sobota, 6 lutego 2021

Prostowanie krzywych ścian

 O problemach związanych ze stosowaniem obiektywów szerokokątnych, które zniekształcają nam perspektywę, pisałem już wielokrotnie. I także wielokrotnie podawałem sposoby usuwania tych zniekształceń. Przyznaję, że nowoczesne aparaty wbudowane do t.zw. "srajfonów" wyposażone w aplikacje usuwające te niedoskonałości zniechęciły mnie do kontynuowania tego tematu. Zaszły jednak pewne zmiany. Zauważyłem bowiem, że użytkownicy aparatów dobrze wyposażonych w zmiennoogniskową optykę nie korzystają z oferowanych im udogodnień. I mają rację. Automat, awansowany do miana "Sztucznej Inteligencji" robi swoje, ale inaczej "widzi" otoczenie. Jest to temat raczej z obszaru psychofizjologii więc na razie powracamy do tradycyjnych metod poprawiania naszych zdjęć. 


To zdjęcie jednej z ulic Cuenki, miasta o zaludnieniu ok. 600 tysięcy mieszkańców:

znalazłem na blogu zaprzyjaźnionego Polaka, aktualnie mieszkającego w Ekwadorze. Polecam ten blog m.in. z uwagi na niezwykle ciekawe tematy poruszane z perspektywy obywatela innego kraju:

https://widzianezekwadoru.wordpress.com/

A, że barwnym opisom Ekwadoru towarzyszą niemniej barwne zdjęcia, pozwoliłem sobie kolejny wykład o zasadzkach czyhających na fotografa, podbudować konkretnym zdjęciem wykonanym przez tego autora. 


Jak widać na powyższym zdjęciu widok kóz dojonych dla sprzedaży koziego mleka jest niecodzienny i godny uwiecznienia. Niestety "walące" się budynki z lewej i głównie z prawej strony skutecznie odciągają uwagę od głównego "koziego" tematu. Usunięcie tych mankamentów jest dość łatwe przy użyciu jednego z najprostszych programów graficznych, czyli "GIMP-a". Sfotografowane w tle budynki prostujemy wyciągając perspektywę, na razie tylko z prawej górnej części zdjęcia:

a następnie ... No i właśnie dalej jest kilka sposobów w zależności od tego jaki efekt chcemy osiągnąć. Jeżeli znajdę odpowiednie zdjęcia i uzyskam zgodę autorów to omówię ten temat w kolejnym poście. Tutaj, w przypadku ekwadorskiego zdjęcia wybrałem ten najprostszy sposób - bo nygus jestem - czyli wyciąłem poprawione do pionu budynki i wkleiłem je do bazowego zdjęcia:


Oczywiście ta metoda wymaga jeszcze "domalowania/dorysowania" brakujących fragmentów zdjęcia, ale w sumie pozwala na mniej więcej prawidłowy odbiór głównego "koziego" tematu.      


A teraz wnioski jakie nasunęły mi się, gdy tak wyrafinowana technologia wdarła się do naszych aparatów telefonicznych. Przeróbka opisywanego zdjęcia zabrała mi kilkanaście minut (bo dawno już tego nie robiłem),  natomiast to samo aparaty nowszych generacji przetwarzają w tysięcznych częściach sekundy. Dlatego już nie bójmy się robić t.zw. "mordoobrazków" na których największą częścią twarzy jest ... nasz nos. Także krajobrazy nie muszą się już zaokrąglać na brzegach zdjęcia. I nawet Ziemia, dla "płaskoziemców" staje się płaska, ale czy nadal jest to wierne, lustrzane odwzorowanie rzeczywistości?   

Epoka rzeczywistości rozszerzonej (wirtualnej), elektronicznie serwująca nam widzenie maksymalnie zbliżone do rzeczywistego zakłada pewne uwarunkowania kompozycji obrazu. I tak jak dla zdjęć i obrazów przyjęto stosunek wysokości obrazu do jego szerokości 3/4 (co wynika z nałożenia się dwóch okrągłych obrazów z naszej siatkówki oka), tak i dla zmienno ogniskowych obiektywów przyjęto pewne kryteria, Z tych względów na poszatkowanym liniami ekwadorskim zdjęciu obok przedstawiłem rozkład perspektywy pionowej (vertical czerwone linie) i poziomej (horizontal linie żółte). Linie te powinny przecinać się najlepiej w wirtualnych punktach poza obszarem obrazu. Uogólniając, dla optymalnego odwzorowania pomiędzy obrazem i zdjęciem punkt vertykalny (A) nie powinien być mniejszy niż ok. 5-6 wysokości obrazu, dla punktu horyzontalnego kryteria są mniejsze i punkt przecięcia może nawet pojawiać się w obszarze obrazu. Dlaczego te założenia są tak istotne w odbiorze obrazu/zdjęcia? Otóż z przebiegu linii czerwonych i żółtych można z dużym prawdopodobieństwem wywnioskować, że robiący zdjęcie miał ok. 180 cm. wzrostu i na tej mniej więcej wysokości znajdował się aparat, ogniskowa aparatu wynosiła od 22 do 28 mm, a optymalne położenie aparatu (bez zmiany odległości) powinno znaleźć się na wys. ok. 3m. Nie muszę chyba przekonywać, że - na szczęście - tymi założeniami nie przejmują się fotografujący. I dlatego pewnie mamy takie ładne i ciekawe zdjęcia.   



piątek, 9 sierpnia 2019

St. Jon's - znajdź jeden szczegół ...

Wśród wielu obiektów/działów fotografii jednym z najprostszych jest architektura. Obiekt wdzięczny, bo nieruchomy. Wystarczy więc dobre oświetlenie (nawet sztuczne), aparat ze zmienną ogniskową i zadowolenie gwarantowane. O technikach fotografowania architektury pisałem już wielokrotnie od kilkunastu lat ostrzegając o niespodziankach jakie i tutaj czyhają. Kto wcześniej nie czytał (na starym blogu)  może zerknąć np. tutaj:
https://foto-anzai.blogspot.com/2013/08/mury-runa-runa-runa.html#comment-form
gdzie pokazuję jak prostymi sposobami poprawić pochylone mury.
Inaczej jednak prostujemy mury jednego obiektu np. kościoła, i zupełnie inaczej, gdy na zdjęciu znajduje się więcej różnych obiektów. To np. tutaj:
https://foto-anzai.blogspot.com/2017/08/jak-ugradeowac-nasz-aparat-czyli.html#comment-form

Teraz jednak wyższa szkoła jazdy. Na jednym z niedawno poznanych blogów:
https://agnesskalik.blogspot.com/2019/07/blackpool-united-kingdom.html
autorka prezentuje niezwykle ciekawe, piękne i doskonałej jakości zdjęcia nie tylko architektury. Tym, którzy chcieliby poznać Londyn bliżej i od podszewki polecam ten blog. Autorka pozwoliła mi na publikację tego zdjęcia:

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgsYE_qPWib_OCRC4F43-0WRKTdjeGtzSPQ_ojoCrQM0iRvGnlZ9Nb5S5umPfMBOQBaUXltYB6cDcVQT4H24NQ9y2oLLumwyOsWTei3fyZwuKmTY0GrqveqtkwbDmt43Gk7S2mCzaXujnk/s1600/0E0C32D9-0CB3-4BF7-8EC6-251776478830.jpeg
więc i ja pozwoliłem sobie na mały test zamieszczając poniżej nieco przerobioną kopię zdjęcia:


Proszę porównać oba zdjęcia (np. w systemie Galerii Obrazu Windows) i znaleźć jeden szczegół różniący je. Dla ułatwienia podpowiadam, że nie chodzi o balans bieli, wykorzystanie trybu RAW, czy zwykłą rozdzielczość, a więc cechy głównie przypisywane lustrzankom. Chodzi o geometrię obrazu. Oczywiście do takiej operacji, gdzie chcemy poprawić perspektywę wybranych budynków pozostawiając pozostałe fragmenty zdjęcia/obrazu nie wystarczą dotychczas proponowane metody i oprogramowania. Czy jednak warto cokolwiek poprawiać, gdy zdjęcia bez poprawek oddają nastrój miejsca?





wtorek, 6 sierpnia 2019

Wielki Kanion Kolorado, czy kupa błota i kamieni?

Kilka lat temu w poście:
http://foto-anzai.blogspot.com/2014/07/barwienie-zdjec-cz-2.html#comment-form
opisałem jedną z wielu dostępnych ówcześnie technik barwienia zdjęć czarno białych. Wśród kilku barwionych zdjęć znalazły się dwa zrobione podczas pobytu w Grand Canyon USA. Na wyprawę do "Wielkiej Dziury za Wielkim Stawem" wybrałem się z dość specjalistycznym - jak na tamte czasy - sprzętem. Był to PentaconSix, z pełnym wyposażeniem, a więc wymienną optyką (zabrałem najlżejszy wówczas teleobiektyw f - 200 mm.), pryzmatem z automatycznym pomiarem przysłony wstawianym w miejsce kominka, statywem, zestawem filtrów, itp. udogodnieniami.

Zamówienie na wykonanie wielkokoformatowych zdjęć reklamowych Grand Canyonu zmusiło mnie do zastosowania 6x6 cm. niskoczułych błon drobnoziarnistych barwnych. Nie pamiętam czy miały one 12, 9, czy może nawet 6 DIN (też takie udało mi sie zdobyć). Skazany więc byłem na działanie wyłącznie ze statywem. Nie da się opisać jakie było moje zdumienie, gdy po dotarciu na dno kanionu stwierdziłem, że nie mam drobnej nakrętki umożliwiającej osadzenie aparatu na statywie. To właśnie to nieszczęście:

które prawdopodobnie pozostało w hotelu przykręcone do innego sprzętu.  

Wprawdzie miałem przy sobie drugi aparat, t.zw. "mordoobrazkowy" (Zenith E) , ale był on załadowany czarno białym wysokoczułym filmem (zapasy też!), którym zamierzałem robić zdjęcia sytuacyjne. I tak oto powstały czarno białe zdjęcia "Wielkiej Dziury", które po latach postanowiłem pokolorować. Efekt, czyli porównanie czarno białych zdjęć z pokolorowanymi, można zobaczyć po uruchomieniu wyżej podanego linku.

Przed kolorowaniem zdjęć spróbowałem "ściągnąć" autentyczne kolory ze zdjęcia jednego z biur podróżniczych. Po uzyskaniu zgody autorów biura zamieściłem ich zdjęcie i pokolorowałem swoje czarno białe. Jak wiadomo Google zmieniły prawa do publikacji zdjęć i kluczowe - dla ustalenia barw - zdjęcie, zostało usunięte z mojego bloga. Dość przypadkowo, po prawie 40 latach, na jednym z zaprzyjaźnionych blogów:
https://widzianezekwadoru.wordpress.com/2019/07/17/powrot-do-wielkiej-dziury/#comments\
gdzie autor prezentuje niezwykle interesujące zdjęcia egzotycznej przyrody zauważyłem zdjęcie Grand Canyonu obejmujące ten obszar, który ja fotografowałem przed prawie 40 laty.

No cóż "Wielka Dziura" z 1981 r. w kwestii barw, daleko odbiega od tej obecnej z lipca 2019 r.:

Zastanawiam się, czy - nawet zakładając, że ci co pierwszy raz, tak jak ja, oglądali Grand Canyon mogli podkolorować swoje zdjęcia - różnice w odbiorze barw mogą aż tak bardzo zmieniać się. Rzeka Kolorado widziana z góry kanionu ma barwę uzależnioną od odbicia światła od otoczenia i może przyjmować różne barwy:
https://www.google.pl/search?q=rzeka+kolorado+wielki+kanion
tutaj należy wybrać okienko "Więcej obrazów".  
Nieco inaczej barwa rzeki wygląda z dołu kanionu. Przeważnie jest to kolor biały i niebieski. To znane fotografom zjawiska optyczne.

Oczywiście winą można obciążyć zmiany środowiska, głównie jego zanieczyszczenie. Spróbowałem więc ponownie pokolorować zdjęcie kanionu. Wyszło to tak:

I tutaj pojawiła się mała niespodzianka. Okazało się, że amatorskimi programami typu "PhotoShop dla ubogich", lub podobnymi nie można uzyskać należytego i proporcjonalnego nasycenia barw. Nie da się również zastosować amatorskich programów do robienia zdjęć w trybie HDR (np.: https://fotoblogia.pl/3606,jak-robic-zdjecia-hdr-poradnik). Pozostała więc najstarsza technika ręcznego i żmudnego retuszowania obrazu, czyli pędzel w garść, i skutek jak powyżej.

czwartek, 1 sierpnia 2019

O mirażach na blogu al Elli

Al Ella to blogerka z pasją utrwalania piękna krajobrazów i architektury. Aparatem strzela przeważnie na wojażach zagranicznych, ale z nudów nie pogardzi też krajową ofertą. No i w ten sposób możemy oglądać tutaj:
http://grycela.blogspot.com/
zachwycające urokiem i klimatem zdjęcia z Warszawskiej Kępy Potockiej. Zdjęcia piękne i aż żal, że nie wiszą w jakiejś galerii. Tym razem jednak al Elli przydarzyło się coś, co czeka każdego fotografującego. Pisałem już wcześniej, że inaczej otaczającą nas rzeczywistość "widzi" nasz aparat i zupełnie inaczej widzimy to my.

Na trzecim zdjęciu al Elli widzimy jak słońce namalowało krajobraz Kępy Potockiej.



Trudno w takiej chwili zauważyć, że tuż przed nami (i naszym aparatem) pajęczynę utkał sobie jakiś uparty pająk. Jeżeli nasz fokus działa w automacie to najczęściej aparat zrobi to co zrobił, czyli utrwalił nie krajobraz a znajdującą się na pierwszym planie pajęczynę. Nie chciałbym się wymądrzać, więc tylko przypomnę, że takie zdjęcia należy zawsze pozbawiać elementów rozpraszających widza.

A więc przycinamy zdjęcie od dołu i rozpoczynamy żmudną retuszerkę. Oczywiście sposobów jest kilka w zależności od oprogramowania na jakim pracujemy. Ja -
jak zwykle - wybieram najprostsze programy "Paint" i "GIMP" dostępne za darmo i w zasadzie spełniające podstawowe wymagania grafika. Najprościej retusz wykonać techniką "Rozsmarowywania", nieco trudniej będzie z doborem narzędzia, czyli pędzelka o odpowiednim kształcie i miękkości. To już wcześniej pokazywałem więc tutaj tylko zaprezentuję końcowy efekt:

O tym co odbija się w wodzie także pisałem wcześniej, tutaj jednak oszukamy nieco odbiorcę, zabarwiając nieco niebo na niebiesko.


Kolejne zdjęcie:

to mój ulubiony motyw, i jednocześnie dowód opanowania trudnej sztuki fotografowania "pod słońce" z t.zw. "prześwitem". Nie wiem jakim aparatem robiono to zdjęcie, ale - jeżeli to możliwe - zawsze warto wyłączyć automatykę i ustawić aparat w trybie umożliwiającym punktowy pomiar światła. Teraz punkt pomiarowy kierujemy na brzegi prześwitującego Słońca, mając świadomość, że pozostałe fragmenty będą niedoświetlone. Warto wykonać kilka takich ujęć, bo nie ma pewności jak aparat przetworzy obraz na matrycy.


Jeżeli nie mamy możliwości ręcznej obsługi aparatu to pozostaje tylko obróbka graficzna. Ja zrobiłem to tak:

wykorzystując tylko w.wym oprogramowania malarskie. Czy w ten sposób poprawione zdjęcia są lepsze od oryginału? Odpowiedź pozostawiam Czytelnikom.

niedziela, 9 czerwca 2019

A wydawało się, że mam rację ...

Prawie 20 lat temu uznałem, że skoro w zakresie fotografii "już zjadłem wszystkie rozumy" to warto się przerzucić na grafikę komputerową, a fotografię potraktować tylko jako materiał poglądowy. To dlatego na tym blogu staram się omawiać najważniejsze błędy jakie spotykane są w dziedzinie fotografii amatorskiej zarówno mojej, jak i zaprzyjaźnionych blogerów. I tak w ten sposób dotarłem do naszego rodaka, który postanowił osiedlić się w Ekwadorze, a swoje miejsce utrwala obiektywem. To jest ten blog:
https://widzianezekwadoru.wordpress.com/?wref=bif
I to zdjęcie a1:


Oczywiście od razu rzuca się w oczy niesłychana kolorystyka przyrody. Czyste (mam nadzieję) jeszcze powietrze i nieskażona na wysokości ok. 3000 m. fauna i flora zachęcają do utrwalania tego w obiektywie aparatu fotograficznego. Z racji swojego skrzywienia zawodowego, polegającego na wychwytywaniu błędów, w pierwszej chwili zwróciłem uwagę na brak "pionizacji". To bardzo ważna umiejętność fotografa, czyli nie tylko pewna ręka, ale i wyczucie gdzie pion, a gdzie poziom. Po uzyskaniu zgody autora zająłem się więc poprawianiem jego zdjęcia.


Metoda podobna jak np. ta z maja ub.r.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2017/05/wrazenia-optyczne.html#comment-form
Nie będę już powtarzał wszystkich czynnośc, bo można je ewentualnie przećwiczyć na w.wym. linku. A więc: Oryginalne zdjęcie naszego Ekwadorczyka Marka wygląda tak jak wyżej na zdjęciu a1. Pełna egzotyka, nastrojowość i soczysta kolorystyka pomimo dużego zachmurzenia. Coś jednak nie pasuje, bo przecież młode przydrożne drzewko z prawej strony, nawet pomimo wiatrów górskich, nie powinno rosnąć z takim nachyleniem, kołki przydrożne też nie powinny być pochylone ... Odpowiedzią stało się pnącze opadające z góry. Tu już nie było wątpliwości, pnącze jak murarski pion wskazywało kierunek.

Kilka prostych czynności jeszcze prostszym oprogramowaniu GIMP-a i wszystko wróciło do normy, czyli do pionu.



Oczywiście taka metoda radykalnie zmniejsza powierzchnię obrazu, ale przecież można to uzupełnić. GIMP-em robi się to np. tak:
Jest to jednak długa i żmudna praca, aby potem przekopiować/przerysować odpowiednie fragmenty.


Można też znacznie szybciej wykonać to w innej aplikacji symulującej efekty malarskie - nie będę jednak reklamował produktów za darmo. Mamy więc gotowe spionizowane zdjęcie a4 z uzupełnionymi brakami:
Ale efekt końcowy jakby zginął, nie ma już tego wrażenia "górskości", i to nie byle jakiej, bo z wysokości ok. 3000 m. Jest to chyba dość przekonujący przykład, że nie zawsze wszystko co poprawne jest lepsze od tego co stworzone z błędem. A może to jest sztuka? No cóż - jak chwalił się nasz prezydent - ja też się uczę, uczę, i uczę.

środa, 10 października 2018

Wyobraźnia bez granic

Zanim jeszcze pojawiła się teoria kwantowa dopuszczająca istnienie wielu światów równoległych fizycy XVII i XVIII wieku udowodnili, że nasze zmysły nie są na tyle doskonałe, aby rejestrować i przetwarzać wszystkie zewnętrzne bodźce. A więc to co widzimy i słyszymy to tylko wąski wycinek tego co się wokół nas dzieje. Mało tego, ludzkie zmysły dotyku, węchu, i smaku rejestrują bodźce w zakresie znacznie węższym od zmysłów posiadanych przez zwierzęta. Potrafimy określić np.  temperaturę, ale tylko w granicach od -10 do + 60 st. C' Także nasz próg wrażliwości na dotyk i węch działa do czasu, gdy natężenie nie przekracza określonego poziomu. Czy w takim razie otaczający nas świat jest jednakowy dla wszystkich form życia? Dlaczego np. zwykły gołąb potrafi wykryć raka nawet z 99-procentową skutecznością, czyli znacznie przekraczającą umiejętności lekarza rentgenologa?!
https://portal.abczdrowie.pl/niezwykle-umiejetnosci-golebi






Skoro już wiemy, że nasze zmysły płatają nam figle, proponuję zerknąć na dalsze obrazy przedstawiające fragmenty dwóch dywanów produkowanych według motywów zaczerpniętych z krajów islamskich. Jak wiadomo w sztuce romańskiej nie dopuszcza się możliwości używania postaci ludzkich i zwierzęcych. No i właśnie. Czy we fragmencie dywanu na obrazie obok można dopatrzyć się rysunku dwóch głów psich?

























W tym momencie prawie każdy odpowie negatywnie. Zaznaczam więc kolorem pomarańczowym odpowiedni fragment.






















Cienką kreską do głowy wyobrażonego przeze mnie psa dorysowuję resztę postaci, to może być np. mały York.


































Podobnie jest z drugim psem. Oba obrazy psów lepiej dostrzegane są w pewnym oddaleniu od ekranu.



















W innym fragmencie dywanu (obok) daje się zauważyć twarz grubej kobiety (podobnej do złej czarownicy z bajek W. Disney'a). To jest ten fragment. Tutaj będzie większy problem, bo ornamentyka powoduje duże utrudnienie.



















Wymazuję więc niepotrzebne fragmenty
















I pozostawiam samą twarz.












Teraz dorysowuję resztę ... i mamy złą czarownicę.




















Jeżeli nie udało się zobaczyć na oryginalnych fragmentach dywanów psów i kobiety to proszę się nie martwić. Wyobraźnia płata nam figle, ale na ogół są one bardzo przyjemne. Ja od kilku lat na czarno białym dywanie (to jest "dywanik" mojego szefa na którym bywałem kilka razy w tygodniu w charakterze doradcy) widziałem jeszcze, jak żywego, Azję Tuhajbejowicza z filmu "Potop", ale nie zapamiętałem w którym miejscu. Natomiast dywan po przemeblowaniu zmienił swoje położenie i Azji już nie mogę znaleźć. Może więc Czytelnicy pomogą?


Surfując po Internecie natknąłem się na niezwykle ciekawy blog:
https://narysunku.wordpress.com/?wref=bif
autorki, która skromnie pisze o sobie: "... Nie umiem rysować, ale wcale mi to nie przeszkadza w rysowaniu! ..." Kobietom z reguły nie wierzę, chociaż czasem ufam, więc w tym przypadku przejrzałem blog i stwierdzam, że nad każdym rysunkiem warto się pochylić i zastanowić, bo to sztuka niebywała, a każdy rysunek wnosi nieprawdopodobnie interesujące treści, i budzi wiele skojarzeń.

Jeden z rysunków autorki (link poniżej) nawiązał do moich "dywanowych" skojarzeń i zainicjował powstanie tego postu. Za zgodą autorki pozwolę sobie zalinkować adres:
https://narysunku.wordpress.com/2018/09/23/nietoperz-bat/
Na drewnianej desce widać kształt/zarys, wyobrażający wiszącego nietoperza. Z tego autorka stworzyła rysunek, który po odwróceniu "do góry nogami" wydał się jej małym misiem. Wyobrażenia te zostały przeniesione na kartkę i tak powstały dwa rysunki nietoperza i misia.

Przejrzałem pozostałe rysunki i - jak dla mnie - przebojem jest rysunek "gołębia na wojnie", który ukazuje mistrzowskie władanie ołówkiem:
golab
https://narysunku.files.wordpress.com/2017/02/golab.jpg?w=420&h=403
Kilka kresek, parę kropek, a efekt niesamowity, wywołujący wiele emocji i wyrażający właściwie wszystko co złego i dobrego można powiedzieć o gołębiu na wojnie.

środa, 23 maja 2018

Potęga lasu w teoretycznym ujęciu

W poście z sierpnia ub.r.:
http://foto-anzai.blogspot.com/2017/08/jak-ugradeowac-nasz-aparat-czyli.html
pokazałem jak na zdjęciach prostować walące się budynki. Nie wszystkich to przekonało, ale nie o to chodzi. Tym razem wyższa szkoła prostowania walących się drzew w lesie i stosowania efektów różnych perspektyw, tutaj akurat "ptasiej". To
bardzo ładne zdjęcie "a 5133" (n.b. znalazłem je na zaprzyjaźnionym blogu) ściółki leśnej pokrytej czerwoną roślinnością. Oryginalna i naturalna kolorystyka pokrycia leśnego uzasadnia drobne niedociągnięcia w zakresie kompozycji obrazu. Czy jednak możemy poprawić to co utraciliśmy podczas robienia zdjęcia? Nie zawsze i nie do końca, ale próbować warto.


Jak widać perspektywa "ptasia" (pisałem o tym tutaj: http://foto-anzai.blogspot.com/2013/07/historiografia-troche-teorii-cz-2.html ) pięknie ukazuje czerwony dywan leśny, ale psuje wrażenie potęgi lasu. Drzewa można bez większego problemu wyprostować (np. prostym programem GIMP-a), czyli: zmieniamy perspektywę rozszerzając dół zdjęcia: tak jak na zdjęciu "a 5136" poniżej:

a następnie uzupełniamy, albo kadrujemy brzegi obrazu, tak jak pokazałem to na w.wym linku, otrzymując w efekcie poniższe zdjęcie "a 5137":


Nadal jednak pozostaje kwestia zaburzonej perspektywy. Perspektywa "ptasia" to, w tym przypadku, nienaturalnie zmniejszony las, perspektywa "żabia", gdyby ją zastosowano to prawdopodobnie byśmy otrzymali taki oto wirtualny obraz:
na którym mała choinka na pierwszym planie staje się większa i zasłania czerwony dywan. Ginie też daleka perspektywa kończąca się w głębi obrazu.


Dlaczego tak się dzieje, że perspektywa "ptasia", albo "żabia" (czyli to na jakiej wysokości trzymamy aparat) to różniące się, nawet w zakresie przekazu informacyjnego, zdjęcia/obrazy pokazuję na tym szkicu bocznym.

Czy zatem autor wybrał najlepsze rozwiązanie? Niewątpliwie tak. Rewelacyjny czerwony dywan inaczej by nie był ukazany w całej krasie.


Na zakończenie chciałbym przytoczyć przykład z własnych błędów popełnianych na przełomie lat 80/90 ub.w. Poniższe zdjęcie zrobiono lustrzanką cyfrową o doskonałej jak na ówczesne czasy rozdzielczości ok. 2,1 mln. pixeli (dla porównania obecnie średniej klasy smart dysponuje 3x większą rozdzielczością). To jednak nie był największy problem. Niesamowicie piękny widok na jednej z wysp norweskich, zawierał cztery główne motywy: ciemny las z prawej, podświetlony las z lewej, plaża w dole, oraz panorama morska (wzburzone morze, piękne chmury). Wyszło to co wyszło:


.

wtorek, 20 marca 2018

Oko, mózg, obraz ... sztuka



W połączeniu z ludzkim mózgiem oko jest najdoskonalszym aparatem poznawczym zarówno w świecie zwierząt, jak i najbardziej wyspecjalizowanych maszyn cybernetycznych. Na czym polega ta doskonałość? W tym poście chciałbym skrótowo przedstawić jak wygląda proces "widzenia" świata. To, że nasze oko widzi obraz "do góry nogami" i przestawiony stronami lewą i prawą nie jest już żadną rewelacją. Ale to co się dzieje dalej zadziwia i powala niezwykłymi właściwościami ludzkiego zmysłu wzroku. Załóżmy, że przed naszymi oczami - może to być np. pocztówka trzymana w odległości ok,. 30 cm. od oczu -
pojawia się taki oto obraz "a1", nazwijmy go bazowym:



Promienie świetlne, po przejściu przez źrenicę oka, wytwarzają na siatkówce obraz kilkadziesiąt razy zmniejszony, odwrócony "do góry nogami" z zamienionymi stronami prawą i lewą. Po komputerowej symulacji może to wyglądać np. tak jak obok na "a2". W celach poglądowych, w dalszej części postu obraz na siatkówce zostanie powiększony do rozmiaru pozostałych obrazów, t.j. tak jak na "a3" niżej:




Mamy więc obraz uzyskany na siatkówce, jest on jeszcze czarno biały, niewyraźny, nieostry, zamglony, ze zwiększonymi kontrastami, i odwrócony. Robimy więc teraz dokładnie to co robi nasz mózg w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i wiedzę. Otrzymujemy obraz "a4" widoczny obok. Tu warto wspomnieć, że noworodek w pierwszych chwilach po urodzeniu widzi taki właśnie jak wyżej świat, odwrócony, już raczej wyostrzony, i z jeszcze nie skorelowanymi kolorami. Ten sam efekt "postawienia obrazu do góry nogami" możemy uzyskać manipulując guglowskimi okularami, gdzie po odstawieniu okularów odwrócony obraz utrzymuje sie jeszcze przez pewien czas.  





Oko po uzyskaniu pierwszego czarno białego obrazu zaczyna poszukiwać elementów już znanych. Poszukiwanie odbywa się na zasadzie wyostrzania obrazu na skupionych elementach. Za tę fazę odpowiadają pręciki, które dzięki dużej ilości potrafią przetworzyć obraz o dużej rozdzielczości rzędu 120 Mpx, a więc znacznie lepszy niż obecne aparaty cyfrowe. Na zdjęciu "a5" z prawej zaznaczyłem wyostrzenie tylko świeczki, ale w praktyce pręciki przekazują do mózgu cały zeskanowany czarno biały obraz, To warto powtórzyć, do mózgu dociera obraz częściowo zeskanowany i zapamiętany wirtualnie, nie jest to jednak obraz ciągły. Dopiero w mózgu następuje przetwarzanie i pojawia się wirtualny, czarno biały obraz "a6" widoczny poniżej.




Podobna analiza odbywa się w zakresie przetwarzania kolorów, gdy do obrazu dociera wystarczająca ilość światła. Powierzchnia siatkówki na której zgrupowane są czopki odpowiedzialne za kolory, również skanuje cały obszar obrazu. Procedura wygląda podobnie jak wyostrzanie obrazu, a efekt może być np. taki jak na obrazie "a7" z lewej strony. Tutaj analiza barwna skupia się pierw na kolorowych wstążkach, a potem skanuje całą powierzchnię obrazu. W następstwie tego w mózgu, w czasie od kilkudziesięciu milisekund do kilku minut (np. gdy siatkówka została porażona zbyt silnym światłem) powstaje i pojawia się pierwotny obraz bazowy. Nie trzeba chyba dodawać, że jest to całkowicie wirtualny obraz rzeczywistości.



Teraz następuje najciekawsza faza przetwarzania obrazu przez mózg. Obraz końcowy "a8" z prawej strony to właściwie zestawienie i zsyntetyzowanie w pamięci mózgu trzech odrębnych obrazów. Nie są to obrazy ciągłe, lecz wynikające ze stałego skanowania zmian (o ile takie występują) i pamięci obrazowej mózgu. To upraszcza w znacznym stopniu proces t.zw. "stabilizacji obrazu" znany dobrze fotografom i kamerzystom. Wyjaśnia to też dlaczego stabilizacja mózgu ludzkiego obrazu jest kilkaset razy większa od stabilizacji najlepszych aparatów cyfrowych. Po prostu obraz zachowywany jest w pamięci mózgu, a ewentualne zmiany (np. gdyby ktoś wziął nóż i pokroił tort) korygowane są na bieżąco. To co wykonuje nasz mózg nie potrafi żaden elektroniczny sprzęt.




Spróbujmy teraz wykonać test potwierdzający powyższe rozważania. Na zdjęciu "a9" z lewej strony widać czarno białe plamy, które dla większości obserwatorów mogą pozostać tylko czarnymi plamami. Niektórzy jednak dostrzegają w tym gąszczu plam obraz psa dalmatyńczyka. To jest właśnie efekt doświadczenia i zakresu percepcji mózgu. Wizerunek psa widzą tylko ci, którzy już kiedyś widzieli psa, a jeszcze lepiej dalmatyńczyka. Inni widzą tylko plamy. Podobnie jest ze zdjęciem "a4", które pokazywane po raz pierwszy nie wywołuje żadnych skojarzeń, niektórzy najwyżej w upiętych kokardkach dostrzegają bukiet kwiatów. Po obejrzeniu obrazu bazowego, na ogół większość od razu rozpoznaje widok.



PS. Zainteresowanych powyższym tematem odsyłam do ciekawego wykładu prof. Francuza:
https://www.youtube.com/watch?v=HLfpP-Ustw8&t=8s

sobota, 2 grudnia 2017

Zaczarowany ogród cz. 4. Rodzinny dom.

W poście z
http://foto-anzai.blogspot.com/2015/07/studnia-pnaca-roza-i-inne.html#comment-form
pokazałem jak, bazując na własnych wspomnieniach, i nieudanych czarno białych zdjęciach, można wykreować zaczarowany świat dzieciństwa. Zdjęcia z linku j.w. były w miarę proste, bo z bezbarwnych konturów znanego mi ogrodu wyciągałem te fragmenty, które normalnie niczym się nie wyróżniały dla osób postronnych. Ale co zrobić, gdy mamy tylko fragment znanego nam obrazu z dzieciństwa, a wyobraźnia podsuwa dalsze plany? To właśnie chciałbym pokazać w tym poście. Na początek zaczniemy jednak od końca.


Ten wirtualny obraz, zdjęcie 1469 a5 end powyżej, wykreował się w moich wspomnieniach dopiero kilka lat temu, czyli ok. 2014 r., gdy odnalazłem stare negatywy zdjęć nigdy nie wywołanych. Zdjęcia technicznie były nieudane i słabej jakości, na szczęście nie zostały wyrzucone i jako makulatura (z błon totograficznych robiono np. wspaniałe zakładki do książek, ramki do zdjęć, itp.) przetrwały ponad 70 lat. Podstawą wykonania grafiki stało się właśnie jedno z takich zdjęć 1469 a1 prezentowane poniżej:


Plac do połowy XIX w. należał do łódzkich tkaczy. Obok domu płynął mały strumyk, chociaż należy podejrzewać, że był to raczej sztucznie wykopany kanał, w którym ówcześni włókiennicy przerabiali len na tkaniny. Mały 3 izbowy domek, prawdopodobnie z inną architekturą, dla zabezpieczenia przed wiosenno jesiennymi wylewami rzek wybudowany był na niewielkim sztucznie podniesionym terenie, co uwydatniło się na zdjęciu sprowadzonym do pionu. Widać to na zdjęciu nr 1469 a2 poniżej:



Bazowe zdjęcie 1469 a1 zostało wykonane w 1945 r. tuż po odzyskaniu wolności. Mnie jeszcze wtedy nie było ani na świecie, ani w planach, rodzice pobrali się dwa lata później, ja przyszedłem na świat w końcu grudnia 1950 r. Pierwsze migawki z tego okresu zawsze kojarzyły mi się z domem otoczonym krzewami i drzewami, oraz terenem za domem, gdzie nie wolno było mi wchodzić. Nic dziwnego więc, że taki obraz "gołego domu" rozpalił wyobraźnię. Dodajemy więc perspektywę i powoli wyłaniają się kontury całego, już raczej wirtualnego (?), budynku. To zdjęcie nr 1469 a3 poniżej:




Pozostaje tylko usunięcie postaci dobrze mi znanych wujków, cioć, i ojca (bo przecież chodzi tylko o wizerunek domu z zaczarowanego ogrodu), wrzucenie próbnych kolorów, przyjęcie jednego z motywów obrazów, który nie gryzie się z własną wyobraźnią, i mamy wersję próbną jak na zdjęciu poniżej nr 1469 a4.
Celowo pozostawiam niedokończone partie rysunku, aby pokazać w jaki sposób można to zrobić najprościej.  


Do bryły gotowego już domu dodaję jeszcze młodą brzoskwinię i obok starszą renklodę - te drzewa zachowały się na innych zdjęciach publikowanych wcześniej. Z prawej strony powinna być wczesna czereśnia, ale z braku laku ... Sposobu dodawania/wkopiowywania obrazów nie będę opisywał, bo to już robiłem we wcześniejszych postach. Czarno biały obraz koloruję jednym z najprostszych programów GIMPem, i mamy obraz 1469 a5 end, zamieszczony na wstępie postu i poniżej:
  


I teraz mam pytanie: Co byście Drodzy Czytelnicy zrobili, gdyby nagle ktoś wam pokazał wasze ulubione zabawki z dzieciństwa? Gdyby nagle na zdjęciach pojawił się ulubiony miś z naderwanymi uszami, wyszczerbiony motylek na drewnianych kółkach, plastikowa pęknięta lalka, czy pierwszy pistolet na wodę? Pewnie nic byście nie zrobili, bo rzadko kiedy takie wspomnienia się materializują, a jeszcze rzadziej zachowują się na starych rodzinnych zdjęciach.

.

czwartek, 16 listopada 2017

Zamiast Photoshopa. "Piękna Pani" z PPS, czyli Maria Juszkiewiczowa

Ten post miał się pojawić na blogu "LegionyPolskie" z okazji 99 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Nie zdążyłem. Ale "co się odwlecze to nie uciecze". Maria Piłsudska, de domo Koplewska, primo voto Juszkiewiczowa, secundo voto Piłsudska (ur. 1865 w Wilnie, zm. 17 sierpnia 1921 w Krakowie) – polska nauczycielka, działaczka Polskiej Partii Socjalistycznej; była pierwszą żoną Józefa Piłsudskiego. Nazywana przez otoczenie "Piękną Panią", lub "Piękną Damą" prawdopodobnie nie była zbyt fotogeniczna. A może takie wtedy były kryteria mody? Spróbujmy zobaczyć co może zdziałać dzisiejsza wielka chemia farmaceutyczna i chirurgia plastyczna, oraz grafika komputerowa bez użycia "Photoshopa".











Na zdjęciu nr 2 obok twarz Pani Marii, zwykłą metodą "Kopiuj, wklej" wkomponowałem do współczesnego zdjęcia portretowego. Tak mogłaby wyglądać kobieta piękna, która jeszcze nie musi wspomagać się kosmetykami, makijażem, itp. utensyliami stanowiącymi nieodłączne wyposażenie dzisiejszej kobiety.










Załóżmy jednak, że Pani Maria postanowiła na policzki zalotnie wrzucić kosmyki włosów, i odpowiednimi mazidłami (przepraszam wszystkie Panie) namalować sobie nową twarz. Wykonałem więc lekką symulację: a/ fryzury, b/ podkreślenia obramowania oczu, i c/ uwydatnienia ust. To może wtglądać tak jak na zdjęciu nr 3 obok.










Teraz można zdjęcie lekko podkolorować, tak jak na zdjęciu nr 4 obok. Oczywiście można jeszcze wykonać wiele innych operacji, chociażby posługując się uproszczoną wersją "Photoshop", ale w tym akurat ćwiczeniu chodziło mi o wyobrażenie sobie jak Pani Maria mogła wyglądać "na żywo" i w kolorze. Czy to sie udało?









Wątpię. Minęło przecież ponad 100 lat, gdy Marszałek Piłsudski ujrzał Piękną Panią  spacerującą na deptaku w Wilnie i sie nią zauroczył. Zmieniły się kryteria mody i postrzegania. Dzisiejszy niespełna 30-latek zapewne by się zauroczył w kobiecie ostrzyżonej na łyso z agrafkami w nosie, na wargach, i jeszcze nie wiadomo gdzie, a może by wolał mężczyznę? Czy warto więc było walczyć o wolność, o taką wolność dla kobiet?



.