to tylko manekin, może już nie krawiecki, ale na pewno jeszcze służący do demonstracji odzieży i bielizny. I na pewno nie jest to manekin dmuchany, rozprowadzany w sekshopach, co można sprawdzić po ocenie funkcjonalności otworu gębowego.  











Wykorzystując np. poglądową notkę, jaką napisałem dla zainteresowania Czytelników grafiką komputerową (http://foto-anzai.blogspot.com/2015/01/graficzne-narodziny-modelki.html#comment-form), postaram się przeprowadzić pewien cykl prostych eksperymentów. A więc podstawowymi narzędziami malarskimi (Paint, ew. nieco bardziej pokomplikowany GIMP) usuwamy, lub zmieniamy niepotrzebne elementy. Ja usunąłem niebieskie szelki, zmniejszyłem nienaturalnie duże piersi manekina, i poprawiłem linię pasa, bioder i ud. Dla porównania na rysunku z prawej strony połowę manekina pozostawiłem nienaruszoną.









Teraz wykonamy kilka czynności trudno dostępnych w środowisku Paint'a. A więc uruchamiamy GIMP-a (ewentualnie Fotoshop wersja handlowa Fotoscape poniżej vs. 3.0.0) i tak jak na rys. poniżej
zmieniamy podstawowy układ twarzy. Ja zrobiłem to oprogramowaniem malarskim (szczegóły podałem we wcześniejszych notkach), bardziej przydatnym w późniejszej fazie obróbki. Dla łatwiejszego ogarnięcia poszczególnych etapów celowo pozostawiłem ślady operacji graficznych (np. różnice w karnacji, niewyretuszowane obszary, "plamy" barwne, itp. ). Przed opuszczeniem tego środowiska usuwamy jeszcze nieprzydatne zielone tło i - co ma zwiększyć efekt seksualności - głowę przekręcamy ok. 15-20 % na lewo.  


Manekiny profesjonalne mają tę przewagę nad modelkami, że można je ustawić w dowolnej pozycji. To samo można robić z grafiką, chociaż tu już potrzeba nieco więcej umiejętności. Modelki nie będziemy ubierać, bo ma nam pomóc w rozstrzygnięciu tego czym jest pornografia, a więc prawą dłoń manekina "opuszczamy" na biodro, a lewą przykrywamy corpus delicti, bo wiadomo, wróg czuwa! Obrót głową, i dekompozycja lewej ręki burzy naturalny rozkład loków fryzury. Ten problem odkładamy jednak na później. W tym momencie bowiem z reguły pojawiają się kwestie kolorystyczne.


Ze względów czysto technicznych (a bardziej merkantylnych, bo przecież najczęściej obrazy tworzy się pod konkretne zamówienie odbiorcy) już w początkowej fazie usunąłem szaroniebieski kolor oczu, i zielone tło, to są wymogi marketingowe i technowizualne. Uznałem też (w programie wirtualnego doboru fryzury), że znacznie lepiej będą się prezentowały włosy ciemno blond i oczy brązowe. Stąd na rysunku poniżej

pojawiła się nowa propozycja głowy nr 4. Na zmienionym układzie ud (5) próbnie nanosimy światłocienie, tak jak to widać na rysunku wyżej. Oczywiście do czasu ustalenia rodzaju i koloru włosów miejsca łączenia (6) nie będą korygowane graficznie.


Końcowy projekt może wyglądać tak jak na rysunku poniżej.
Oczywiście w ramce oznaczonej "7" celowo pozostawiam niedokończony obraz, bowiem tak jak pisałem na wstępie, nie jest moim zamiarem prezentowanie na tym blogu końcowych prac, tylko ukazywanie: technik, narzędzi, etapów powstawania prostych obrazów, i najczęstszych błędów pojawiających się w procesie tworzenia. Z ostatecznym wyglądem obrazu można zapoznać się w galerii "PicturesXXI", stałym Czytelnikom (niestety zaglądającym, ale nie komentującym tutaj) podaję kod: 9iJ7bg5cg. Nie ode mnie też zależy koszt SMS-sa zwrotnego, który wynosi 2,28 PLN. Z góry też przepraszam ewentualne osoby, które "rozpoznały się" na w.wym. obrazach twarzy ... to tylko wytwór grafiki komputerowej.


Czytelnikom, którzy wyrażają krytyczne opinie (zdarzyła mi się kilkunastoletnia dziewczynka, która myślała, że w latach 60' ub.w. zdjęcia robiłem telefonem na domowych prywatkach!) chciałbym zadać dwa proste pytania: 1. Czy widzą na tych obrazach poważne błędy kompozycyjne? 2. Kiedy, ich zdaniem, zaczyna się pornografia? To drugie pytanie uzupełniam własnymi rozważaniami. Bo wiadomo, że w publicznych mediach przyjęła się interpretacja, aby nie eksponować w całości organów rozrodczych obu płci. Natomiast wszystkie inne "chwyty" z reguły są dozwolone.


I tak się zastanawiam, czy gdybym w miejscu dłoni umieścił kwiat storczyka jaki udało mi się wyhodować (vide poniższe zdjęcie)

to czy to też by było pornografią? Czy może już sam kwiat spełnia te wymogi? Na wszelki wypadek, aby nie być posądzonym o zboczenie, omijam z daleka wszelkie róże i storczyki, tak ponętnie rozchylające swoje płatki ...



PS. Chętnym do bliższego zapoznania się z moją hodowlą kwiatów podaję link:
http://foto-anzai.blogspot.com/2013/11/kwiaty.html#comment-form


Dodatek specjalny!  30-11-2015
---------------------------------------

Jak wiadomo pierwsze rysunki człowieka, nawet te przedstawiające orgie i skrajne zboczenia, miały wymiar mistyczny i duchowy, poświęcone bogom, stanowiły bardzo głęboką symbolikę, a wyobrażenia narządów rodnych, głównie penisa, były związane z kultem religijnym i tworzyły cały system wierzeń. Jeszcze bardziej wulgarne i wyuzdane były płaskorzeźby na świątyniach indyjskich ostrością wykraczające daleko poza ramy dzisiejszych pojęć o pornografii. Dlatego chciałbym dla relaksu zaproponować poniższy rysunek:




.

wtorek, 17 listopada 2015

"Gołe baby" z Krainy Lochy i Ciemności

Ciemność! Widzę ciemność! Tak można stwierdzić trafiając przypadkowo na blog króla, może knezia ... chociaż nie ... bardziej pasuje - knechta z tej krainy. A więc wchodzimy do Krainy Lochy i Ciemności i widzimy (nie podaję linku, bo nie warto, wystarczy zrzut screen'u):





Otóż według tych knechtów gołe baby to np. moja pra...prababka Anna Maria. I - o dziwo - knechci mają rację! Proszę się przyjrzeć, na zdjęciu "505 a":

już wcześniej publikowanym, moja pra... pra (pierwsza z lewej z parasolką) ma odsłonięte kostki!!! Rzecz niedopuszczalna w tamtych czasach, bo zdjęcie pochodzi prawdopodobnie z lat 1882-1886. To autentyczna "goła baba" według knechtów, i nie tłumaczy jej fakt, że jest ona u tzw. "wód". Jeszcze gorzej prezentuje się dama z prawej strony, bo ma odsłonięte do połowy łydki!



Próbując wyjaśnić, że mój blog to nie tylko zdjęcia gołych modelek z niewidocznymi lub zasłoniętymi twarzami, z lat 1960-1980, i obrazy (fotomontaże) 9 listopada 2015 o 08:20 napisałem:
"... N.b. wyjątkowo chciałbym zamieścić poniżej obrazek „baby”, to moja babcia … według Was goła baba. Wystarczyło tylko zerknąć na kilka notek niżej..."

Całość komentarza można zobaczyć tutaj:
http://szczur-z-loch-ness.blog.onet.pl/2015/11/07/suplement/#comments


W odpowiedzi jeden z knechtów niejaki "Szczur z czegoś tam" publikując na blogu mój adres URL skłamał, twierdząc, jakobym sam nazwał zdjęcia swojej rodziny zdjęciami "gołych bab", i zaprosił czeredę swojego Towarzystwa Wzajemnej Adoracji do składania komentarzy. Jeden z najłagodniejszych komentarzy "Wstydź się zboczeńcu!" pozostawiłem na blogu pozostałe znacznie bardziej wulgarne  skopiowałem i przekazałem do odnośnej sekcji kontroli sieci publicznych przy GIODO (Gen. Insp. Ochrony Danych Osobowych). Pod koniec tej notki poinformuję Czytelników jak postępować, i gdzie zgłaszać przypadki wulgarnego hejtu.


Tymczasem spróbuję powrócić do pytania postawionego w poprzedniej notce. A więc, czy publikować zdjęcia dawno zmarłych osób, których autorem jest mój nieżyjący dziadek i ojciec? Sprawa jest dość skomplikowana, bo zdjęcia te poza tym, że zostały zakwalifikowane przez ojca jako nieudane i nigdy nie były wywoływane, pochodzą z sytuacji dość intymnych jak na ówczesne czasy. Z drugiej strony ich zawartość faktograficzna ma już znaczenie historyczne. To zdjęcie "1473 a1"
zostało wykonane w 1938 r. przez mojego ojca na prośbę damy leżącej na tapczanie. Z serii kolejnych zdjęć, bardziej "rozbieranych", wnioskuję, że ojciec prośbę damy wykonał z naddatkiem, ku obopólnemu zadowoleniu. Jednak na kolejnych zdjęciach (niepublikowanych), poza damą, widać z prawej strony radiolę, czyli przedwojenne radio z gramofonem i wbudowanymi dwoma głośnikami. Na radioli masa różnych bibelotów z tamtych czasów (figurki, serwetki, budzik, kryształy itp.), a więc kopalnia wiedzy o tamtych przedwojennych czasach. Krzywa linia dolnego marginesu wynika ze znacznego skręcenia negatywu, co zniekształca obraz. Na zdjęciu "1470 a1" z tych powodów dach wydaje się zapadniętym.


Intuicja podpowiada, że skoro ojciec tych zdjęć nie publikował to pewnie robił to z jakichś powodów. A więc nie publikować. Pozostaną w domowym archiwum. To jedno z tych zdjęć opublikowałem w całości wyżej, bo przypominam sobie, że tapczan ten, robiony na zamówienie, służył mi jako trampolina. Stare, dobre sprężyny przetrzymały do końca lat 70', do dzisiaj tapczan stoi na działce u jednego z sąsiadów. Pamiętam, że w czasie burzy, albo podczas nocnych koszmarów uciekałem do rodziców śpiących na tym tapczanie.


To kolejna "goła baba" (zdjęcie "1472 a1" - ok. 1952 r.) według knechtów z Krainy Lochy i Ciemności.
Wywołane zdjęcie, skadrowane w "żółtej ramce" znalazłem w archiwach u mamy. Dla mnie jednak prawdziwą niespodzianką było odnalezienie negatywu na którym widać z lewej strony fragment starego fotela (pierwowzór "amerykanki"). To była moja kraina moich marzeń. Tu czytałem książki, rozkładałem zabawki, i tu często zasypiałem razem z nimi i z moim psem. Prawdziwą wartością dla kolekcjonerów jest jednak negatyw wykonany nie na celuloidzie lecz na przyciętej płycie szklanej, w tym celu pozostawiłem nie skadrowane marginesy, gdzie widać miejsca przycinania szkła.


Około kilkuset zdjęć to obrazki sytuacyjne, takie jak na zdjęciu "1470 a1" (1947 r.), robione z zaskoczenia,
tutaj pod fotografowanymi wywróciła się ławka. I z tymi zdjęciami jest najwięcej kłopotów. To jedno z wielu spotkań kolegów i koleżanek ojca ze studiów. Od ojca wiem, że uchwycił sytuację, gdy ogrodowa dwuosobowa ławka nie wytrzymała i 5 osób znalazło się na ziemi.


Zdjęcie "1471 a1" pochodzi z tej samej serii, chociaż jest to spotkanie w innym składzie i z innej okazji.
Tutaj także koledzy i znajomi ojca z Politechniki, wśród nich przyszły prorektor, oraz znana aktorka (zaczynała w łódzkiej "Cytrynie"). Jak widać przyjęcie zaczęło się na świeżym powietrzu, a skończyło w mieszkaniu (widoczny słynny zegar kominkowy). Fotograf, prawdopodobnie osłabiony wypitym alkoholem zapomniał przesunąć błonę, i na jednej klatce pojawiły się dwa zdjęcia. I tutaj mała dygresja skierowana do fotografów z tamtych lat.  


Wszystkie aparaty z centralną migawką miały podobną konstrukcję, naciąg filmu i naciąg migawki nie były zsynchronizowane. Na błonach często więc pojawiały się puste klatki (bo fotograf bojąc się nałożenia zdjęć na zapas przesuwał film), albo takie jak na powyższym zdjęciu klatki podwójnie naświetlone. Linhof jakim ojciec robił te zdjęcia miał już obie opcje, po naciągnięciu (albo załadowaniu kasety z płytą szklaną) można było też automatycznie uaktywnić migawkę. Tu jednak chodziło o zdjęcie sytuacyjne, więc nie było czasu na dokładne ustawianie aparatu.


Wracamy teraz do "baby", która według knechtów była "gołą babą". Otóż jest to ta sama baba, rok wcześniej (zdjęcie "1465 a1" z ok. 1948 r.). Ustawa Bierutowska z czerwca 1948 r. wywłaszczała właścicieli nieruchomości, które po wojnie zostały przeznaczone na cele publiczne. To spotkało moją babcię, jedyną pozostałą w Polsce właścicielkę w 1/17 znanego uzdrowiska polskiego. W praktyce jednak wywłaszczenie, o ile nie można było od razu znaleźć nowego gospodarza danego obiektu, polegało na czasowym powierzeniu dotychczasowym właścicielom zarządzania danym obiektem. A więc na powyższym zdjęciu "baba", czyli moja babcia, jako dyrektor ośrodka na tle "swojej już nie swojej" nieruchomości.


Tu warto jeszcze powrócić do historii tamtych czasów. Otóż zarówno władze hitlerowskie jak i późniejsze stalinowskie generalnie likwidowały polskich właścicieli nieruchomości. Robiono to oficjalnie rekwirując dobra, lub mniej oficjalnie aresztując i skazując tym samym na zagładę. Z tych powodów od wejścia Niemiec do Polski aż do zakończenia epoki stalinowskiej w 1953 r. właściciele nie przyznawali się do swoich nieruchomości (licząc na zmiany polityczne) i starali się wyglądem zewnętrznym upodabniać do niezwykle ubogiego powojennego społeczeństwa, aby nie spowodować zainteresowania ciekawskich.


Podobnie było z rodzinnym domem, któremu po wojnie zagrażało dokwaterowanie dwóch osób na prawach współlokatorów. Na szczęście rodzice "podrasowali" nieco dom i otoczenie, podpierając niby zawalający się dach i płot, i tym sposobem udało się przetrwać aż do 1963 r.



Zgodnie z obietnicą podaję teraz jeden z bardzo skutecznych i bezpiecznych sposobów przeciwdziałania hejtowi. Polega on na tym, że po stwierdzeniu, iż skarżący się na hejt ma rację, autora hejtu wciąga się na listę "obserwowanych hejterów". To powoduje, iż wskazany blog /autor ma ograniczone pole dostępu. Google'owskie aplikacje blokują bowiem wyświetlanie takiego adresu URL, blog nie jest widzialny dla tych, którzy go nie chcą widzieć, i także hejter nie zobaczy blogów, które nie życzą sobie jego obecności. To naprawdę działa! Wiem, bo ja także jestem hejterem dla ONR-owców i neonazistów.  


Jak odróżnić hejt od nieszkodliwej, czasami nawet ostrej wymiany komentarzy? Otóż hejt to siejąca nienawiść wobec konkretnej osoby bądź instytucji akcja pojawiająca się bez powodu, jakby dla sportu - tutaj autor hejtu sam się przyznaje (obraz na początku notki): "... stałem, jak nie przymierzając dziewka przy Neostradzie i zastanawiałem się o czym napisać ..."
Hejt to także zmasowane akcje frustratów, którzy wolą budować poczucie własnej wartości na nienawiści wobec ludzi, których nie znają i tematów których nie rozumieją.


Kolejnym elementem dowodzącym, iż mamy do czynienia z hejtem, jest fakt, iż grupy hejterów działają w sposób zorganizowany. Ich komentarze pojawiają się w określonym miejscu i czasie. Sami spotykają się na przykład na zamkniętych anonimowych forach i - aby sprawić wrażenie silnej grupy - rozgłaszają to w sieci. Fora te muszą być anonimowe, gdyż po pierwsze uprawiana przez nich działalność często jest łamaniem prawa obowiązującego podczas rejestracji bloga, i także dlatego, że czują, że ich działalność jest zwyczajnie żenująca. Wiadomo, w grupie zawsze raźniej.


Jeżeli te czynniki wystąpią, tak jak w moim przypadku, to warto, a nawet trzeba, w imię walki z agresją na blogach, zalogować się na jednej ze stron, np. tej:
i po wypełnieniu kilku ankiet kliknąć: "Enter". Tak jak wspominałem wyżej, doniesienie na hejtera (i całe grupy) umożliwia innym osobom ominięcie tego typu środowisk. Przyjmujący wniosek nie informują o podjętych decyzjach, jednak efekt jest zauważalny, hejter odnotowuje mniejszą ilość wejść, a składający wniosek zostaje objęty selekcją negatywnych treści.


Oczywiście przed złożeniem zawiadomienia należy zarejestrować adres strony na której ukazały się hejterskie teksty (wystarczy taki zrzut jak u góry tekstu, tylko z niezakrytym adresem URL), oraz skopiowane (a jeszcze lepiej także zrzuty ekranowe) teksty i komentarze. Nie przejmujmy się tym, gdy przedmiotowe strony i komentarze zostaną usunięte, bowiem w sieci niczego nie można usunąć, można najwyżej tylko przesunąć plik w inne miejsce.
.